Wiele twarzy Zanzibaru – felieton Karoliny Klimeckiej

Czy Zanzibar ma wiele twarzy? Ma i to są twarze przeciwne, bo jest i bogata i biedna, czarna i biała, czysta i brudna, brzydka i cudowna. Zanzibar jest zapewne spełnieniem marzeń w zakresie destynacji urlopowych wielu turystów, ale czy jest dobrym miejscem, do mieszkania dla jego rodzimej ludności?

Zanzibar to kolejny punkt na mojej podróżniczej mapie, który udało mi się odhaczyć. Przyjechałam tu, żeby odpocząć od wszystkich problemów i zawirowań, który przynosi cywilizowany, europejski i polski świat. Udało mi się. Spędziłam tydzień na patrzeniu na krystalicznie czystą, turkusowo-niebiesko-błękitną wodę. Cieszę się, że było mi dane tu zawitać, bo wiem, że ta destynacja nie dla wszystkich jest dostępna.

Zanzibar przywitał mnie piękną pogodą, uśmiechami lokalnej ludności i dużą serdecznością, która nie jest spotykaną nad Wisłą. Zawsze jak wyjeżdżam za granicę, zastanawiam się, czym ten brak serdeczności jest w Polsce spowodowany? Czy to kwestia charakteru narodu czy naleciałości, która ustanie tylko wtedy, gdy my Polacy będziemy wyjeżdżać za granicę, i patrzeć jak serdeczni są ludzie gdzie indziej, i przenosić to na nasz rodzimy grunt.

Gdy piszę ten felieton mam przed oczami jeszcze plażę, wodę i palmy. Jak cudownie się na to patrzy z myślą, że w Polsce jest teraz zimno, buro i ponuro. Niestety za parę godzin i ja odczuję to na swojej skórze.

Zanzibar to dziewięć godzin lotu z Polski, jak masz szczęście i lecisz lotem bezpośrednim. Wysiadasz z samolotu i dopada Cię od razu wysoka temperatura i wilgotność. Dookoła wszyscy chętni, żeby Ci pomóc. Oczywiście, nie za darmo. Pokazanie, gdzie znajduje się Twój autobus czyli przejście z Tobą 50 metrów, też kosztuje. Podanie papieru do rąk w toalecie też. Oczywiście jak chcesz zapłacić. Zastanawiasz się wtedy jakby to wyglądało w Polsce, gdybyś za każdą uprzejmość żądał napiwku.

Jedziesz busem do hotelu z lotniska i zanim napatrzysz się na piękną wodę, zauważysz coś innego – ogromną biedę, w której żyją mieszkańcy Zanzibaru. U nas bieda tak nie wygląda, uwierzcie mi. Tu bieda to coś, czego my ludzie Europy czy nawet Polski, nie doświadczamy na własnej skórze. Słońce zachodzi tu chwilę po 18 każdego dnia. Jak jedziesz autem po tej godzinie, to zauważysz z łatwością, że światła palą się gdzieniegdzie i ludzie siedzą po ciemku na ulicy lub w grupach kilkudziesięciu osób oglądają transmisję z telewizora. Wielu z miejscowych chodzi na boso, w podartych ubraniach i wtedy dochodzi do Ciebie myśl, że Ty wielokrotnie pozbywasz się dobrych butów lub ubrań, bo już Ci się znudziły.

Hotele dostępne dla turystów, to raje na ziemi. Czysto, schludnie, z przepychem, spełniające wszystkie turystów potrzeby. I dające niezapomniany widok odpoczywającemu. Jak się leży na plaży z dostępem do picia, dobrego i różnorodnego jedzenia i książek to czego chcieć więcej. Refleksje o życiu są tylko takie, że cieszysz się, że tu jesteś. Cieszysz się, że dane Ci było tu przyjechać na odpoczynek i nie myśleć o swoim życiu, które na parę dni zostawiłeś za sobą. Jak wyjdziesz poza hotel pojawiają się inne. Jak wracasz po wyprawie poza hotel, to zaczynasz się zastanawiać czy ten co obsługuje Cie w hotelu też ogląda telewizję w grupie, po pracy i czym ma światło w domu.

Opuściłam hotel z ogromną chęcią zobaczenia tego jak żyją ludzie w Afryce. Żyją bardzo inaczej. Brud, bałagan, pełno śmieci wszędzie. Śmieci są dosłownie wszędzie. Wygląda to tak jakbyś wziął kosz ze śmieciami i po prostu wyrzucił na ulicę. U nas takiego widoku nie znajdziecie. Tu jest codziennością i normą. Jak patrzyłam na te wszystkie plastikowe butelki i różne rzeczy porozrzucane, to miałam ochotę wziąć worek na śmieci i posprzątać. Sama nie dałabym jednak rady, tak tego jest tutaj bardzo dużo. Rząd Tanzanii czy lokalna władza nie organizuje czegoś takiego jak wywóz śmieci czy wysypiska. Tu każdy jest panem tego co porzuci, i najcześciej tak to zostaje. Czasami, ktoś zbiera i pali to co zebrał, czyli również plastik, którego na ulicach jest pełno, chociażby w postaci butelek. Najgorzej to wygląda jak idziesz piękną, piaszczystą plażą, z widokiem na cudowny Ocena Indyjski, a wszędzie walają się takie butelki. Człowieka krew zalewa za ten brak szacunku dla Matki Natury i do to co się na codzień posiada a co nam, Polakom nie jest dane.

Śmieci to nie jedyny problem tu występujący, jak się domyślacie. Problemem głównym jest wszechogarniająca bieda wylewająca się z domów, które dla nas byłyby barakami albo miejscami gdzie gromadzimy jakieś niepotrzebne rzeczy. Kiedyś można by to określić jako „stajenki”. Tutaj „w tym” ludzie normalnie mieszkają i żyją. Czy my byśmy byli w stanie tak funkcjonować, tak żyć i mieszkać? Oczywiście gdzieniegdzie pojawiają się domy, które widać, że mają bogatych właścicieli, ale jest ich naprawdę mało. Tak samo z pięknymi hotelami – np. Hotel Golden Tulip w mieście „Zanzibar”, obok, którego stoją slamsy.

Najbardziej poraża widok zanzibarskich dzieci, które pewnie w życiu nie będą miały do czynienia z takimi „luksusami”, jak mają nasze. Wczoraj na plaży widziałam dzieci i brytyjskie i tanzańskie i wiecie przeszła mnie refleksja, jaka jest kwestia doboru tego gdzie się rodzimy i czemu dziecko tanzańskie i pewnie też afrykańskie, ma na samym starcie już gorzej. Czy te dzieci czymś się różnią? No właśnie poza miejscem urodzenia, niczym! Tylko, że te tutaj, mają źle, bardzo źle…

Dojechałam do targu rybnego. Ogromny i porażający smród. Ryby leżą wprost na betonowej rampie. Wszędzie pełno much. Obrzydliwe. Ludzie siedzą na ziemi i do jakichś brudnych misek skrobią ryby. Wprost na ziemi leżą ośmiornice a na nich też muchy. Zasad czystości nikt tu nie przestrzega. Myślisz sobie, że w tym momencie najbezpieczniejsze pod względem żywieniowym są owoce, które mają skórkę i można je obrać przed zjedzeniem. Targującym się muchy w niczym nie przeszkadzają, nikt nie próbuje ich odganiać. Nikt na nie nie zwraca uwagi. Tutaj muchy to norma – dla mnie ohydna i odrażająca. Podobnie jest na targu, gdzie handlują mięsem. Mało chętnych z grona turystów, na to, żeby iść i na własny nos się przekonać jak „tam” jest.

Komunikacja miejsca, lokalna? Istnieje oczywiście, ale nigdy nie wiesz kiedy bus czyli „dala dala” po Ciebie przyjedzie. Stoisz wielokrotnie w ciemnościach i czekasz, czekasz, czekasz. Takie „busy” zabierają po kilkadziesiąt osób i to nie są autobusy, zdolne taką ilość w naszych polskich warunkach przewozić.

Lokalne drogi? Są oczywiście. Ale ich stan jest od tragicznych, czyli takich gdzie jedziesz 2km/h, żeby nie uszkodzić busa ( u nas na wsiach nawet na Podlasiu takich nie znajdziecie ), do normalnych, ale jazda na nich raczej do normalnych nie należy. Wszędzie na drogach pełno ludzi, każdy chodzi i jeździ jak chce. Nawet tak wprawionemu kierowcy jak ja zajęłoby wieki, żeby stać się „dobrym” kierowcą.

Religia dominująca to religia muzułmańska, ale nie czuć jej praktycznie w ogóle. Widać oczywiście kobiety w hadżibach i burkach i mężczyzn, którzy z kilometra wyglądają na wyznawców Allaha. Z tego co usłyszałam, jak muzułmanin ma problem to bez problemu może iść do chrześcijanina i odwrotnie. Każdy sobie pomaga i nikt tutaj na nikogo, ze względu na wyznanie źle nie patrzy. Tu się ludzie szanują, pomimo wszechogarniającej biedy i różnic wyznaniowych. I tu Zanzibar jest dowodem na to, że różne religie mogą żyć ze sobą bez konfliktu, na jednej ziemi.

Za pracę w hotelu, za cały miesiąc zarobisz 200 dolarów i pewnie Ci co mają tu szansę na taką pracę, bardzo się z tego cieszą. Jest to zapewne jedna z najlepszych ofert pracy, którą można znaleźć na „pracowniczym rynku”. I pewnie rzadko spotykana, bo każdy stara się w niej utrzymać i pracować tak, żeby pracodawca był zadowolony. To tak jak złapać Pana Boga za nogi, ale za 200 dolarów. Dla nich to pewnie cud, u nas nikt by za takie pieniądze „nie wstał z łóżka”.

Turyści to nie tylko Europejczycy, ale i ludzie z Afryki. Miałam okazję poznać piękne obywatelki RPA, uśmiechnięte i świetnie mówiące po angielsku. Domyślam się, że biedne nie były. Siedziały przy plaży szczęśliwe, wystrojone i pijące drogiego szampana. Wyglądały na Europejki. Tacy ludzie w Afryce też się zdarzają. Myślę, jednakże, że jest to mniejszość. Porażająca mniejszość.

Jeżeli zapytalibyście mnie czy bym tu wróciła? Oczywiście, chociażby dla tak pięknych plaż. Gorzej z rozterkami, które dobijają ale myślę, że są one potrzebne, bo wtedy warto zadać sobie pytanie, czy kolejna sukienka i kolejne buty są do szczęścia potrzebne…


Salon materacy Włocławek