REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Szare jesienne pole, w oddali stado bydła, nieopodal siedzący pasterski pies, a w centrum młoda wiejska dziewczyna leżąca na ziemi i trzymająca w uniesionej ręce pajęczą nić. Wszechobecna szarość i chłód na tym olejnym płótnie złamana jest jedynie żółtą chustką na dziewczęcej głowie. „Babie lato” – tak Józef Chełmoński oddał w 1875 roku swoją wizję sielskiej siesty na ukraińskim polu. Naturalistyczny realizm tej sceny jest na pozór napawający nadzieją i spokojem, ale w rzeczywistości oznacza przemijanie, smutek, ulotność chwili i tęsknotę. Niby jest to realizm, a jakby odrealniony, bo przecież odpoczywający chłop w środku dnia to oczywisty oksymoron. W XIX w. za taki wybryk na terenie polskich Kresów i w Galicji groziła surowa kara, znęcanie się, bicie, a nawet tortury kończące się nierzadko śmiercią.
Wiejska sielanka zachwycająca malarzy i poetów końca XIX w. była w jego połowie tłem jednych z najstraszniejszych wydarzeń jakie rozegrały się na galicyjskiej ziemi. Wychowany przy dworze wpływowych Boguszów młody Jakub widział od małego niesprawiedliwość, z jaką traktowana jest miejscowa ludność. Przez wiele lat działał jak wielki społecznik i orędownik interesów najbiedniejszych ze wszystkich warstw, wstawiał się za chłopami w sądach, dochodził sprawiedliwości i starał się stawać w ich obronie. Sam również wystawiany był na pośmiewisko, szykany i tortury przez szlachciców, którzy z egzekwowania pańszczyzny uczynili w pewnym momencie krwawy sport. Oczywiście, że za wszystkimi wydarzeniami stoją ludzie i ich charaktery. To one kształtują w człowieku dobro, porządek, sprawiedliwość i równocześnie okrucieństwo, zło i wyzysk. Zdarzają się jednak ludzie sprzeciwiający się jawnym krzywdom. Takim człowiekiem był młody Jakub. Niewykształcony, ale za to cholernie inteligentny i znający prawo z licznych procesów sądowych.
Jakub miał wielkie serce. Na tyle wielkie, że zdołało pomieścić wiele dobra i miłości. Zakochiwał się i romansował. Był blisko dworu i Boguszów. Panowie raz go doceniali, a innym razem surowo karali za nieugiętość i butę. W serce Jakuba zaczęło wlewać się coraz więcej jadu i nienawiści. Z biegiem lat i doświadczanych cierpień wyrosło w nim gniazdo bólu i zła, a miejsce miłości zajęła chęć zemsty. Odtąd bywalec dworu stał się jego przekleństwem, niechcianym gościem o wężowym zdradzieckim sercu. Czara goryczy i jadu przelała się za bardzo…
Istnieje taki obraz Jana Nepomucena Lewickiego, bardzo szary i mglisty. W jego centrum znajduje się stół, przy którym siedzi oficer i skrupulatnie coś notuje, oblicza. Nad nim na słupie wisi carski ukaz ozdobiony wielkim dwugłowym czarnym austriackim orłem. Wokoło pełno żołnierzy, chłopów, kobiet, dzieci i …odciętych głów. „Rzeż galicyjska” Lewickiego nie kłamie. Pełne nienawiści i jadu serce Jakuba Szeli dało się omamić przez carskich szpiegów i kłamców. Podsycali oni nienawiść chłopów do miejscowej szlachty i kiedy dowiedzieli się, że w powiecie krakowskim ma dojść lada dzień do wielkiego powstania, to nie czekając na rozwój wypadków pomogli tarnowskim i galicyjskim chłopom rozprawić się z ich znienawidzonymi Panami pod hasłem „cesarskiej obrony przed uciskiem”. Pierwsze kroki rabacji skierowane były do najbardziej znienawidzonego dworu Boguszów, czym dowodził osobiście Szela, nazwany przez potomnych Chłopskim Królem.
Jego panowanie nie trwało jednak zbyt długo, bo po rozprawieniu się w dwa dni (!) 1846 roku z blisko trzema tysiącami szlachciców z powiatów Zachodniej Galicji armia chłopska została szybko unieszkodliwiona przez austriackie wojsko kontrolujące wszystko od samego początku. Przekonany o słuszności swoich działań Szela zyskał uznanie w oczach Cesarza i w nagrodę 19 ha ziemi. Radość zaborców nie trwała jednak zbyt długo, bo już dwa lata póżniej doszło do podobnych lecz mniej krwawych powstań na terenie całej Europy, które przeszły do historii jako Wiosna Ludów, a przyniosła już chłopom ziemię na własność.
Czemu to takie ważne z naszej perspektywy czasu? Bo Rabacja Galicyjska przypomina nam, że zawsze człowiek może zwrócić się przeciwko człowiekowi, że Polskość nie ma niekiedy znaczenia, kiedy ważna jest tylko sprawiedliwość. Przypomina nam, że niezmiennie i wciąż aktualne jest uniwersalne DOBRO, które tak łatwo może przerodzić się w ZŁO i czystą zemstę przepełnioną jadem. Ważne jest to, żeby ludzie pamiętali o wydarzeniach, o których zapomnieć nie wolno. Ważne, by pisarze tacy jak Radek Rak podtrzymywali tę pamięć o odchodzących już coraz szybciej w przeszłość wydarzeniach, wspomnieniach i doświadczeniach. Pełna romantyzmu, erotyzmu i mitycznej mgły „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakubie Szeli” została niedawno wybrana najlepszą książką roku otrzymując Nagrodę Literacką Nike 2020. Sięgnijmy po nią w te jesienne szare i chłodne dni, pamiętając jak zawiłe potrafią być ścieżki ludzkiego serca.