REKLAMA

33 lat temu, 9 maja 1987 r. w warszawskim Lesie Kabackim rozbił się samolot LOT-u . Była to największa katastrofa w dziejach polskiego lotnictwa cywilnego. Zginęły 183 osoby – wszystkie, które znajdowały się na pokładzie. Feralny lot rozpoczął się o godz. 10.18 rano. Radziecki IŁ-62M „Tadeusz Kościuszko” należący do Polskich Linii Lotniczych LOT wystartował z Okęcia do Nowego Jorku. Na pokładzie była 11-osobowa załoga i 172 pasażerów. Pierwszym pilotem był kapitan Zygmunt Pawlaczyk – jako pilot cywilny w LOT od 1955 roku. Pierwsze kłopoty rozpoczęły się po 23 minutach lotu nad miejscowością Warlubie. W kabinie nastąpiła dekompresja, czyli gwałtowny spadek ciśnienia. Co gorsza, posłuszeństwa odmówiły dwa silniki (z czterech), awarii uległy również stery, a na dolnym pokładzie wybuchł pożar. Kilkanaście minut po godz. 11:00, szykujący się do awaryjnego lądowania w związku z awarią silników i pożarem IŁ 62M „Tadeusz Kościuszko” zaczął ścinać pierwsze drzewa w lesie. Po chwili ogromna maszyna runęła na ziemię – zabrakło dosłownie 40 sekund, aby dolecieć do lotniska. Dziś z powodu pandemii – wyjątkowo – przy głazie i krzyżu w miejscu katastrofy nie zgromadzą się rodziny i przyjaciele tych, którzy zginęli. Na pokładzie było 172 pasażerów oraz 11 osób z załogi. Najmłodsza ofiara miała zaledwie pół roku, najstarsza 95 lat. Siła uderzenia była tak duża, że aż 62 ciał nigdy nie zidentyfikowano.