REKLAMA

Norwegowie zostali po kapitalnym konkursie drużynowym złotymi medalistami MŚ w lotach narciarskich na słoweńskiej Letalnicy. Drugie miejsce zajeli Niemcy, a trzecie Polacy.

Przed konkursem drużynowym wszyscy stawiali w gronie faworytów do medali tylko trzy nacje: Polaków, Niemców i Norwegów. Jeżeli ktoś spoza tego grona stanąłby na podium to byłaby sensacja, biorąc pod uwagę wyniki indywidualne z piątku i soboty. Michal Dolezal do boju wystawił Piotra Żyłę, Andrzeja Stękałę, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego, czyli tych samych zawodników, którzy prezentowali się w zmaganiach indywidualnych.

I po dwóch seriach skoków decyzja czeskiego szkoleniowca wydawała się być kapitalna. Piotr Żyła wylądował na 226 metrze i po jego próbie Polska prowadziła. Nieznacznie wyprzedził go jednak Daniel Andre Tande (226,5 m) i to Norwegia była liderem po pierwszej grupie zawodników. Jeszcze lepiej niż Żyła spisał się Andrzej Stękała. Najmłodszy wśród biało – czerwonych uzyskał 228 m i po jego skoku Polska objęła prowadzenie, bowiem słabiej spisali się Johan Andre Forfang oraz Pius Paschke. Niestety sytuacja nieco zmieniła się po występie Kamila Stocha. Nasz mistrz olimpijski wylądował na „zaledwie” 205, 5 m i podopieczni Dolezala spadli w klasyfikacji na trzecie miejsce. Kapitalną próbą popisał się bowiem Markus Eisenbichler. Reprezentant Niemiec uzyskał 230, 5 m i to oni wyszli na prowadzenie. Drudzy byli Norwegowie, gdyż Robert Johansson uzyskał 220 m. Sytuacja biało – czerwonych skomplikowała się nieco po występie Dawida Kubackiego. Mistrz świata z Seefeld wylądował na 211 m i podopieczni Dolezala znajdowali się nadal na trzeciej pozycji, ale znacznie zbliżyli się do nich Słoweńcy, którzy za sprawą Anże Laniska (231 m) zmniejszyli stratę do kilkunastu punktów. Polakom odskoczyli za to zarówno Niemcy (Karl Geiger – 238), jak i Norwegowie (Halvor Egner Granerud – 235 m). Na dalszych pozycjach znajdowali się Japończycy, Austriacy, Rosjanie i Finowie.

Druga seria skoków, tak jak pierwsza rozpoczęła się kapitalnie dla biało – czerwonych. Kapitalną próbą popisał się Piotr Żyła (234 m), a jeszcze dalej niż w inauguracyjnym skoku wylądował Andrzej Stękała (229 m). To sprawiło, że Polacy znacznie odskoczyli od Słoweńców, ale za to bardzo mocno zbliżyli się do Niemców i Norwegów, którzy wyprzedzili kolejno naszych reprezentantów o 12 i 3 pkt. W trzeciej grupie skoczków bardzo dobrą próbę oddał Kamil Stoch. Nasz mistrz olimpijski skakał z obniżonego rozbiegu, a mimo to wylądował na 224 m. Jeszcze dalej polecieli Markus Eisenbichler (236,5 m , problemy przy lądowaniu) oraz Robert Johansson (229,5 m). Wiadomym więc było, że Niemcy i Norwegowie stoczą walkę o złoto między sobą, a musiałaby stać się katastrofa, by odebrać Polakom brąz.

Nic takiego nie miało miejsca, Dawid Kubacki skoczył 209 m i pisząc kolokwialnie zrobił swoje, mimo tego, że Anże Lanisek wylądował aż na 231 m. Prawdziwa gra psychologiczna i taktyczna miała miejsce jenak przy próbach Graneruda i Geigera. Szkoleniowiec Norwegów obniżył belkę dla swojego zawodnika aż o trzy stopnie, a mimo to aktualny wicemistrz świata w lotach uzyskał 234,5 m. Stefan Hongacher zdecydował się na ten sam manewr, ale Geiger wylądował na 224,5, przez co nasi zachodni sąsiedzi wylądowali na drugiej pozycji. Poza podium znaleźli się Słoweńcy, a kolejne lokaty zajęli Japończycy, Austriacy, Rosjanie i Finowie.