Benjamin Netanjahu ma szansę zostać premierem Izraela po raz piąty, w tym czwarty  z rzędu. Jest to polityk wielu kontrastów, podobnie jak wieloletnia polityka zagraniczna Izraela.

Problemy wewnętrzne…

Netanjahu w obecnej kadencji, rządząc podczas okresu prosperity miał wszelkie powody by sądzić, że uda mu się bez problemów przedłużyć swoją kadencję o kolejne 4 lata. Na drodze stanęły mu jednak oskarżenia o korupcję, a także kilka wpadek PRowych. Jedną z nich były słowa jego syna podczas jednego z hucznych wieczorów spędzanych z synem jednego z magnatów energetycznych w Izraelu, kiedy poprosił swojego kompana o pieniądze. Tym co oburzyło opinię publiczną, było stwierdzenie przez syna premiera, że jego towarzysz powinien mu te pieniądze dać, gdyż jego ojciec przepchnął ustawę wartą dla magnata 20 miliardów dolarów. Ponad to, z rozmowy wynikało że powodem dla którego chciał on pieniędzy była chęć skorzystania z usług prostytutek. Dla popularnego „Bibiego” był to dodatkowy problem, gdyż jego partia jest na wskroś konserwatywna, a współpracuje także z partiami skrajnie prawicowymi i religijnymi.

Premier zdając sobie sprawę z wielu niepasujących do jego wizerunku sygnałów, poszedł na wojnę z arabską częścią społeczeństwa, która miała poprawić zdanie o nim wśród prawicowych wyborców. Jedną z popartych przez Likud ustaw, była uznająca Izrael za państwo należące do narodu żydowskiego. Oznacza to oczywistą dyskryminację obywateli, którzy nie uznają się lub nie są uznawani za jego przedstawicieli. Spowodowało to lawinę krytyki, która określała ustawę za wprost rasistowską (w krajach demokracji liberalnych, standardem jest uznawanie, że państwo jest dobrem wszystkich obywateli). Tego typu ruchy miały na celu konsolidację prawicy i skrajnej prawicy w celu utrzymania jedności w szerokiej koalicji.

Przez kolejne lata Netanjahu umacniał swoją kontrolę nad instytucjami państwa, a teraz jego celem jest władza sądownicza, która w wielu kwestiach ograniczała działania premiera. Stąd też, kolejne sondy wyborcze pokazywały powtarzający się strach Izraelczyków przed nastaniem autorytaryzmu. Idealny przykład na jego działanie w praktyce, daje im pobliska Turcja. Tam prezydent Erdogan po kolei podporządkowywał sobie kolejne fragmenty państwa (w tym sądy), dzięki czemu mógł zamykać niewygodnych dla władzy dziennikarzy i działaczy opozycji.

…i sukcesy zewnętrzne

Likud należy do europejskiej partii ACRE, Sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Polskim członkiem tej partii jest PiS, a spośród innych najbardziej znanymi są brytyjska Partia Konserwatywna, czy jeszcze do zeszłego roku ugrupowanie Recepa Tayyipa Erdogana (AKP). Metody działania i drastyczne zwiększanie kontroli nad instytucjami państwa walcząc z trójpodziałem władzy łączy Likud, PiS i AKP, jednak to co te partie zdecydowanie dzieli to skuteczność na arenie międzynarodowej. Można dyskutować o skali porażek partii z Turcji i Polski, szczególnie podzielone są tutaj zdania wobec AKP z uwagi na ich próby balansowania między Zachodem (USA, UE), a Wschodem (Rosja, Chiny, Iran). Erdogan jednak mimo początkowych osiągnięć, stanąć musiał naprzeciw kolejnych problemów w których USA odmówiły mu pomocy. Kurdowie w Syrii otrzymali silne wsparcie w sprzęcie wojskowym, a pomoc organizacyjna pozwoliła im połączyć się z arabskimi klanami w tym kraju. USA nie pomogły Erdoganowi, gdy jego waluta drastycznie traciła na wartości, a teraz nie chcą mu sprzedać myśliwców F-35 z uwagi na chęć kupna przez niego rosyjskich systemów S-400. Problemem Turcji jest jednak to, że Rosja nie jest w stanie zrównoważyć amerykańskiej współpracy gospodarczej i ostatecznie ten balans okazał się być źle przeprowadzony, czego dowodem są aktualne dane z tureckiej gospodarki.

Likud stoi tu jednak po przeciwnej stronie. Netanjahu był częstym gościem tak w USA jak i Rosji, jednocześnie nie antagonizując ze sobą żadnego z tych partnerów. Premier Izraela w ostatnich latach uzyskał też bardzo dużo ustępstw i gestów ze strony dwóch mocarstw atomowych. Najbardziej znanym jest przeniesienie ambasady Stanów Zjednoczonych z Tel Awiwu do Jerozolimy decyzją Donalda Trumpa, a następnie naciski tego polityka na kolejne kraje, aby te poszły jego drogą. Oprócz tego, w ostatnich tygodniach USA uznały Wzgórza Golan za tereny izraelskie, mimo iż jest to złamaniem jednej z rezolucji ONZ, której USA wtedy nie zawetowały. Ze strony wschodniej, Izrael od Kremla dostał możliwość dość swobodnego poruszania się po syryjskiej przestrzeni powietrznej (kontrolowanej przez Rosję), co pozwalało im na atakowanie irańskich jednostek i baz w Syrii. Ponad to wszystko, Netanjahu udało się doprowadzić do ocieplenia relacji z krajami arabskimi, które usiadły z nim do oficjalnych rozmów podczas niedawnej konferencji dotyczącej Bliskiego Wschodu w Warszawie. Jest to niewątpliwa seria sukcesów przywódcy Likudu, który praktycznie na każdym ważnym dla siebie odcinku relacji międzynarodowych uzyskiwał to co chciał, jednocześnie pozostając w dobrych stosunkach nawet z tymi, którzy wzajemnie uznają się za konkurentów.

Dzień prawdy

Wszystkie wcześniej wymieniane kwestie wpłynęły na bardzo wysoką temperaturę sporu politycznego w Izraelu. Korupcja, sukcesy na arenie międzynarodowej, afery obyczajowe, wysoki wzrost gospodarczy, podkopywanie niezależności instytucji państwowych – opinia publiczna silnie się spolaryzowała i do końca nie było wiadome kto zwycięży. Scena polityczna w Izraelu jest bardzo rozdrobniona, co jest efektem niskiego progu wyborczego na poziomie 3,25%. Dzięki temu, wiele partii zachowuje podmiotowość, a jednocześnie nie stoją one przed wyborem odejścia poza parlament lub wejścia w koalicję zdominowaną przez jeden podmiot. To powoduje natomiast, że takie koalicje są budowane na bardziej partnerskich zasadach, a większa liczba obywateli ma swoją reprezentację w parlamencie. W Knesecie gdzie zasiada 120 parlamentarzystów, dwie główne siły to omawiany wcześniej Likud i centrowa koalicja Niebiesko-Białych.  Poparcie dla obu ugrupowań było bardzo podobne od wielu tygodni, a lider sondaży często się zmieniał. Jednak suma poparcia dla obu z nich nie dawała im więcej niż ok 70 mandatów, czyli ok 58% wszystkich mandatów (dla porównania: w wyborach w 2015 r. w Polsce PiS i PO zdobyły w sumie ponad 80% mandatów) w Knesecie, co uzależniało je od mniejszych partii. Większość tych sił politycznych mniej lub bardziej oficjalnie przyznawała kto będzie ich kandydatem na premiera. Tak określone bloki miały wg sondaży szansę na ok 65 do 55 mandatów na korzyść urzędującego przywódcy Likudu. Wynik uśredniony okazał się mieć odzwierciedlenie przy urnach i taki właśnie podział ustanowił w kolejnej kadencji Knesetu. Główne siły polityczne po prawej stronie już opowiedziały się za powierzeniem misji tworzenia rządu po raz kolejny Benjaminowi Netanjahu.

W przewidywaniach najbliższej przyszłości mówi się o rewanżu na rzecz prezydenta USA, Donalda Trumpa. W zamian za kolejne działania na rzecz wzmocnienia przewodniczącego partii rządzącej, teraz gdy ten utrzymał się przy władzy, miałby pójść na ustępstwa wobec Palestyńczyków i zgodzić się na pewną formę państwowości Palestyny. To może wzbudzić gniew partii skrajnie prawicowych, ale Kneset bez problemu znalazłby większość za dialogiem. Jest jednak jeden warunek: musi tego chcieć sam „Bibi”.

Michał Waliszewski