REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Serio śniegu już nie będzie?


Jakiś czas temu Al Gore w Niewygodnej prawdzie tłumaczył zgromadzonym jak poważne zmiany na
Ziemi wyrządziła działalność człowieka. Musiał użyć specjalnego dżwigu, żeby narysować wykres
wzrostu poziomu CO2 w ostatnich latach na naszej planecie, bo zabrakło już ekranu, a wykres piął się w
górę i w górę… Pamiętam swoje zdziwienie w tym momencie… Pamiętam też, że zastanawiałem się co to
właściwie zmienia, że jakiś milioner zajął się tematem zmian klimatycznych? Pomyślałem, że przecież to
jest zbyt poważny temat na jednorazową kampanię, jeden film, jednego człowieka czy jedną firmę. Nie
pomyliłem się za bardzo. Myślę jednak, że nie tylko ja nie miałem wątpliwości co do nieskuteczności
działań epizodycznych ekologicznych szarlatanów. Niedawno mieliśmy wątpliwą (lub nie) przyjemność
śledzić poczynania Grety Thunberg, która odwołując się do chwytających za gardło wystąpień również
nie trafiła do serc i umysłów największych polityków tego świata i stała się kolejną ekologiczną zabawką
medialną. Tak, domyślam się, że już zapomnieliście o jej istnieniu. To nie Wasza wina…
A kto pamięta niedawne pożary w Australii, Amazonii? Paliła się nawet Syberia, nieistotne, nieważne,
przecież to jakoś daleko… Kto pamięta gigantyczne powodzie w USA i Kanadzie, niedawne trzęsienie
ziemi w Norwegii? A kto pamięta pandemię covid? A właśnie! Mam Was! Jedna z teorii zakładała, że na
początku XXI w. na skutek globalnego ocieplenia nastąpi uwolnienie z lodowców (topniejących w tempie
już nie zatrważającym lecz tropikalnym), starych i nowych drobnoustrojów, wirusów i bakterii.
Większość z nich miała być nieznana ludzkości i niebezpieczna dla ludzi powodując globalną epidemię.
Jeśli jeszcze ktoś z mieszkańców tej planety wątpi w prawdziwość i skutki globalnego ocieplenia i w
zmiany klimatu, to zachęcam do dalszego czekania. Czekający na dowód niektórzy zaczynają już
przypominać pobożnych rabinów sprzed dwóch tysięcy lat, którzy nie zuważyli nadejścia Mesjasza i
czekają tak do dzisiaj. 🙂 Być może mają rację, być może jej nie mają. Wiele wskazuje jednak na to, że
coś ich co najmniej ominęło. Pomijając moje gnostyczne podejście do kwestii religijnych to w kwestiach
ekologicznych wątpiący już nie jestem i nie mam złudzeń, że ekoMesjasz nie nadejdzie, bo nadeszła
wcześniej ekoKatastrofa!


Brytyjscy klimatolodzy orzekli niedawno, że tegoroczny śnieg może być jednym z ostatnich jakie
zobaczą poddani Elżbiety II i ich pociechy w tym stuleciu, a kolejne zimy w klimacie kontynentalnym
morskim będą już go pozbawione. Być może zniknie również typowa angielska pogoda. No cóż…
Wszystko ma swój koniec. Od wielu dni Hiszpania zmaga się z największą snieżycą od lat 40tych XX w.
a mrozy przekraczające -30*C w tym kraju są kolejną anomalią pogodową nawiedzającą Europę.
Doszliśmy do przedziwnego momentu w historii kiedy wszystko, co wydawało się niesłychane może
spełnić się na naszych oczach, a każdy scenariusz przestał już być nierealny i wystarczy czekać kiedy się
spełni. Co jeszcze może się wydarzyć? Czy 2021 roku będzie rzeczywiście totalnym nokautem w
porównaniu z rokiem 2020? Ciężko wyobrazić sobie rok jeszcze gorszy od tego, który właśnie się
skończył, a jedynym co w negatywnym i absolutnie destrukcyjnym sensie może go przebić jest
znienawidzone przeze mnie zjawisko zaczynające się na „W”. Nie będę nawet używał tego słowa, nie będę wywoływał wilka z lasu, w tym przypadku Kasandra musi się mylić, w tym przypadku nie mam
nawet prawa o tym myśleć!


Ostatnie wielkie „W” skończyło się półwieczną katastrofą dla tego kraju i Narodu, a z tego co pamiętam
obiecaliśmy sobie w tym kręgu cywilizacyjnym, że „W” już nigdy nie będzie! Trzymajmy się tego jak
ostatniej deski ratunku i najgorszego straszaka na tych wszystkich, którzy wątpią w globalne ocieplenie,
wirusa czy inne niespotykane rzeczy, które chciał nie chciał dzieją się na naszych oczach, a które do tej
pory z zapartym tchem widzieliśmy jedynie w amerykańskich filmach katastroficznych. Może zostając
przy temacie zmian klimatu warto by w tych dniach patrząc w okno przypomnieć sobie Pojutrze, żeby
znależć w sobie motywację do walki ze śniegiem i mrozem, bo może to ostatnie takie zjawiska. 🙂
Jaka czeka nas przyszłość po pandemii? Czy wyciągniemy wnioski z ewidentnych sygnałów wysyłanych
przez planetę? Może dobrym przykładem będzie zachowanie rządu Nowej Zelandii, który ogłosił
klimatyczny stan wyjątkowy, dołączając do Kanady, Francji, Japonii i 32 innych krajów świata, które
wzięły sobie do serca sprawy klimatyczne. Zakładane rozwiązania mają pozwolić osiągnąć neutralność
węglową w ciągu najbliższych 30 lat w tych krajach. W Polsce natomiast zapowiedziano, że w podobnym
czasie planuje się odejście od polityki wydobycia węgla, nie mówiąc już o planach neutralności i
zmniejszenia emisji CO2 właśnie. Nie wiemy jaka czeka nas przyszłość, widzimy natomiast co dzieje się
obecnie i z jakimi ewidentnymi zmianami musimy się borykać. Pytaniem retorycznym do ekonomistów
pozostaje kwestia tego czy gospodarki zrujnowane przez miesiące lockdownu stać teraz i w przyszłości
na zajęcie się pilnymi potrzebami ekologicznymi czy jednak koszty odbudowy znowu zepchną ten temat
na dalszy plan.