REKLAMA

W porównaniu do spotkania z Włochami, dziś było zdecydowanie lepiej. Polacy długo prowadzili po bramce Kamila Jóźwiaka, ale ostatecznie przegrali 1:2 z Holandią.

Po kompromitacji w meczu z Włochami, wszyscy czekaliśmy na to, co pokaże reprezentacja Polski w spotkaniu z Holandii. I to, co zobaczyliśmy przez pierwsze kilka minut środowego pojedynku przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Biało – czerwoni wyszli na przeciwnika bez bojaźni i ruszyli na niego z animuszem, czym totalnie zaskoczyli rywali. Udokumentowaniem tego stanu rzeczy była bramka strzelona w 5. minucie przez Kamila Jóźwiaka. Skrzydłowy Derby County popędził z futbolówką niemal od własnej połowy i zakończył indywidualny rajd celnym strzałem.

Radość ze zdobytego trafienia mogła nie trwać zbyt długo. Georginio Wijnaldum uwolnił się łatwo z krycia Jana Bednarka i stanął „oko w oko” z Łukaszem Fabiańskim, ale uderzył zbyt lekko i golkiper West Hamu spokojnie wyłapał piłkę. 120 sekund później znakomitej okazji nie wykorzystał Malen. Napastnik PSV uderzał głową minimalnie obok słupka. W odpowiedzi biało – czerwoni ruszyli prawym skrzydłem.. Przemysław Płacheta wbiegł na pełnej prędkości w pole karne. Mając dużo miejsca, zdecydował się na uderzenie, a piłka trafiła w słupek i wróciła na plac gry.

Ta sytuacja nie zmieniła obrazu gry. Holendrzy wciąż napierali, szukając luki w naszej obronie. To im się dosyć często udawało, lecz w ostatniej chwili Glik lub Bednarek spieszyli ze skuteczną interwencją. Polacy starali utrzymywać się przy piłce i momentami tak właśnie było. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i biało – czerwoni dość niespodziewanie prowadzili.

Przed rozpoczęciem drugiej połowy Jerzy Brzęczek zdecydował się na zdjęcie bezproduktywnego w tym spotkaniu Roberta Lewandowskiego. 120 sekund po wznowieniu gry od środka Polacy mogli podwyższyć rezultat. Piątek zagrał do Klicha, a ten do Płachety. Skrzydłowy Norwich uderzył prawą nogą, ale obok bramki. W 63. minucie obejrzeliśmy groźną akcję po drugiej stronie boiska. Memphis Depay wszedł z piłką w pole karne, uderzył po długim rogu, ale świetnie interweniował Fabiański.

Kilka chwil później znowu było groźnie. Piękną akcję Holendrów mogł najpierw wykończyć Wijnaldum, a następnie Berghuis, ale obaj Holendrzy byli na spalonym. Jerzy Brzęczek, widząc zmęczenie swoich piłkarzy, wprowadził na boisko nowych graczy. Pojawili się m.in. Jakub Moder i Karol Linetty. Roszady nie przyniosły zamierzonych skutków. W 76. minucie Jan Bednarek sfaulował w polu karnym Memphisa Depaya. Do jedenastki chwilę później podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem pokonał Fabiańskiego.

Holendrzy dążyli do zwycięstwa i kilka minut później dopięli swego. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Berghuisa, Georginio Wijnaldum strącił piłkę w kierunku bramki, a futbolówka po głowie przeturlała się jeszcze po głowie Krzysztofa Piątka i wpadła do siatki. To była ostatnia warta uwagi akcja w tym meczu. „Pomarańczowi” zwyciężyli zasłużenie, choć po odrobinie szczęścia to spotkanie mogło się zakończyć zupełnie inaczej.

Polska – Holandia 1:2 (1:0)

Bramki: 5′ Jóźwiak – 77′ Depay (k.), 84′ Wijnaldum

Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Reca (81′ Rybus) – Klich, Krychowiak (71′ Linetty) – Płacheta (75′ Grosicki), P. Zieliński (71′ Moder), Jóźwiak – Lewandowski (C) (46′ K. Piątek)

Holandia: Krul – Hateboer (57′ Dumfries), de Vrij, Blind (84′ L. de Jong), van Aanholt (70′ Wijndal) – Claassen (70′ van de Beek), Wijnaldum (C), F. de Jong – Stengs (70′ S. Berghuis), Depay, Malen.

Żółte kartki: 14′ Krychowiak, 76′ Bednarek, 76′ Jóźwiak (POL)

Główny: Orel Grinfeld