Fot. fiba.basketball
REKLAMA

Reprezentacja Polski przegrała po raz drugi z Izraelem w eliminacjach do Eurobasketu 2022, tym razem w Walencji 72:78. Liderem Biało-Czerwonych był wracający do składu Mateusz Ponitka, który zdobył 23 punkty. Awans Polaków na Mistrzostwa Europy wciąż jest bardzo realny, jednak trzeba poczekać z jego ogłoszeniem do lutego.

W sobotnim meczu przeciwko Rumunii Tomasz Gielo doznał urazu barku. Wydawało się, ze będzie to niegroźna kontuzja, ale po dokładniejszych badaniach sztab szkoleniowy podjął decyzję, że skrzydłowy naszej reprezentacji nie zagra w meczu z Izraelem. Do składu wrócił natomiast Mateusz Ponitka, który miał być solidnym wzmocnieniem Biało-Czerwonych w pojedynku z liderem grupy A. Izrael najpierw w Gliwicach pokonał Polskę (75:71), następnie w Tel Awiwie Rumunię 87:63, a w sobotę, już w tzw. „bańce”, w Walencji Hiszpanię 95:87.

W poniedziałkowym meczu z Izraelem pierwsze punkty zdobyli rywale, akcję 2+1 zanotował Jake Cohen. Później pięć punktów z rzędu zdobył Michał Sokołowski i wyprowadził naszą reprezentację na pierwsze prowadzenie. Trzeba przyznać, że od początku było to bardzo wyrównane spotkanie, ale widać też było presję tego pojedynku po obu stronach, ponieważ jedni, jak i drudzy popełniali sporo błędów, choć dużego odzwierciedlenia w statystykach nie było widać. Sporo podań było jednak przechwytywanych albo nie trafiało do adresatów. Pierwsze minuty to także nienajlepsza skuteczność obu zespołów. Z tej zaciętej walki lepiej wychodzili Biało-Czerwoni, którzy pierwszą kwartę wygrali 18:16.

Drugą kwartę Polacy zaczynali na prowadzeniu i starali się jak najdłużej utrzymać swoją przewagę, momentami ją minimalnie powiększając. Najwyższe prowadzenie naszej kadry wynosiło 7 punktów (27:20), ale później coś się zacięło i zaczęło brakować skuteczność Biało-Czerwonym. Seryjnie punkty zdobywali natomiast rywale, którzy wyszli na prowadzenie 33:28. Kiedy wydawało się, że podopieczni Mike’a Taylora zaczną odrabiać, to znowu przeciwnicy zdobyli kolejne punkty i zrobiło się już 41:30 dla Izraela. W ostatnich sekundach pierwszej połowy trafił Damian Kulig. Ostatecznie do przerwy Polacy przegrywali 32:41.

Co ciekawe, ekipa Izraela miała sporo problemów z oddaniem skutecznego rzutu z dystansu, a w poprzednich meczach było to ich bronią. Dopiero w 16. minucie i w dwunastej próbie to się udało, a „trójkę” trafił Gal Mekel. Do przerwy w sumie rywale oddali dwa celne rzuty na 14 prób. Niestety, nasi reprezentanci nie byli lepsi, mieli zaledwie 1/10 w pierwszej połowie. Sporo problemów Polacy mieli także na linii rzutów wolnych, nie trafili aż sześciu prób (7/13), a Izrael przestrzelił tylko jeden taki rzut (11/12). Bardzo dobrze po stronie rywali grał Yiftah Ziv, który miał do przerwy zdobył 9 punktów. W naszej reprezentacji 7 punktów mieli Damian Kulig oraz Michał Sokołowski. Zdecydowanie brakowało skuteczniejszej gry Mateusza Ponitki, który na swoim koncie miał 6 „oczek”.

Po przerwie Polacy chcieli jak najszybciej odrobić stratę. Początkowo to się udawało i skuteczne akcje naszych reprezentantów przyczyniły się do zmniejszenia różnicy i było już tylko 39:44. W tym fragmencie więcej jednak nie udało się odrobić, a dwie „trójki” wpadły naszym rywalom i ponownie zyskali kilka punktów do swojego prowadzenia. Trzeba przyznać, że w trzeciej kwarcie tempo gry było momentami bardzo intensywne, obie drużyny rozgrywały krótkie akcje, grając niemal kosz za kosz. Końcówka należała jednak do drużyny Izraela, która przed ostatnią kwartą prowadziła 62:52.

W ostatniej części Izrael zanotował trzy faule w zaledwie 48 sekund od rozpoczęcia. Później jednak rywale bronili czysto, a w kolejnych minutach to Polacy faulowali i to nasi reprezentanci pierwsi przekroczyli limit przewinień. Biało-Czerwoni straty próbowali odrabiać rzutami z dystansu, trafiali głównie Mateusz Ponitka i Michał Sokołowski. Polacy byli naprawdę blisko, przegrywali już tylko 69:72, ale co jakiś czas przytrafiały się naszej kadrze niedokładne podania i brakowało skuteczności. Nie udało się chociażby dojść do remisu, a nierówną grę Polaków wykorzystywali rywale. Trzeba przyznać, że w drugiej połowie zdecydowanie lepiej zagrał Mateusz Ponitka, który w sumie zdobył 23 punkty. Zdecydowanie poprawiła się także skuteczność naszych zawodników na linii rzutów wolnych. To wszystko jednak było za mało, aby zrewanżować się rywalom za porażkę w Gliwicach. Ostatecznie Izrael wygrał 78:72 i tym samym zapewnił sobie awans na Eurobasket 2022. Polacy są także bardzo blisko uzyskania promocji na Mistrzostwa Europy, jednak muszą poczekać do lutego. Już tylko niespodziewane zwycięstwa Rumunii mogą pozbawić Biało-Czerwonych przepustki na Eurobasket, co w przypadku tej grupy jest mało prawdopodobne. Oficjalnie jednak awans będzie można ogłosić dopiero przynajmniej po piątej serii spotkań.

Wszystko wskazuje na to, że w lutym ostatnie okienko reprezentacyjne także rozegrane zostanie w tzw. „bańkach”. O organizację turnieju stara się także Polska, a miastem-organizatorem zgłoszonym do FIBA są Gliwice. Oprócz Polski chęć organizacji tego wydarzenia wyrażają Izrael oraz ponownie Hiszpania. Decyzja ma zostać ogłoszona najpóźniej 4 grudnia.

Izrael – Polska 78:72 (16:18, 25:14, 21:20, 16:20)

Izrael: Cohen 14, Mekel 12 (2×3), Pnini 10 (3), Ziv 9, Ginat 8, Madar 6, Zalmanson 6, Levi 5, Gutt 3 (1), Blatt 3 (1), Menco 2, Carter 1.

Polska: Ponitka 23 (3×3), Sokołowski 15 (3), Kulig 11, Michalak 9, Cel 5, Koszarek 5 (1), Łączyński 2, Olejniczak 2, Gruszecki 0, Hrycaniuk 0, Kolenda 0, Zyskowski 0.