O kaplicy, kapelanie i ...jabłkach

Więzienna kaplica w Zakładzie Karnym we Włocławku to miejsce dobre nie tylko do odprawiania Mszy Świętej. To taki azyl w więzieniu, strefa eksterytorialna, gdzie łatwiej o skupienie, kontemplacje, wyciszenie.

Pewnie jedyne miejsce, gdzie nie usłyszy się przekleństw, a normy podkulturowe są nie tak ortodoksyjnie przestrzegane. Przebywając w tym miejscu odnosimy wrażenie, że więzienna rzeczywistość jest stanem tymczasowym, schizofreniczną ułudą w wersji 3D. Dzięki kapelanom – poprzednim i obecnemu szczególnie – kaplica tętni życiem. Tu odbywają się spotkania z udziałem wolontariuszy z Bractwa Więziennego, przygotowania do przyjęcia sakramentów, środowe modlitwy i śpiewy kanonów więziennej wspólnoty Taize. Grupa – której było poświęcone kilka artykułów w „Gazecie Więziennej” (moich i autora podpisującego się jako „Brat Jakub”), ale i artykuły w „Ładzie Bożym” i w „Forum Penitencjarnym” - to owoc szczególnej troski i miłości kapelana o. Damiana Koseckiego. W krótkim czasie udało mu się zawiązać autentyczną Wspólnotę. Z ogromną sympatią obserwuje Jego zaangażowanie, ale i zaangażowanie skazanych – co jeszcze bardziej cieszy. Widzę też, że jeśli spotkania Taize są „słabsze” tzn. jest mniejsze skupienie, może również mniejsza dyscyplina – uczestnicy to bardzo przeżywają. Padają pytania o przyczyny. Co jest nie tak? Gdzie popełniono błędy? To sytuacja bardzo budująca. Powiem wprost – bardzo rzadka z tamtej strony muru. A zresztą czy tylko z tamtej? Proszę pokazać mi osobę publiczną, która przyłapana na kłamstwie, wykroczeniu czy nawet przestępstwie przyznała się do tego. Minister jadący „pod wpływem” twierdził, że zjadł kilogram jabłek. Co sobotę na włocławskim targowisku szukam tego gatunku. Też chciałbym za 4 złote uzyskać jeden promil. Jeszcze nie znalazłem.
Przepraszam za dygresję - ale musiałem, to reakcja obronna organizmu, „czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi” – wracam do tematu. Kapelan Damian Kosecki jest człowiekiem, który zmienia świat na lepszy. Zmieniać świat, to zmieniać ludzi. To truizm, ale tak jest. Robi to niejako mimochodem. Beż religijnego fanatyzmu, bez górnolotności i uniesienia. Zwyczajnie. Skazani to doceniają i „kupują”... Nie wszyscy to oczywiste, ale wielu.
Ja też nie od razu zauważyłem sens jego pracy. Dopiero, kiedy przyszły efekty zobaczyłem, że to działa. Resocjalizacja poprzez religię?
Można i tak nazwać, ale czy nazwa jest ważna?

Ryszard Seroczyński

poniedziałek, 8 lutego 2010, 10:15

Komentarze

#1, ruda w poniedziałek, 8 lutego 2010, 13:46 napisał(a):

ciekawi mnie, tak odbiegając od tematu, ale tykając bliskie panu sprawy, ile czasu potrzeba aby w piszącym wiersze mordercy, dostrzec tylko poetę? czy to w ogóle możliwe? nie ukrywam, że chyba nie potrafię

Avatar użytkownika
ruda
Użytkownik

Aby skomentować musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Załóż je teraz - rejestracja.

Zaloguj się