REKLAMA

Autor: Marek Szubski

Czy to się naprawdę stało?

Mecz – symbol
Dokładnie dwa lata temu Anwil przełamał 8 letnia niemoc i awansował do finału. W stylu
jaki zostanie zapamiętany długo.

Włocławianie stawali do play-off drugi raz pod rząd z pierwszego miejsca. Czy byli faworytami do mistrzostwa to kwestia dyskusyjna gdyż rok temu odpadli już w ćwierćfinale
zapisując się tym samym do niechlubnej historii. W tym roku miało być zupełnie inaczej. W
pierwszej rundzie gładko w 3 spotkaniach odprawili Turów Zgorzelec. W półfinale na
przeszkodzie stanął jednak Mistrz Polski Stelmet Zielona Góra.

Po meczach we Włocławku był remis. Mecze w Zielonej Górze były niezwykle mocjonujące. Każdy rezultat był możliwy. Ostatecznie Anwil grając z nożem na gardle wyrównał stan rywalizacji w 4 meczu na 2-2. Najlepsze jednak było dopiero przed nami…

Zielonogórzanie od początku kontrolowali spotkanie. W połowie 4 kwarty prowadzili 72-55.
Mało kto wtedy wierzył w zwycięstwo Rottweilerów. Część kibiców opuściła nawet Hale
Mistrzów. W tym momencie o czas poprosił Igor Milicić i powiedział ,,we wanna steals” i
stała się jasność! Anwil zaczął grać niesamowicie. Zbierał piłki których nie miał prawa
zebrać, trafiał rzuty których nie miał prawa trafić no i oczywiście obrona na całym boisku
umożliwiła przechwyty. W konsekwencji Zielonogórzanie na czele z Łukaszem Koszarkiem
tracili piłkę za piłką. Almeida, który do tej pory w tym meczu nie istniał, a ostatnie 5 minut zagrał fenomenalnie. Ivan trafił 3 trójki. Do gry włączył się też Quinton Hosley. Na
dwie minuty przed końcem rzutem Kamila Łączyńskiego, Rottweilery wyszły na prowadzenie
76-75. Rozpędzony Anwil zadawał kolejne ciosy.

,, Quinton Hosley zamordował Stelmet” wykrzyczał Adam Romański-komentator Polsatu
Sport po trójce Amerykanina, który wyprowadził włocławian na 4 punktowe prowadzenie.
Ten i wiele innych cytatów z tego spotkania kibice zapamiętają na długo. Zielonogórzanie
mieli jeszcze szansę wygrać ten mecz. Rzut Savovicia jednak nie doszedł celu. Po końcowym
gwizdku Josip Sobin wykopał piłkę w trybuny niczym Damir Krupalija w 2003 roku w
Mistrzowskim meczu. To był Mistrzowski mecz! Ludzie płakali ze szczęścia. Kibice
wtargnęli na parkiet i zaczęli śpiewać ,, We are the Champions”.

Ta wygrana to był dopiero początek wielkiej historii. Wtedy już wiedział o tym Igor Milicić
który na konferencji prasowej powiedział:

,, Wróciliśmy jak feniks z popiołów w tym meczu,w tej serii, w tym sezonie i ostatnie 3 lata.
Ta wygrana sprawiła, że Anwil wraca do wielkiej koszykówki, niezależnie od wyniku
finału.Zobaczycie w przyszłości z czym to się będzie wiązało”
Wszyscy doskonale wiemy ci się potem wydarzyło.

Czy to się naprawdę stało?
To się dzieje to się jeszcze dzieje!

zdjęcia dzięki uprzejmości Rafała Sobierańskiego/Sportowefakty