REKLAMA

Autor: Marek Szubski

Dokładnie 15 czerwca 2003 roku Anwil po raz pierwszy w historii zdobył Mistrzostwo Polski, wygrywając w finale z naszpikowanym gwiazdami Prokomem Treflem Sopot 4-2.

Rok wcześniej we Włocławku zbudowano drużynę złożoną z gwiazd. Włodarze klubu chcieli wraz z inauguracją nowej hali, zdobyć pierwsze mistrzostwo. Tak się jednak nie stało. Sukcesem był oczywiście półfinał pucharu Saporty. W lidze marzenia również skończyły się na półfinale oraz przegranej walce o brąz.

Sezon 2002/2003 miał być zatem zupełnie inny. Ze składu pozostał Jeff Nordgaard, Armands Skele, Marek Andruska oraz Polacy – Robert Witka, Piotr Szczotka, Tomasz Andrzejewski, Maciej Raczyński, Marcin Twierdziński.

Funkcje pierwszego trenera powierzono Andrejowi Urlepowi. Słynącego z twardej ręki
oraz braku pobłażliwości dla gwiazd. Metody popularnego Furiozo, mimo iż kontrowersyjne, były bardzo skuteczne. Słoweniec zdobył wcześniej 4 mistrzostwa ze Śląskiem Wrocław.
Na ławce Anwilu pomagali mu David Dedek oraz debiutujący w roli trenera Igor Griszczuk, który zakończył koszykarską karierę parę miesięcy wcześniej.

W lidze włocławianie szli jak burza. Wygrywali mecz za meczem, czym wprawiali w zdumienie cała koszykarską Polskę. Próżno szukać ekspertów, którzy stawiali na Anwil przed sezonem. Andrej Urlep stworzył bardzo młody zespół, któremu dowodził na boisku doświadczony Tomas Pacesas. Tak jak wszyscy szanowali Andrzeja Plutę oraz doceniali talent Jeffa Nordgaarda tak Krupalija czy Lang byli kompletnie nieznanymi koszykarzami. 

Po sezonie zasadniczym w tabeli Anwil ustąpił miejsca tylko Prokomowi Treflowi Sopot. Zespół sopocki posiadał w swoim składzie takie gwiazdy jak Dragan Marković, Josip Vranković czy Goran Jagodnik.

Zespół włocławski rywalizację w play – off rozpoczął od meczów z Czarnymi Słupsk pokonując słupszczan dość gładko w 3 meczach.  

Kolejnym rywalem włocławian był Mistrz Polski Śląsk Wrocław. Dumni wrocławianie mimo zajmowanej 3 lokaty po sezonie zasadniczym, mieli aspirację na obronę tytułu. We Wrocławiu i okolicach rozwieszono nawet bilbordy ,,Zapraszamy na osiemnastkę” . 17-krotni Mistrzowie Polski nie sprostali jednak Anwilowi przegrywając w półfinale 3 – 0. Trzeba jednak przyznać, że były to emocjonujące mecze. W trzecim spotkaniu we Wrocławiu Anwil do zwycięstwa potrzebował, aż dwóch dogrywek.   

W finale czego można się było spodziewać czekał już Prokom Trefl Sopot. Rywalizacja zaczęła się od sensacyjnego zwycięstwa Anwilu w Sopocie rzutem za trzy Jeffa Nordgaarda. Wieczorem na sopockim molo można było usłyszeć z ust kibiców Anwilu ,,Morza szum, ptaków śpiew, złotą trójkę trafił Jeff”’. Faktycznie ta wygrana postawiła zespół włocławski w bardzo dobrej sytuacji. Teraz to oni posiadali przewagę własnego parkietu. Sopocianie jednak nie dali za wygraną, zwyciężyli w drugim spotkaniu. We Włocławku również wygrali jeden mecz, czym odzyskali przewagę własnego parkietu. Był więc remis 2-2. Część ekspertów twierdziła nawet, że dwa zwycięstwa to max co młody zespół z Włocławka może w tym finale zrobić. Takie głosy tylko motywowały włocławian, którzy wyrwali kolejne zwycięstwo w Sopocie i przed szóstym meczem we Włocławku stawali przed ogromną szansą na zdobycie Mistrzostwa Polski. Po heroicznej walce, po meczu zakończonym dogrywką, Anwil zdobył upragniony tytuł. Wygrywając ostatecznie 93 – 88. 


Włocławek oszalał z radości. Mieszkańcy wyszli na ulice i spontanicznie wiwatowali ,,Mistrz, mistrz Anwil Mistrz”. Największy tłum był oczywiście pod Halą Mistrzów. Po meczu wszystko przeniosło się na Zielony Rynek, gdzie na specjalnej scenie z okazji Dni Miasta koszykarze zaprezentowali okazały puchar. Dni Włocławka to święto patrona miasta czyli bł. Biskupa Michała Kozala. Tak patron naszego miasta był dziś z nami mówili kibice.

Tytuł świętowany był jeszcze przez kolejne dni. To były piękne dni. Wielu kibiców wspomina je do dzisiaj. To był jedyny jak dotąd tytuł zdobyty przez Anwil we własnej hali – pewnie dlatego smakuje najlepiej.