REKLAMA

Powstanie Warszawskie – co nam przyniosło?

Podstawowa rzecz, od której trzeba zacząć takie rozważania, to rozdział walczących, szeregowych żołnierzy od decydentów.
Ocena obu to kompletnie dwie różne sprawy, a ten tekst skupia się jedynie na ocenie strategii działania w kontekście ówczesnej sytuacji bojowej i politycznej.

W mojej ocenie, to o czym powinniśmy pamiętać za każdym razem kiedy budzimy się rano 1.08., włączamy komputery lub smartphony i czytamy kolejne artykuły o PW, kolejne posty na tablicy facebooka, gdy widzimy nakładki na zdjęciach profilowych naszych znajomych i zupełnie obcych ludzi, to że nie może nam umknąć „dlaczego” straty były tak wielkie.
Zginęło blisko 200 tysięcy cywilów. 50 tysięcy żołnierzy zostało zabite, ranne albo wzięte w niewolę. Pomyślmy o tym: pięćdziesięciotysięczna armia.
Gotowa bronić polskich interesów. Gotowi walczyć o to by Polska była krajem wolnym i niepodległym. Gotowi „tu i teraz”, czyli w stolicy, która strategicznie jest kluczem. Na 6 miesięcy przed Konferencją Jałtańską.
Podjęcie tej decyzji, decyzji o powstaniu, musi wybrzmieć właśnie w takim kontekście. Niemcy podupadały, Alianci byli praktycznie pewni zwycięstwa, to była jedynie kwestia czasu tak naprawdę od momentu załamania się frontu wschodniego i przejścia ZSRR do kontrofensywy. Ale nawet gdyby ktoś nie chciał uznać tego za klucz, to 6.06.1944 r. rozpoczęła się Operacja Overlord, czyli najpierw lądowanie amerykańskich wojsk w Normandii, a następnie bitwy o Francję. Ponad rok po śmierci Mussoliniego, kiedy Niemcy straciły głównego (choć nie jedynego) sojusznika w Europie.
Ci, którzy zadecydowali o rozpoczęciu powstania, de facto postanowili najgorszą, najtrudniejszą misję Armii Czerwonej w Polsce, wykonać za nią. Wziąć na siebie jej straty, przyspieszyć jej marsz na Zachód, odebrać sobie możliwość krytyki za zniszczenia w Warszawie (a przecież te pojawiły się później choćby w kontekście Drezna, które było wrogie, a nie wyzwalane!).
Niektórzy mogą krytykować gdybanie, ale tutaj mowa o konkretnych decyzjach i jasnych, wręcz oczywistych konsekwencjach braku ich podjęcia. Gdyby AK nie rozpoczęło powstania, to Warszawa w ten lub inny sposób, musiałaby być odbita, tylko że marnowali by na to swoje „moce” właśnie Sowieci. Nie zapominajmy: toczył się wyścig między nimi, a aliantami o to kto pierwszy zdobędzie Berlin, kto zajmie jakie państwa i z jakimi kartami usiądzie do stołu rokowań. Jaki konkretnie zysk, płynąłby więc z braku PW?
1.Brak tak wielkich strat w ludziach. Te są porównywalne w tej wojnie w Europie praktycznie tylko do legendarnych oblężeń rosyjskich miast. Oblężeń kluczowych, obliczanych na wyczerpanie, gdzie obrońca bronił swojej ziemi. Niemcy nie bronili swojej ziemi, a w samej Warszawie mieli tylko blisko 50 tysięcy żołnierzy.

2.Brak tak wielkich zniszczeń miasta. Taktyka niemiecka musiałaby ulec całkowitej zmianie, a kluczem byłoby spowolnienie Sowietów, a nie walka z partyzantką, która wymusza niszczenie budynków.

3.Konieczność pozostawienia większych sił okupacyjnych przez Armię Czerwoną w Warszawie, na wypadek buntu Polaków. Ergo – zmniejszenie sił idących na Zachód i kolejne spowolnienie ZSRR.

Kilka tygodni – gdyby o tyle później Sowieci uderzyli na Berlin, to mogliby nie być jedynymi, którzy tam są. Gdyby Berlin był od początku zajęty przez Aliantów, a tych paru tygodni zabrakło też na przykład w Austrii, to Stalin nie miałby tylu argumentów w Jałcie. Jałta nie była zdradą. Jałta była efektem siły Armii Czerwonej w Europie. Te negocjacje wyrwały z rąk Stalina część Niemiec i resztkę Austrii wraz z Wiedniem. Alianci w ich trakcie, musieli się skupiać na ziemiach od Zachodu, bo tylko na nich mogli mieć pełną kontrolę, zdolną do potencjalnego wsparcia gdyby ZSRR na nich napadło. Tyle tylko, że wtedy w Polsce, Sowieci musieliby liczyć się z poważnym oporem wobec swoich decyzji w samej Warszawie. Nie byliby też uznawani przez wielu ludzi tamtych czasów za tych, którzy odbudowują stolicę, a za tych, którzy ją niszczyli.
Stare przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” miało tutaj pełne zastosowanie. Polską tragedią jest to, że tych „dwóch” to powinni być naziści i komuniści, a nie naziści i Polacy. Ta decyzja zmieniła nie tylko losy Warszawy, ale także cały układ ustanowiony w Jałcie. Nie możemy o tym zapominać, gdy czcimy pamięć wystawionych na śmierć żołnierzy.

Autor: Michał Waliszewski