REKLAMA

Czwartkowy wieczór upłynął pod znakiem meczów Ligi Europy UEFA. Przy Łazienkowskiej, Legia Warszawa pojedynkowała się z mocniejszym na papierze Leicester City. Ostatecznie bardziej skuteczni byli gospodarze i w konsekwencji  zgarnęli kolejny komplet oczek.

Atmosferę podniosłości było czuć już przed rozpoczęciem spotkania. Trybuny wypełniły się po brzegi, a „Sen o Warszawie” brzmiał tego dnia nieco inaczej niż zwykle. Pierwszą sytuację zanotowali Legioniści. Strzał był jednak mało precyzyjny i nie zagroził przyjezdnym. W 6. minucie zawodnik Wojskowych pobiegł prawą stroną pola i wycofał piłkę do idealnie ustawionego kolegi, która przeszła pod nogami stopera Lisów. Mimo obiecującej odległości Andre Martinsa, futbolówka nie znalazła się w siatce. Następnie, obie ekipy przeniosły się pod bramkę Legii. Arbiter podyktował dwa rzuty rożne dla Leicester, które zdecydowanie rozruszały Cezarego Misztę. Tempo gry było wysokie, a nieudane próby otworzenia wyniku zmusiły zespoły do wymieniania długich piłek w środkowej części boiska i budowania ataku pozycyjnego. W 25. minucie Wojskowi byli bardzo blisko zaskoczenia Kaspera Schmeichela – po krótkim podaniu, Mahir Emreli postanowił oddać strzał na bramkę oponentów z niedalekiej odległości. Zabrakło celności, piłka poszybowała nad poprzeczką. Krótko później, na bezpośredni strzał zdecydował się inny zawodnik gospodarzy, ale podobnie jak kolega z drużyny, posłał piłkę w trybuny. Szturmowanie pola karnego gości przyniosło efekty w 31. minucie. Emreli wbiegł w strefę jedenastki i wycelował w prawy słupek. Futbolówka odbiła się od niego, a następnie przekroczyła linię, powodując wybuch radości na stadionie. Goście nie pozostali bierni i chcieli odrobić stratę, jednak jeśli już pokusili się o celne zagranie, piłka miękko lądowała w rękawicach Miszty lub mijała słupek. Wobec tego Lisy zeszły do szatni z zagwozdką, jak wyrównać wynik. Po zmianie stron, Leicester wbiegło na murawę zmotywowane – siatka za plecami Miszty zatrzepotała, mimo to na próżno było szukać entuzjazmu wśród gości. Ayoze Perez został przyłapany na spalonym, co nie uszło uwadze sędziemu czuwającemu przy bocznej linii. W 56. minucie Wyspiarze stanęli przed szansą zremisowania – arbiter z uwagi na przewinienie zawodnika Legii, podyktował rzut wolny. Mike Dewsbury-Hall, z okolicy 25 metrów skierował piłkę prosto w mur zbudowany przez oponentów. Gospodarze szybko odpowiedzieli, ale i tym razem reprezentant Danii pozostał czujny. Świetnymi interwencjami wykazał się również Cezary Miszta, kiedy w 64. minucie Dewsbury-Hall uderzył w prawą stronę bramki lub parę chwil później, gdy szybująca z narożnika piłka zmierzała w kierunku siatki. Warto zaznaczyć, że przy drugiej sytuacji (jak zresztą podczas całego meczu) „krew, pot i łzy” na murawie zostawili również stoperzy Legii, pomagając utrzymać czyste konto swojemu bramkarzowi. Gol wisiał w powietrzu – zarówno ze strony miejscowych, jak i przyjezdnych. Dla tych, na których czas działał na niekorzyść, dla drugich był to raczej atut. O krok od – 2:0, tuż na finiszu spotkania dwukrotnie byli Legioniści, lecz zabrakło jednak celności. Mimo to, Wojskowi zdołali utrzymać korzystny wynik, dzięki czemu pozostają na fotelu lidera.

Legia Warszawa – Leicester City 1:0 (1:0)
Bramki:
 31’ Emreli
Legia Warszawa: Miszta – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki – Johansson (78’ Abu Hanna), Slisz, Kharatin, Martins (70’ Kastrati), Mladenović – Josue (82’ Lopes), Emreli (83’ Pekhart)
Leicester City: Schmeichel – Amartney (78’ Lookman), Soyuncu, Vestergaard, Castagne – Soumare, Tielemans, Dewsbury-Hall (69’ Maddison) Thomas – Perez (68’ Barnes), Daka (82’ Vardy)
Żółte kartki: 52’ Josue, 84’ Emreli, 89′ Pekhart, 90+5′ Mladenović – 20’ Thomas, 84’ Maddison
Sędzia: Ivan Bebek (Chorwacja)