Drugi koniec historii…

0
333
REKLAMA

Autor: Maciej „Gruda” Grudziński, instagram: gruda.runner800

Ostatnia rodzina

Zdzisław malował śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć. Tomasz robił zdjęcia, wydawało się, że nie chce pamiętać o życiu, a Zofia była żoną, matką i muzą jednocześnie, a śmierć czekała i czekała i kiedy przyszła jej pora, to upomniała się o swoich artystów zabierając ich do świata ze snów Zdzisława.

Jedną z pierwszych książek, jakie przeczytałem w życiu była… a właściwie „był” – podręcznik do plastyki szkoły podstawowej! Pamiętam swoje autentyczne zadziwienie i podziw, jaki czułem śledząc kartka po kartce historię malarstwa i z niedowierzaniem ucząc się każdego kolejnego stylu i formy. Wydawało mi się niepojęte, że można w ludzkim umyśle tak różnie i pięknie przedstawić otaczającą człowieka rzeczywistość, a wymyślanie przez kolejnych twórców następnych i następnych nowatorskich pomysłów było wręcz geniuszem dla mnie! Pokochałem świat malarstwa od tamtego właśnie podręcznika plastyki i kocham go do dziś. Pisałem jakiś czas temu, że Polacy statystycznie kupują mniej niż jedną książkę rocznie. Zastanawia mnie jaki procent statystycznego Polaka kupuje mniej niż jeden obraz w życiu? Boję się odpowiedzi, ale nie jest ona już tak ważna w przypadku malarstwa, jak jest to w przypadku literatury, która kształtuje podstawowe zmysły poznawcze młodego człowieka i na nią trzeba kłaść nacisk szczególny. Malarstwo ma inne zadanie, inną grupę docelową i jest ciężarem o wiele większego kalibru, przy którym nawet Noworoczny Koncert Filharmoników Wiedeńskich jest prosty, łatwy i przyjemny. Malarstwo i jego odbiór wymaga zupełnie innych zmysłów – smaku, wrażliwości, poczucia estetyki, wiedzy o sztuce i empatii artystycznej. Sami twórcy – malarze/artyści – bywają często samotnikami, pustelnikami, egocentrykami, dziwakami. Ich świat i jego postrzeganie sprawia, że często funkcjonują w pewnego rodzaju zawieszeniu pomiędzy swoimi fantazjami, fikcją, wizjami, a bierzącymi sprawami codziennego życia, z którymi nie za specjalnie mają nawet ochotę sobie radzić.

Mam przed sobą niezwykłe dzieło literackie, którym jest książka Magdaleny Grzebałkowskiej Beksińscy. Portret podwójny. Co w niej niezwykłego? Wszystko! Jest powieścią, biografią, albumem fotograficznym i podręcznikiem malarstwa w jednym. Rzadko zdarzają się na rynku wydawniczym publikacje dotyczące tej dziedziny sztuki. O ile z filmami możemy spotkać się już znacznie częściej, jak chociażby z superprodukcją Picasso z Antonio Banderasem w roli głównej, albo nagrodzoną Oscarem za tytułową rolę Fridę z Salmą Hayek, czy nagrodzonego Oscarem za rolę Pollocka Eda Harrisa, czy oczywiście z polskiego podwórka ostatnim filmem Andrzeja Wajdy Powidoki opowiadającym o Władysławie Strzemińskim z Bogusławem Lindą w roli głównej. Wszystkie te obrazy pokazują profil artysty w podobny sposób – jako wybitnie wrażliwego człowieka wewnętrznie rozdartego, mierzącego się ze swoimi czasami, swoim talentem, codziennymi problemami i nierzadko własnym egoizmem. Malarstwo jest jak powołanie, jak zew natury. Jest wewnętrznym często niezrozumiałym głosem karzącym mieszać farby, zapełniać płótno, dłubać i dopracowywać godzinami każdy szczegół obrazu, aż do perfekcji. Jest podskórnie odczuwaną potrzebą tworzenia nawet wbrew logice i umiejętnościom, jest samoobjawiającym się talentem jak w przypadku Nikifora Krynickiego – największego przedstawiciela tzw. sztuki naiwnej czy prymitywizmu. Polecam oczywiście film Mój Nikifor Krzysztofa Krauze z fantastyczną rolą Krystyny Feldman!

Zdzisław Beksiński sam o sobie mówił, że swoje inspiracje czerpie ze swoich snów. Musiały to być sny wspaniałe, piękne, wizjonerskie, a jednocześnie apokaliptyczne, przerażające i mroczne. Cokolwiek działo się w jego głowie, zdaniem autorki biografii, zarówno on sam, jak i jego syn Tomasz musieli doświadczać podobnego artystycznego bólu istnienia, z którego zrodziła się potrzeba tworzenia. Podobno artysta powinien tworzyć dopóki ma coś do powiedzenia, dopóki nadal opowiada swoją historię, swoje przesłanie. Te właśnie elementy starał się uchwycić Jan P. Matuszyński w filmie Ostatnia rodzina z Andrzejem Sewerynem i Dawidem Ogrodnikiem w rolach Zdzisława i Tomasza, który to film jest świetnym uzupełnienie książki Magdaleny Grzebałkowskiej. Żeby zrozumieć fenomen artysty i jego twórczości polecam jeszcze trzy produkcje filmowe całkowicie różne od siebie, ale zmagające się z tym tematem. Po pierwsze Wyjście przez sklep z pamiątkami film dokumentalny nagrodzony Oscarem, a opowiadający o kulisach pracy i fenomenie najwybitniejszego przedstawiciela street-artu, czyli Banksy’ego. Po drugie 9,5 tygodnia klasyczny film erotyczny z lat 80-tych, w którym Kim Basinger wciela się w rolę dyrektorki galerii sztuki i odnajduje odizolowanego od świata artystę, a kilkuminutowa scena rozmowy z nim w jego samotni jest metaforą malarstwa właśnie. Po trzecie Twój Vincent Doroty Kobieli i Hugh Welchmana, będący malarską animacją, żywym obrazem Van Gogha, historią napisaną wokół jego listów do brata i przyjaciół.

W Wenecji kończy się w tym tygodniu karnawał, którego symbolem są maski, przebrania, gigantycznych rozmiarów suknie i kapelusze. Symbolem karnawału jest oczywiście wielka parada szkół samby w Rio de Janeiro, ale ja osobiście wolę ten włoski. Ma on w sobie głębię i wielką historię w tle, a Wenecja, Florencja czy reszta karnawołych włoskich miast są artystycznie bliskie memu sercu, jednak w odróżnieniu od latynoskiego włoski karnawał jest bardziej mroczny. Jest nawiązaniem do średniowiecznych przedstawień śmierci z czasów wielkich epidemii i plag. Zdzisław Beksiński namalował taki obraz: oto gigantyczna granatowo-niebieska głowa-wieżowiec-statek płynie przez morze-niebo, a z jej lewego roztrzaskanego płata skroniowego wydowywają się płomienie. Twarz-maska z pięknymi ustami – idealny symbol karnawału. Beksińscy jako ostatnia artystyczna rodzina nie skończyli szczęśliwie – Zofia zmarła w 1998r., rok póżniej Tomasz popełnił, ty razem skuteczne, samobójstwo w wigilię Bożego Narodzenia, a ciało znalazł Zdzisław. Sześć lat pózniej on sam został zamordowany w swoim mieszkaniu w trakcie napadu rabunkowego, którego dokonał młody przyjaciel rodziny. Cała spuścizna malarza trafiła w ręce Muzeum w Sanoku, a pozostające na świecie obrazy znajdują sie w rękach prywatnych kolekcjonerów i są inspiracją dla twórców filmów, gier i nowych grafik. Malarz śmierci, a ja bym dodał malarz karnawału – ostatni wielki polski artysta.