REKLAMA

Autor: Karolina Klimecka

No właśnie odpowiedź na to pytanie jest niezwykle istotna w dobie nadchodzącej w Polsce epidemii koronawirusa. W dniu dzisiejszym odbyła się konferencja Prezesa Rady Ministrów, w trakcie której informowano, że wirus jest w ofensywie i jest wielce prawdopodobne, że czeka nas sytuacja jaka ma miejsce we Włoszech czy Francji, jeżeli nie podejmiemy działań mających na celu zastopowanie rozprzestrzeniania się wirusa wśród populacji Polaków. W tym celu podjęto odpowiednie kroki m.in. dokonywania kontroli na granicach czy zakazu organizacji imprez masowych.

Szpitale to główne miejsca, gdzie pacjenci z podejrzeniem zakażenia się koronawirusem będą trafiać. Czy polskie szpitale są przygotowane na potencjalnie zarażonych pacjentów? Czy wszystkie procedury i zasady postępowania w razie „zapalenia czerwonej lampki” wdrożone? Czy zabezpieczono odpowiednio personel medyczny przed zarażeniem i najważniejsze pytanie – czy szpitale mają odpowiednie ilości respiratorów, masek i odzieży ochronnej?

Włocławski szpital, z racji ostatnio zamykanych oddziałów, nie ma najlepszej passy. Wielu włocławian zastanawia się, czy w najbliższej przyszłości z problemami neurologicznymi czy chirurgicznymi, nie będzie musiało jechać do pobliskich miast, które w swoich szpitalach dysponują takimi oddziałami. Lekarzy i personelu medycznego niższego szczebla jest u nas jak na lekarstwo. O oddziale zakaźnym możemy pomarzyć od paru lat. Jak sytuacja włocławskiego szpitala, może w związku z tym wpłynąć, na sytuację włocławian na chwilę przed pierwszym potwierdzonym przypadkiem w mieście? No właśnie jak? Czy my włocławianie możemy czuć się bezpiecznie? Czy personel szpitala, który w tej sytuacji jest na „pierwszej linii frontu” może też czuć się bezpiecznie?

Chwilę temu skontaktowały się ze mną osoby, które dziś przebywały na SOR’ze. W tym samym czasie, mniej więcej od godziny 17tej, na SOR’ze przebywał również pacjent, którego symptomy chorobowe wskazywały na zarażenie koronawirusem. Personel wykonał temu pacjentowi test na grypę – bo tylko takim dysponuje. Test dał wynik ujemny. Pacjent ponoć poza symptomami chorobowymi wskazującymi na zakażenie, nie przebywał za granicą ani nie miał kontaktu z osobą, która przebywała, co nie zmienia faktu, że nie mógł mu ulec. Zapewne słyszeliście dziś w mediach, że jest pacjent/ka, który nigdzie nie był, z nikim nie miał kontaktu, a zachorował.

Zanim pacjent trafił do izolatki, przebywał trochę na SOR’ze. Jeżeli jest zarażony, wirus w naturalny sposób przedostał się do pomieszczeń tego oddziału, a tam przebywały inne osoby. Z tego co udało mi się ustalić, szpital posiadaną ilość odzieży i masek ochronnych już dziś zużył – właśnie na tego pacjenta i nie była to zawrotna ilość. W chwili obecnej dysponuje tylko tzw. „fizelinowymi”, które w żaden sposób nie zabezpieczają personelu medycznego przed ewentualnym zakażeniem.

Pacjent ma za chwilę wyjechać do innego miasta, zapewne na oddział zakaźno-obserwacyjny.

Pomyślcie sobie co się będzie dziać, jeżeli pacjent rzeczywiście ma koronawirusa? Cz brak odpowiedniej ilości odzieży ochronnej na chwilę przed pandemią światową jest właściwym postępowaniem? Czy warto tak narażać personel medyczny, który w chwili obecnej ma z nas wszystkich najgorszą sytuację? Jak czuć się bezpiecznie jeżeli osoby, które są odpowiedzialne za nasze zdrowie, niekoniecznie o to nasze zdrowie dbają?

Powiem jedno – jeżeli włocławski personel medyczny nie czuje się bezpiecznie, to my włocławianie też już nie powinniśmy.