REKLAMA

To już 40 rocznica katastrofy kolejowej w Otłoczynie. Wszystko wydarzyło się 19 sierpnia 1980 roku, ze stacji Toruń Główny wyrusza opóźniony pociąg osobowy 5130 do Łodzi Kaliskiej. Skład wjeżdża na swój właściwy tor nr 2. Kolejny przystanek podróży miał być w Aleksandrowie Kujawskim, a prędkość składu miała wynosić 90 km/h. Dwie minuty później na stacji Otłoczyn dochodzi do błędu, który okazuję się opłakany w skutkach. Mieczysław Roschek – maszynista pociągu towarowego czekający na swoją zmianę, postanawił przyspieszyć bieg wydarzeń. Wsiadł do składu 11599 i bez zezwolenia rusza z bocznicy. Mija sygnał „stop”, ignorując wskazanie semafora, i wjeżdża na niewłaściwy dla siebie tor nr 2 w kierunku Torunia. Dokładnie na tym samym którym znajdował się już pociąg ruszający z Torunia.

Błąd maszynisty towarowca sygnalizują automatyczne urządzenia sterowania ruchem, błyskawicznie dowiadują się o nim kierujący ruchem w tym rejonie dyżurni. Nic jednak nie można zrobić, kierujący pociągami nie mają bowiem żadnych środków łączności. O 4.30, w wąwozie na wysokości miejscowości Brzoza, doszło do zderzenia. W katastrofie zginęło 67 osób. Około 4:30 składy zderzyły się po 6 minutach jazdy. Skład osobowy jechał z prędkością 85 km/h, a towarowy 33 km/h. Całkowitemu zniszczeniu uległy lokomotywy oraz 3 wagony przednie z każdego ze składów. W wyniku zderzenia śmierć poniosło 67 osób (2 osoby zmarły w szpitalu), a 64 odniosły obrażenia. Mieczysław Roschek, uznany za winnego również zginął w katastrofie. Była to największa katastrofa kolejowa po 1945 roku.