SONY DSC
REKLAMA

Paradoksalnie wysoki blamaż z Bayernem Monachium nie mógł się zdarzyć w lepszym momencie. Od wielu miesięcy w FC Barcelonie dzieje się bardzo źle. Porażka z Bawarczykami jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, a lawina już ruszyła w dół. Pierwszym przegranym został Quique Setien.

Największym problemem Bartomeu

Jak wiadomo nie od dziś – ryba psuje się od głowy. Jose Maria Bartomeu od ładnych kilku tygodni prowadzi małe „wojenki” nie tylko z socios, ale również z piłkarzami i członkami zarządu. Non stop wychodzą na jaw kolejne afery. Szykanowanie zawodników w mediach społecznościowych za pomocą „trollowania” czy wojna na oświadczenia w sprawie pandemii koronawirusa – to tylko nieliczne z nich. Jaki jest ich powód? Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o…pieniądze i stanowiska. W 2021 roku mają odbyć się wybory na prezesa FC Barcelony. Jose Maria Bartomeu za wszelką cenę pragnie się na nim utrzymać. Stąd ciągłe konflikty na linii piłkarze – prezes, bowiem nie da się ukryć, że ze zdaniem Gerarda Pique czy Lionela Messiego muszą liczyć się wszyscy, łącznie z członkami zarządu. Głównym kontrkandydatem Bartomeu ma być Victor Font, który chciałby na stanowisko szkoleniowca zatrudnić legendarnego Xaviego. Wcześniej w mediach pojawiała się również kandydatura Joana Laporty, ale na dzień dzisiejszy to Font ma większe szanse na objęcie prezydentury.

Błędne decyzje, transfery zawodzą

Lepsze jest wrogiem dobrego? W Blaugranie chyba o tym jakby zapomnieli. Zwolnienie Ernesto Valverde, który prowadził Barcelonę do połowy stycznia tego roku, było początkiem katastrofy katalońskiego klubu w tym sezonie. Valverde potrafił utrzymać szatnię, miał dosyć dobry kontakt z piłkarzami i mimo kilku wpadek, miał wyniki. Oczywiście, w tamtym momencie Blaugrana miała mały kryzys formy, ale zdawała się powoli z niego wychodzić i grać na miarę swoich oczekiwań. Wtem ogłoszono decyzję o zatrudnieniu na stanowisku pierwszego trenera Quique Setiena, który miał wprowadzić ofensywny styl gry. Z planów zarządu nic jednak nie wyszło. Setien nie mógł poradzić sobie z zawodnikami, a każdy jego pomysł poddawany był w dyskusję. Efekt jest taki, że Barcelony nie ma już w Lidze Mistrzów, a szkoleniowca w klubie. Na następcę Setiena media wieszczą Ronalda Koemana.

Osobny akapit należy poświęcić transferom. Ousmane Dembele, Philippe Coutinho, Arthur, Antoine Griezmann, Frenkie de Jong – wszyscy Ci piłkarze jak na razie nie zawojowali nawet ligi hiszpańskiej, a przychodzili do klubu jako wielcy piłkarze. Trudno tak naprawdę wyrokować, czemu gwiazdy Dembele, Griezmanna czy Coutinho przestały lśnić w Blaugranie. Pierwszy z wymienionych częściej niż na boisku pojawia się w gabinetach lekarskich. Dwaj pozostali po przyjściu do Barcelony zapomnieli jak się gra w piłkę. W poprzednich zespołach byli liderami, a w drużynie Katalończyków zachowują się momentami jak dzieci zagubione we mgle. To, że Coutinho potrafi asystować i strzelać pokazał właśnie w starciu ćwierćfinałowym przeciwko Barcelonie. Warto byłoby mu dać drugą szansę, ale na co się zdecydują osoby zarządzające w klubie – nie wiadomo. Wracając do pozostałych zawodników – Arthur więcej w zespole zrobił negatywnego niż pozytywnego, a piłkarz o takim wizerunku z pewnością w Blaugranie nie jest. Frenkie de Jong ma jeszcze czas, by stać się świetnym piłkarzem, ale ten sezon musi sobie zdecydowanie zapisać na minus.

Dziurawa obrona

Najbardziej niepokojący jest fakt, że działacze i kolejni trenerzy nie dostrzegają problemów w obronie. Ta formacja wymaga rzetelnych wzmocnień na każdej pozycji (Jordi Alba też potrzebuje zmiennika, by odpocząć). Semedo i Sergi Roberto, pomimo swoich walorów ofensywnych, nie dają rady w defensywie, co było widać, zwłaszcza w przypadku tego pierwszego, w meczu z Bayernem. Gerard Pique najlepsze lata ma już za sobą i szybszy już nie będzie. Oczywiste wydaje się więc, że kolejne okienko transferowe powinno być poświęcone głównie obronie.

Odejście od La Masii

Nie ma co ukrywać, że Barcelona kiedyś w znacznym stopniu opierała się na wychowankach. Dziś w pierwszym zespole pozostało ich niewielu, a kolejnych próżno szukać. Jeżeli już są to odgrywają w drużynie marginalne role. Niemniej w ostatnim czasie pojawiło się ich znacznie więcej, przynajmniej na ławce rezerwowych. Jedynym, który miał jakiekolwiek realne szansę na grę w wyjściowej jedenastce był Ansu Fati. Jednak i on korzystał na słabej dyspozycji Griezmanna lub kontuzjach Dembele. Może znacznie lepszym (i tańszym) rozwiązaniem byłoby postawić na wychowanków, którzy mają Barcelonę w sercu niż kupowanie za setki milionów zawodników, którzy nie potrafią się zintegrować z zespołem.