Moneyball i inne zagrywki

M

„Urodziłem się w roku 1976 – dwa lata po największym w dziejach tryumfie polskiego futbolu i dwa lata przed wyborem polskiego Papieża. Przez całe dzieciństwo, a może i póżniej, byłem absolutnie pewien, że Polska jest odwieczną piłkarską potęgą oraz że papież zawsze jest Polakiem.” – pisał Jerzy Pilch w Mieście utrapienia, jednej z moich ulubionych powieści. Wbrew pozorom nie jest ona ani o piłce nożnej, ani o historii Kościoła, a powyższy cudowny cytat pokazuje jedynie ewidentną miłość Pilcha do tematyki sportowej i okołoreligijnej, w którą postanowił wyposażyć również swojego bohatera. Uspokajam od razu wszystkich, którzy w tym momencie postanowili odpuścić sobie dalszą część tekstu – nie napiszę ani słowa więcej o Kościele, troszkę wspomnę o religii, ale w nieco innym znaczeniu, a temat futbolu owszem powróci, ale z bólem serca, bo nie należy on do moich ulubionych sportów. 🙂

Jerzy Pilch, jeden z największych żyjących polskich pisarzy, niezmiennie kojarzy mi się ze swoim rodzinnym miastem czyli Wisłą, a Wisła ze skokami narciarskimi, sportem przez duże „S” w naszym kraju za sprawą Adama Małysza. Małysz również pochodzi z Wisły, znajdująca się tam skocznia narciarska nosi jego imię, a odbywające się zwody należą do cyklu Pucharu Świata, co dodatkowo promuje miasto na całym świecie. Poza urokami miasta gospodarza telewizje świata pokazują przede wszystkim wyczyny niesamowitych ludzi zdolnych robić rzeczy dla przeciętnych niezwykłe. Stoch, Żyła, Kubacki, Kot i inni skoczkowie z pozostałych reprezentacji w swoich krajach mają nierzadko status herosów i nadludzi. Noriaki Kasai z Japonii jest żywą legendą, pamiętającą jeszcze erę sprzed Małysza, a Gregor Schlierenzauer z Austrii pozostaje skaczącym nadal rekordzistą pod względem wygranych konkursów indywidualnych w historii tej konkurencji (53 zwycięstwa). Polacy kochają skoczków za ich niekwestionowane sukcesy, a przecież niezmiennie i wciąż kochają również piłkarzy, mimo braku porównywalnych sukcesów (pomijając delikatne drgnięcie wyników reprezentacji narodowej za czasów Adama Nawałki i indywidualny talent i osiągnięcia Roberta Lewandowskiego). Za co zatem kochamy sportowców? Za emocje!

Sport dostarcza nam przede wszystkim emocji podczas jego oglądania i uprawiania, a w przypadku sportowców zawodowych jest ich codzienną pracą za niemałe pieniądze. O sportowy sukces jest równie ciężko jak o sukces w zawodzie lekarza, prawmnika czy dziennikarza, ale to sportowe biografie cieszą się gigantycznym zainteresowaniem czytelników, chcących poznać sekrety mistrza i jego receptę na zwycięstwo. To rozpalająca wyobrażnię chęć podejrzenia choć na chwilę technik szkoleniowych, tajników pracy, niuansów świadczących o talencie i woli walki z rywalami i własnymi słabościami na wielu arenach świata, a także życie prywatnego (!) gna kibiców do kin i po książki. Opowiedzieć prawdziwie i szczerze historie sportowca, żywej legendy, mistrza, olimpijczyka, championa nie jest łatwo, jednak w wielu przypadkach jest to gotowy patent na sukces wydawniczy i producencki. Wystarczy pokazać swiatu człowieka, który zrobił coś, co choć na chwilę wykracza poza ludzkie możliwości. Na rynku wydawniczym i filmowym znajdziemy mnóstwo pozycji poświęconych największym legendarnym herosom naszych czasów.

Fanatykom piłki nożnej polecam dzieło  Ja, Ibra, historię Zlatana Ibrahimovica autorstwa Davida Lagercrantza, która to została uznana za jedną z najlepszych sporowych biografi w historii sportu, a w samej Szwecji za jedną z najlepszych książek ostatniej dekady. Sam Lagercrantz znany jest obecnie z kontynuacji książkowej serii Millennium Stiega Larssona, w której po mistrzowsku zachował styl twórcy serii ku uciesze fanów Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista. Wielbicielom FC Barcelony z lat jej największych i najbardziej spektakularnych sukcesów (słynnej tiki taki), rekomenduję książkę hiszpańskiego dziennikarza sportowego Jordiego Ponsa Pep guardiola oczami innych, gdzie znależć można wywiady min. z Johanem Cruyffem, Andersem Iniestą, Tito Vilanovą. Przyjaciele, rodzina, znajomi, koledzy i trenerzy swoimi oczami malują nam obraz być może najlepszego trenera piłkarskiego naszych czasów, pokazując najważniejsze dla niego wartości, które ukształtowały go jako człowieko, piłkarza i właśnie trenera – szczerość, rodzinę, perfekcjonizm, przyjażń, uczciwość i fanatyczną miłość do Barcelony. Kończąc temat sportowej miłośći Jerzego Pilcha, polecam również (pomimo wszystkich kontrowersji i świętej wojny ŁKS kontra Widzew!) swietną pozycję Marka Wawrzynowskiego Wielki Widzew. Historia polskiej drużyny wszech czasów. Ze szczegółami możemy poznać historię przede wszystkim ludzi, którzy tworzyli rok po roku od totalnego zera piłkarską drużynę i przeszli z nią od piłkarskiego polskiego zaścianka do finałów europejskich pucharów. Książka odsłania gigantyczną wizjonerską niemal znajomość sportowego rzemiosłą u działaczy, prezesów, trenerów i samych piłkarzy, ich wszystkie grzechy, talenty, wzloty i upadki, kariery i życie po nich. Wywiady są szczere do bólu, a historie czasem niprawdopodobne na pewno spodobaja się miłośnikom poprzedniego systemu i fanatykom polskiej piłki chcącym poznać legndę Widzewa i samego króla polskiej piłki, czyli obecnego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka.

Płakałby na pewno trener Milicic gdybym nie wspomniał o koszykówce, bo przecież nie da się przejść obojętnie obok gigantycznej 11 pierścieni, Phila Jacksona i Hugh Delehantyego o sukcesach z Chicago Bulls i Los Angeels Lakers oraz o receptach Phila na humory największych gwiazd NBA. Jackson współpracował z Michaelem Jordanem, Denisem Rodmanem, Kobe Bryantem, Shaquilem Onealem i 11 razy doprowadzał swoje ekipy na szczyt amerykańskiej ligi. Znawcy tematu znają również Iverson, życie to nie gra Kenta Babba, w której widzimy dojście prawie na szczyt i ostateczny upadek jednego z najbardziej niespełnionych graczy NBA, który przebił sie przez ligę jak meteor odciskając swój trwały ślad, czyli Allena Iversona. Natomiast kibicom Anwilu Włocławek polecam Z dystansu biografię Andrzeja Pluty, a osobiście mam nadzieję przeczytać za kilka lat książkę samego Igora Milicica, gdzie zdradzi wszystkie swoje szkoleniowe tajemnice.

Przyszedł teraz czas na przegląd pozycji książkowych dla biegaczy, więc zaczynamy od wszystkich książek Jerzego Skarżyńskiego, bo to on miał chyba największy wpływ na biegową edukację Polaków w ostatnich dwudziestu latach. Na pewno każdy ma również Bieganie metodą Danielsa Jacka Danielsa, pełną planów treningowych i wyśrubowanych precyzyjnych statystych, tebel, poziomów do zaliczenia dla ambitnych. Osobiście wysoko cenie Najlepszego Łukasza Grassa o Jerzym Górskim, który z narkomana stał się mistrzem świata w podwójnym triatlonie, a także ekranizację tej książki w reżyserii Łukasza Palkowskiego; a także historię zapomnianego już dzisiaj Bronka Malinowskiego spisaną przez Łukasza Panfila, gdzie możemy znależć nawet oryginalne dzienniki treningowe naszego mistrza; a dodatkowo polecam biografię Henryk Szost Rekordzista, a także Sztukę zwycięstwa historię Phila Knighta twórcy firmy Nike, która to swoimi kampaniami marketingowymi wdarła się do umysłów ludzi na całym świecie przekonując, że każdy może być sportowcem!

Poświęcę też kilka słów filmowi Moneyball Bennetta Millera, w którym możemy oglądać fantastycznego Brada Pitta w roli menadżera klubu baseballowego Billy’ego Bean’a, który w obliczu permanentnych porażek swojej drużyny stara się zagrać w starą grę nowym sposobem wykorzystując statystyki i analizy komputerowe dotyczące poszczególnych graczy. Tym sposobem po małej rewolucji z pomocą przeciętnych zawodniów bije rekordy sezonu z drużyną Oakland Athletics (A’s). Film jest ekranizacją książki Michaela Lewisa Moneyball. Nieczysta gra. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników sportu wogóle i czapeczek z logo A’s!

Kiedy w 1896r. baron Pierre de Coubertin wskrzeszał nowożytną olimpiadę w starożytnej lokalizacji w Atenach nie wiedział, że doprowadzi to do masowego uprawiania sportu przez miliony amatorów i zarabianiu milionów przez setki tysięcy zawodowców, sponsorujących ich firm i menadżerów, a także stacji telewizyjnych. Jesteśmy zalewani książkami, filmami i publikacjami o najlepszych sportowcach świata, mistrzach i ich niesamowitych wyczynach i często te publikacje reklamuje się hasłami „największy sukces w historii”; „najlepszy sportowiec naszych czasów”. Za wszystkimi historiami stoi człowiek, który poświęca swoje życie na ciężką codzienną pracę bez wymówek, z masą wyrzeczeń, aby wzorem starożytnych atletów być na ustach ludzkości przez kolejne wieki – dla sławy i chwały! Najlepiej sprzedają się biografie piłkarzy, korzykarzy, atletów, a przecież jest setki innych sportów, których nie sposób tutaj wymienić (np. Michael Phelps – pływak, 23-krotny mistrz olimpijski i 26-krotny mistrz świata, rekordzista medalowy!), a których przedstawiciele często na poziomie mistrzowskim pozostaja anonimowi. Wszystko przez marketing sportowy i słupki oglądalności poszczególnych dyscyplin. Mówi się, że sport zaspokoił ludzkości, a szczególnie mężczyznom potrzebe rozładowania adrenaliny na krwawej wojnie, co wydaje się antropologicznie słuszną tezą. Słuszną w odniesieniu do samych sportowców , ale także i ich kibiców, bo czy większe emocje budzi uprawianie sportu czy jego oglądanie? Patrząc na reakcje niektórych kibiców – ciężko wybrać. 🙂

Maciej „Gruda” Grudziński

Salon materacy Włocławek