2.11.2019r. Maciej Grudziński, gruda.runner800

Wchodząc do pracowni fizycznej małomiasteczkowego ogólniaka im. Franciszka Becińskiego widziałem umieszczony na drzwiach (ku przestrodze jak się domyślam) napis: „Porzućcie wszelką nadzieję, wszyscy, którzy tu wchodzicie!” Napis był karteczką przyklejoną, chyba klejem typu kropelka, przez jednego z moich bardziej odważnych i obdarzonych sporym dystansem do nauk fizycznych kolegów. Litery wypisane odręcznie zwykłym długopisem były duże i drukowane. Nikt nie śmiał zerwać tej karteczki przez trzy lata nauki.

Do dziś zastanawia mnie czy karteczka była nietykalna z szacunku do charyzmatycznej profesorki od fizyki, która chwaliła się tym napisem przed całym gronem, czy też z szacunku do dzieła, z którego pochodził cytat, czyli Boskiej Komedii Dantego. Stawiałbym jednak na pierwszą opcję, gdyż już piętnaście lat temu większość moich kolegów raczej nie ujawniała zamiłowania ani do fizyki, ani do literatury średniowiecznej, nowożytnej, współczesnej czy nawet lektur szkolnych. Z bólem i prawie stuprocentową pewnością mogę założyć, że większość miała w swoich „zbiorach” głównie streszczenia lektur, co pozwoliło ukończyć przyzwoicie szkołę i rozpocząć zawodowe kariery. O ile małomiasteczkowość za sprawą Dawida Podsiadło stała się nową polską cnotą, o tyle brak czytelniczych zamiłowań w narodzie raczej tą cnotą nie będzie przez długi jeszcze czas. Większość Polaków nie przeczytała w ostatnim roku ani jednej książki! Statystyki nie zmieniają się od kilku lat. Księgarnie padają jak muchy i cała nadzieja w zmniejszonym ostatnio przez rząd podatku Vat na ksiązki do zaledwie 5 procent, aby pisarze nie rzucili swojego zawodu w cholerę. Nie ma bowiem narodu bez inteligencji, poetów i wieszczów, którzy są sumieniem i pamięcią (operacyjną i twardym dyskiem jednocześnie!) nas wszystkich.

Do grona „nieśmiertelnych” dołączyła ostatnio Olga Tokarczuk otrzymując Literacką Nagrodę Nobla za rok 2018. Choć wielu ekspertów spodziewało się polskiej nagrody, to bardziej dla fizyka prof. Artura Ekerta (najczęściej obecnie cytowanego fizyka świata), czy chociażby pokojowej nagrody dla Jerzego Owsiaka (najbardziej znienawidzonego obecnie przez rząd społecznika w Polsce) to jednak Królewska Szwedzka Akademia Nauk się nie myli. Jestem przekonany, że prof. Ekert, a także WOŚP nagrodzeni zostaną w swoim czasie. Tego czasu nie ma natomiast polski czytelnik, polska literatura. Jedno bez drugiego nie istnieje. Wierzę w to, że Akademia dostrzegła rosnącą dysproporcję (wręcz anomalię) pomiędzy polskim czytelnictwem a polską literaturą i przyznaniem nagrody chciała choć zwrócić uwagę naszych rodzimych czytelników, że jednak warto brać książkę do ręki, bo mamy kogo czytać w Polsce! Wielka Olga Tokarczuk jest jedną z najczęściej nominowanych pisarek do Nagrody Literackiej „Nike”, bo aż 6-krotnie (10-krotnie Jerzy Pilch, 8-krotnie Andrzej Stasiuk, 7-krotnie Tadeusz Różewicz) i jej dwukrotną laureatką – za powieść Bieguni w 2008r. i Księgi Jakubowe w 2015r. W 2018r. otrzymała również międzynarodową Nagrodę Bookera za przetłumaczoną powieść Bieguni (Flights).

Warto zatrzymać się jeszcze na chwilę nad nagrodą „Nike”, która pomimo wywodzenia się ze środowiska Gazety Wyborczej i Fundacji Agora, jest najbardziej prestiżowym polskim literackim wyróżnieniem. Poza Pilchem, Stasiukiem, Różewiczem, Masłowską, Miłoszem czy Tokarczuk otrzymywali ją w ostatnich latach, min. Karol Modzelewski (znany opozycjonista w PRL) za wspomnienia Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca; czy Cezary Łazarewicz za Żeby nie było śladów, o nieukaraniu sprawców głośnego w latach 80-tych pobicia Grzegorza Przemyka. Tegorocznym laureatem został znany reporter i felietonista Mariusz Szczygieł za zbiór reportaży Nie ma. Słynie on od kilku lat z zamiłowania do Czech i tam szuka materiałów do swojej pracy. Jest również, właśnie w Czechach, jednym z najpopularniejszych zagranicznych twórców, a uznanie zdobył głośną książką Gottland. To nie jedyny polski twórca, który odniósł sukces w Europie czy na świecie. Nie zapomnieliśmy jeszcze o Oscarze dla Idy Pawła Pawlikowskiego, o nagrodzie dla Pawlikowskiego na festiwalu w Cannes za reżyserię Zimnej wojny, uhonorowaniu w ostatnich miesiącach Bożego ciała Jana Komasy na festiwalu w Wenecji, czy Obywatela Jonesa Agnieszki Holland na festiwalu w Berlinie. Kino zawsze szło z pomocą literaturze w walce o podtrzymanie niezależnej kultury i swobodę twórczą, niezależnie od panującej władzy. Warto by jeszcze tę władzę przekonywać o konieczności przeszczepienia tej wolności i niezależności obywatelom, aby zachęcić ich do sięgnięcia po książkę i film – niekoniecznie o tematyce prawicowej i historycznej, bo to nie załatwi sprawy.

Na początku lat 90-tych Francis Fukuyama w eseju Koniec historii przekonywał, że dotarliśmy do czasów, w których jedynym sprawdzonym i skutecznym systemem społeczno-politycznym jest demokracja na wzór zachodnioeuropejskiej o wolnorynkowym modelu ekonomicznym. Jego zdaniem dobrnęliśmy do symbolicznego „końca historii”. Smutna przewrotność losu sprawia, że coś, co wydaje się zakończone trwa nadal i powoduje absurdalne anomalie. Polską anomalią jest to, że demokracja przyniosła nam, jak najbardziej słuszną zmianę warty u władzy, ale nie do końca jesteśmy z tej nowej warty zadowoleni – przynajmniej połowa społeczeństwa. Dołóżmy wszelkich starań, aby dopomóc naszym rządzącym i jeśli już specjalnie dla nas książki od listopada stały się tańsze, a nowe wydania i dodruki Olgi Tokarczuk i Mariusza Szczygła już wyjeżdżają z drukarni w całym kraju, to kupmy chociaż dwie książki w tym roku! Nie pozwólmy, aby orki z Mordoru, ze stepów bliżej nieokreślonego wschodu (jak w gonzo opowieści Ziemowita Szczerka) lub dzikiego zachodu czytelnictwa nadal zasilały nasze szeregi. Orki w świecie fantasy nie umieją czytać, umieją tylko niszczyć i palić. Nie pozostawmy po sobie Mordoru i spalonej ziemi pokoleniom, które przyjdą po nas… Podnieśmy statystyki, bo my możemy to zrobić! Polscy pisarze i filmowcy już wybitniejsi nie będą, chyba że powstaną Nagrody Universe jak w konkursach piękności… Trzeba nam tylko po nich sięgnąć!

Każda dobra historia kończy sie w tym samym miejscu, w którym się zaczęła.

Moja zaczęła się na szkolnym korytarzu przed drzwiami od pracowni fizyki, z naklejoną kartką z cytatem z Dantego. Niedaleko były inne drzwi. Te drugie prowadziły do sali gimnastycznej. Na nich widniały napisy: szybciej, wyżej, mocniej, dalej oraz  W zdrowym ciele zdrowy duch! Trzeba codziennie przechodzić przez jedne i drugie drzwi

P.S.

Gdyby Nagroda Nobla przyznawana była w dodatkowej kategorii Sport przyznałbym ją za 2019r. Eliudowi Kipchoge, Kenijczykowi, rekordziście świata w maratonie z Berlina z 2019r. z czasem 2:01:39; Mistrzowi Świata, aktualnemu Mistrzowi Olimpijskiemu z Rio z 2016r. w maratonie. A także człowiekowi, który jako pierwszy w historii złamał granicę 2 godzin w maratonie – pobiegł 12.10.2019r. w Wiedniu 1:59:40 udowadniając, że żaden człowiek nie jest ograniczony i niemożliwe nie istnieje. Prywatnie jest miłośnikiem filozofii i nauki, a przez wielu uznawany jest wręcz za współczesnego filozofa, a rozmowa z nim to prawdziwa intelektualna uczta. Ale to już materiał na kolejną historię! 🙂

Salon materacy Włocławek