REKLAMA

Autor: Michał Waliszewski

Według dzisiejszych publicznych wypowiedzi przewodniczącego klubu Prawa i Sprawiedliwości, Ryszarda Terleckiego, a także wiceprzewodniczącego tego klubu – Marka Suskiego, koalicja Zjednoczonej Prawicy przestała istnieć.

Powodem takich słów, było głosowanie w sprawie „Piątki Kaczyńskiego” dotyczącej zwierząt. Wczoraj pojawiły się jasne informacje, że prezes PiS uznaje to głosowanie za test na wierność wspólnych rządów. Testu „nie zdała” Solidarna Polska, która głosowała przeciw ustawie. Formalnie, posłowie Porozumienia Jarosława Gowina i SP Zbigniewa Ziobry należą do klubu PiS. „Gowinowcy” wstrzymali się od głosu, a „Ziobryści” byli przeciw, ale nie tylko oni. Łącznie z klubu PiS, 38 posłów było przeciw, a Ziobro ma mniej niż 20 mandatów po swojej stronie. Z 235 członków klubu, za ustawą głosowało raptem 176. Zdecydowanie za była Koalicja Obywatelska (128 ze 134 posłów) i Lewica (48 z 48). Przeciwni tej ustawie oprócz Solidarnej Polski był klub PSL-K15 (przeciw 22 na 30 posłów) i Konfederacja (przeciw 11 na 11).

Po tej bitwie, polska prawica stoi na rozdrożu i musi sobie odpowiedzieć na dwa pytania: 1.Czy formalnie przestanie istnieć koalicja, a przedstawiciele Porozumienia i Solidarnej Polski zostaną wyrzuceni z rządu i spółek Skarbu Państwa? 2.Czy Jarosław Kaczyński zmarginalizuje z partii posłów, którzy byli przeciw ustawie?

Co do pierwszego pytania, najpewniej razem z nimi rząd opuściłby minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski, który głosował przeciw. Co do drugiego pytania, to bardzo możliwe że ci posłowie poszliby za Ziobrą, który ma w tej sprawie jednoznaczne poparcie Radia Maryja, a część klubu PiS może być bardziej wierna Tadeuszowi Rydzykowi, niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. Sama kwestia zawieszenia, nie przesądza tej sprawy. Takie wydarzenia całkowicie zmieniłyby polską scenę polityczną. W konsekwencji tych wydarzeń czeka nas najprawdopodobniej jeden z poniższych scenariuszy:

1.Kaczyński jedynie zawiesi posłów ze swojej partii i zdymisjonuje tych, którzy pełnią funkcje państwowe i partyjne. Jeśli okażą wierność, to po pewnym czasie mogą wrócić do dużej polityki i dostać kolejne stanowiska. Takie postępowanie byłoby gestem zapraszającym Ziobrę i Gowina do rozmów pojednawczych, w których musieliby okazać poddaństwo Kaczyńskiemu. Byłby to okres wspólnego głosowania nad kolejnymi rozwiązaniami PiS i przedłużonymi rozmowami koalicyjnymi.

2.Ziobro ostatecznie chce, żeby Mateusz Morawiecki stracił serce wyborcy PiSu. W takim scenariuszu, Ziobro będzie stwierdzał wierność kadencji 2015-19 i atakował od prawej strony mniejszościowy rząd PiS. Gowin po pewnym czasie odszedłby z ZP, utworzył własne koło lub klub (zależnie ilu jego posłów okaże mu wierność) i dążyłby do dogadania się z PSL, aby startować z list Koalicji Polskiej. Ziobro nie ma takiego pola manewru, jedynie Konfederacja teoretycznie mogłaby się z nim dogadać. Problemem jest jednak sam Prokurator Generalny, którego wyborcy Konfederacji dążą dużą antypatią. Potencjalnie interes polityczny może zwyciężyć, ale równie prawdopodobny jest indywidualny start Solidarnej Polski w kolejnych wyborach i próba zdobycia od 3 do 5% poparcia, która gwarantowałaby przetrwanie Ziobrze. Minister sprawiedliwości grałby na czas, opierając się przyspieszonym wyborom, co być może wygrałoby jako dominująca koncepcja także w samym PiS. To korzystne dla Ziobry, bo ten liczy że to ostatnia kadencja Kaczyńskiego i wtedy musiałby pokonać już tylko Mateusza Morawieckiego, żeby zostać główną postacią na prawicy.

3.Wbrew pozorom, chyba najbardziej prawdopodobny, to nowe wybory. To, zakładając że nie dojdzie do rozmów pojednawczych do poniedziałku włącznie (kiedy to według plotek, Ziobro miałby stracić stanowisko). Jeśli Zjednoczona Prawica się nie zjednoczy ponownie, to Kaczyński może chcieć wykorzystać docieranie się opozycji, a także brak przygotowania koalicjantów i rozpisać wybory jeszcze tej jesieni, by umocnić swoje przywództwo i pozbyć się mniejszych frakcji (także tej Radia Maryja). W 2007 roku podobny manewr zakończył się porażką, ale sytuacja w której co kilka tygodni musi spierać się z Gowinem lub Ziobrą, jest dla osoby o dyktatorskich zapędach nie do przyjęcia i prędzej zgodzi się zaryzykować wszystko, niż realnie podzielić władzą.