16.11.2019r., Maciej „Gruda” Grudziński, gruda.runner800

W starej uniwersyteckiej bibliotece, przypominającej dość mocno scenografię do kolejnej ekranizacji przygód Harrego Pottera, prawie dwieście osób uważnie słucha drobnego, mierzącego 167 cm wzrostu czarnoskórego prelegenta. Choć seria filmów o przesympatycznym czarodzieju Harrym była nominowana do Oscara aż 15 razy i aż dwanaście razy za scenografię, kostiumy, charakteryzację, efekty specjalne i muzykę, to magicznym sposobem żadnej (!) statuetki nigdy Potter nie dostał – być może maczał w tym palce sam Lord Voldemort!? Doskonałą oto scenerie do wykładu ma wspomniany wcześniej prelegent. Mężczyzna mówi powoli, aksamitnym spokojnym głosem pełnym pewności siebie, a z jego twarzy nie znika tajemniczy uśmiech. Wyrażnie słychać niecodzienny akcent, który zdradza postkolonialne pochodzenie gościa i im dłużej przypatrujemy się tej scenie zauważamy kolejne szczegóły niecodziennego wykładu. Głos odbija sie od ciemnobrązowych drewnianych regałów pełnych książek, których niepowstydziłby się niejeden drogi i szanowany antykwariat na tej planecie. Mężczyzna jest wyrażnie wychudzony, ciężko ocenić jego wiek, ma ogolona głowę, a granatowy garnitur, pomimo eleganckiego kroju, wydaje się lekko za duży na ważącego 52 kg właściciela. Za stołem prezydialnym tuż obok mównicy siedzi wyciągniety na krześle starszy mężczyzna, z długimi siwymi włosami pozostającymi w nieładzie i siwymi wąsami niczym z monarchii cesarza Franciszka Józefa. Wszystko jednak do siebie pasuje, każdy element układanki jest właśnie tam gdzie być powinien, nie ma w tym obrazie najmniejszego przypadku i scenografia do Harrego Pottera też się zgadza. Tak, to Oksford! A konkretnie biblioteka Oxford Union Society, które to stowarzyszenie od 1823r. organizuje spotkania, wykłady i debaty z najznamienitszymi i najciekawszymi jednocześnie ludżmi na naszej planecie. Zaproszony gość wspomina jak będąc dzieckiem dostawał się codziennie pieszo do oddalonej o kilka kilometrów od domu szkoły, sprzedawał produkty na lokalnym targu, żeby zarobić na książki, a przede wszystkim jak podziwiał mieszkającego w sąsiedztwie tajemniczego człowieka, który robił niesłychane i magiczne rzeczy – codziennie biegał…

W innej części świata i w nieco innym czasie kolejny chłopiec, tym razem biały, podziwia rzeczy, które za chwilę staną się początkiem całkiem nowego i rodzącego się dopiero świata – współczesności początku XXw. W ośnieżonym Paryżu mieszka w starym dworcowym zegarze i w wolnych chwilach naprawia swojego nowego przyjaciela – mechaniczną złotą zabawkę, która do złudzenia przypomina człowieka. Codziennie mija potężne lokomotywy wyrzucające co chwila kłęby pary, przemieża paryskie zaułki, antykwariaty i księgarnie w poszukiwaniu części do mechanicznego przyjaciela. W jego bajkowej podróży po mieniących się ciepłymi zimowymi i świątecznymi światłami sklepowych witryn towarzyszy mu przyjaciółka, która posiada kluczyk (dosłownie) do serca jego nowej zabawki! Prawdziwym kluczem do całej historii okazuje się pewien sprzedawca o wyglądzie i reputacji starego czarodzieja, który okazuje się konstruktorem dawno zapomnianego mechanizmu. Wynalazek Hugo Cabreta Briana Selznicka to książka godna polecenia szczególnie dzieciom i jeszcze szczególniej w okresie świątecznym pełnym sztucznej merketingowej tylko magii. O wiele bardziej znana jest jej ekranizacja, czyli film w reżyserii samego Martina Scorsese Hugo i jego wynalazek z 2011r. W tym uniwersum magia jest prawdziwa, a jej czarodziejem jest autentyczny i jak najbardziej prawdziwy Georges Melies, a ową magią jest kino!

Kino, którego początki w przypadku Meliesa, widzącego na własne oczy pierwszy pokaz filmowy braci Lumiere w Paryżu w 1895r. (Wyjście robotników z fabryki), splotły się w fantastyczny sposób ze sztuką iluzji i dało początek powołaniu do życia pierwszego w historii studia filmowego Star Film, w którym reżyser-iluzjonista tworzył liczne scenografie i nagrywał swoje sztuki. Wynalazł wiele efektów specjalnych, a jego filmy już w 1902r. były kolorowe, co udało się ponownie osiągnąć dopiero w latach 50-tych XXw. „Czarodziej kina” mimo ogromnych osiągnięć postanowił ostatecznie sprzedać teatr, w którym występował, a studio filmowe wraz ze swoimi dziełami spalić – nikt bowiem nie interesował się jego pracą. Jaka to gorzka i uniwersalna porażka! Resztę życia spędził jako sprzedawca zabawek na paryskim dworcu kolejowym. Gdyby nie jego wnuczka, to dzieła mistrza nigdy nie wróciłyby do życia, w tym jego Podróż na księżyc z 1902r. kolorowa opowieść o załogowej misji i spotkaniu z mieszkańcami Srebrnego Globu! Film o Hugo otrzymał Oscara za Najlepszą Scenografię (w hołdzie Meliesowi i jego magicznemu teatrowi jak przypuszczam), a rok póżniej mogliśmy podziwiać nagrodzonego w kategorii Najlepszy Film Artystę Michela Hazanoviciusa, który w czarno-białej i niemej konwensji przenosi nas znowu do początków kina, a konkretnie do „fabryki snów” lat 20-tych i 30-tych. Widzimy tym razem kolejny etap kinowej ewolucji – wielkie kino nieme; wielkiego artystę i jego upadek, a także narodziny kolejnego pokolenia, czyli młodej gwiazdki Hollywood, która artystę pogrąża w zapomnieniu. Ostatnia scena filmu, w której pada pierwsze i ostatnie słowo w całym filmie (!), zapowiada symbolicznie nową epokę w kinematografii – filmy dzwiękowe.

Mury Oksfordu widziały już chyba wszystko – dziesiątki ekip filmowych, setki naukowców, licznych noblistów, rzesze atletów i koronowane głowy. W 1954r. pewien student, póżniejszy szanowany naurolog, wraz z kolegami postanowił na oksfordzkim stadionie dokonać rzeczy niemożliwej – pobić dziewięcioletni rekord świata i przebiec 1609m (1 milę) w czasie szybszym niż 4 minuty jako pierwszy człowiek w historii. Roger Bannister złamał granicę czterech minut o pół sekundy i stał się legendą łamiąc kolejną granicę możliwości człowieka. Nie ma znaczenia tutaj fakt, że jego rekord przetrwał zaledwie sześć tygodni i został pobity o kolejne dwie sekundy, a w kolejnym roku już kilkunastu biegaczy również złamało cztery minuty na milę. On był tym pierwszym! Bycie „pierwszym” przyniosło mu nawet szlachecki tytuł!

W styczniu 2018r. mury Oksfordu przyjęły cudownego chłopaka z kenijskiego Eldoret, marzyciela, który mieszkając w sąsiedztwie Patricka Sanga (medalisty olimpijskiego na 3000m z przeszkodami) w wieku 16 lat przyszedł do niego i poprosił go o pomoc w spełnieniu marzenia o bieganiu. Od tamtej pory Eliud przychodził co dwa tygodnie po nowy plan treningowy, by po dwóch latach, w wieku 18 lat zostać Mistrzem Świata na 5000m w 2002r. W bibliotece uniwersyteckiej czarnoskóry prelegent opowieda jak po dziesięciu latach sukcesów na bieżni (które wylicza jednym tchem rok po roku) nagle słabnie i postanawia trenować teraz już tylko maraton. Po kolejnych dwóch latach treningów zaczyna epicką serię dziesięciu kolejnych maratońskich zwycięstw (tylko raz był drugi) łącznie z olimpijskim złotem w Rio. W styczniu 2018r. jeszcze nie wie, że za półtora roku będzie mógł się pochwalić kolejnymi dwoma sukcesami w Londynie (łącznie 4-krotnie); rekordem świata w Berlinie z 2:01:39 (3-krotnie wygrał Berlin Maraton) i złamaniem dwóch godzin w maratonie w Wiedniu (1:59:40).

Jest pewny siebie i cały czas się uśmiecha. W Kaptagat, oddalonym o 40 km od rodzinnego domu, na wyżynie położonej 2400m nad poziomem morza, choć mówią na niego Boss (szef) i choć za każde duże zwycięstwo w Londynie, Berlinie, kolejny rekord świata i kontrakt reklamowy zarobił już miliony, to nadal pracuje przy sprzątaniu toalet, uprawia warzywa i żyje skromnie. Żyje jak zwykły mieszkaniec biegowego obozu, bo jak mówi: „Pamiętajcie.. tylko zdyscyplinowani są wolni…  od swoich nastrojów, nałogów i żądz.”; „100 procent indywidualności znaczy mniej niż 1 procent grupy.” To w grupę i jej wpływ na ostateczny sukces wierzy najbardziej i uważa, że bieganie jest sportem drużynowym jak kolarstwo. Jestem przekonany, że powstanie z tej maratońskiej opowieści kiedyś piękny film (pomijam thriller Maratończyk z 1976r. z Dustinem Hoffmanem 🙂 ) o sile charakteru, przesuwaniu ludzkich możliwości i magii sportu, bez względu na oskarżenia i wątpliwości co do sprzętu, bo przecież sprzęt w sporcie jest tylko środkiem.

P.S.

Kilka dni temu zakończył się w Toruniu Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage gdzie gośćmi hnorowymi byli Quentin Tarantino, Richard Gere i Edward Norton, a także operatorzy i twórcy takich filmów jak Joker,  Dolina Bogów,  Irlandczyk,  Malowany ptak czy Honey Boy – najwiekszych produkcji tego roku na świecie. Może oni nakręcą jakąś dobrą historię o Eliudzie? Ale to już temat na kolejną opowieść…

Salon materacy Włocławek