REKLAMA

Morsowanie czy Maraton?


Największymi styczniowymi atrakcjami i fenomenami w Polsce i dla Polaków okazały się: zimowy
wyjazd na Zanzibar i …morsowanie! Tak… przynajmniej tak donoszą media społecznościowe i
wszechobecne memy, na których opróch Najmana i Makłowicza najfajniej wygląda właśnie
wyśmiewanie (bo chyba o wyśmiewanie w nich chodzi) zimowego szaleństwa polegającego na moczeniu
tyłka w lodowatych wodach, ewentualnie dla estetów pozostaje opcja ze śniegiem. Osobiście nie mam nic
do morsów i do prawdy nie rozumiem co w tym śmiesznego? Przecież ten sport jest w naszej kulturze od
bardzo dawna i sam znam wiele osób, które od lat namawiają mnie bezskutecznie do wejścia zimą do
wody. Bezskutecznie namawiają mnie niektórzy i latem, ale prawdziwym powodem mojej awersji do
zimnej wody jest jedynie to, że przy mojej cienkiej biegowej wartstwie tłuszczu nie wytrzymałbym w
zimnej wodzie więcej niż minutę, a więcej byłoby potem zachodu z tym, żeby mnie odmrozić. Także
podsumowując – podziwiam, ale nie skorzystam!


Co innego z wycieczką na Zanzibar. Piękne ciepłe wody, rajska wyspa, cudowne plaże, a w dodatku w
tym roku niesłychanie tanio. Polacy zawsze byli mistrzami w wynajdowaniu niesamowitych okazji, a
szczególnie tanich i pięknych kierunków turystycznych, toteż popularność Zanzibaru wcale mnie nie
dziwi. Dodajmy do tego mieszankę afrykańskiej, chrześcijańskiej, arabskiej i indyjskiej kultury i kuchni,
a będziemy mieli jeden z bardziej niezwykłych rejonów świata położony na Oceanie Indyjskim. Wyspa
jest częścią Tanzanii, która sama w sobie powstała z połączenia dwóch regionów – Tanganiki i Zanzibaru

  • a nazwa jest połączeniem obu słów. Zanzibar i jeszcze Mauritius są obecnie najbardziej egzotycznymi
    ze wszystkich afrykańskich wysp, które zyskują popularność wśród Polaków. Morsowanie i Zanzibar…
    Jeśli ktoś goni za największymi trendami, na przykłąd na Instagramie, a chciałby wejść na szczyt lansu, to
    chyba powinien zrobić sobie zdjęcie jak …morsuje na Zanzibarze! Nie wykluczam, że nie jest to możliwe,
    a na pewno przyniesie setki tysięcy lajków! Polecam! 🙂
    Ważna jest przecież wierność swoim ideałom, prawda? Nawet tym z Insta. Aksjologicznie rzecz ujmując
    miłość i wierność są naczelnymi wartościami moralnymi, których przestrzeganie uszlachetnia i umieszcza
    nas w gronie tego lepszego sortu moralnego, w którym nie ma już się absolutnie czego wstydzić. 🙂
    Fenomen stycznia znamy, a fenomenem z kolei grudnia był …maraton. Szczególnie ten rozegrany w
    Oleśnie, małej nieznanej miejscowości w województwie opolskim, który przeszedł do historii polskiego
    sportu! 6 grudnia 2020r., wielu biegaczy postanowiło sprawić sobie prezent na Mikołajki i powalczyć o
    tytuł Mistrza Polski w Maratonie. Zawody te przejdą do historii, gdyż jak podaje na swoim blogu Andrzej
    Witek (140minut.pl), dokonał się tam swoisty „cud w Oleśnie”. Zawody początkowo miały się rozegrać
    na Orlen Warsow Marathon, który jednak odwołano z powodu covida, po czy ogłoszono, że nie zostaną
    już nigdy wznowione. Biegacze musieli się zadowolić skromnym startem w Maratonie Warszawskim,
    który nie dostał rangi mistrzowskiej, a także nie był przeznaczony dla mas, podobnie jak półmaraton w
    Gdyni. Ciężaru mistrzowskiej imprezy nie wzięli na siebie również działacze z Dębna. Rękawicę
    podniosło Olesno. Nie stawiła się praktycznie cała polska czołówka maratończyków, być może nie mieli
  • ochoty kręcić maratonu po kilkukilometrowych pętlach, a być może byli za bardzo zdekoncentrowani i
  • nieprzygotowani po całym dziwacznym covidowym sezonie. Nie wiemy tego. Wiemy natomiast, że w
  • pierwszej dziesiątce najlepszych biegaczy znalazło się 8 mężczyzn i 2 kobiety, z czego Wojtek Kopeć był
  • pacemakerem kobiet, więc de facto w męskiej rywalizacji nie brał udziału.

Tak zatem przedstawiają się wyniki 40. Mistrzostw Polski w Maratonie:

  1. Kamil Jastrzębski, 2:12:58 – PB (Personal Best – rekord życiowy);
  2. Adam Nowicki, 2:13:45 – (do rekordu życiowego zabrakło 7 sekund!);
  3. Kamil Karbowiak, 2:15:06 – PB
  4. Tomasz Grycko, 2:16:06 – Debiut
  5. Krzysztof Badura, 2:25:41 – Debiut
  6. Damian Świerdzewski, 2:26:43 – Debiut
  7. Bartłomiej Stajniak, 2:30:40 – PB
  8. Aleksandra Lisowska, 2:30:47 – PB
  9. Wojciech Kopeć, 2:34:54 – Pacemaker
  10. Aleksandra Brzezińska, 2:35:20 – (do życiówki zabrakło 29 sekund!).

Co nam mówią te wyniki? Przede wszystkim to, że zabrakło największych gwiazd tego dystansu w Polsce
z ostatnich lat czyli: Szosta, Brzezińskiego, Chabowskiego, Giżyńskiego, Kozłowskiego, którzy
regularnie zdobywali medale, a także liczne biegi uliczne. Zabrakło też pięknej oprawy jak w Warszawie,
a także tłumu kibiców na trasie. Atmosfera zawodów i mistrzostw po prostu uleciała. Jastrzębski,
Nowicki, Karbowiak i Grycko są bardzo znanymi w biegowym środowisku nazwiskami, ale są przede
wszystkim jeszcze młodzi i pomimo sukcesów w półmaratonach i maratonach, to ich wyczyn z Olesna
będzie jeszcze długo niedoceniany. Wykręcili zabójcze czasy na małych kilometrowych pętlach, co
wydawało się przed zawodami niewykonalne, bo zaprzecza to jakiejkolwiek biegowej logice. Jak również
i to, że na 7 zawodników czołówki jest 3 debiutantów i 3 zawodników z nowym rekordem życiowym w
maratonie. Cud, który wydawał się niemożliwy dokonał się bez kamer, bez oklasków kibiców, po cichu i
w zwątpieniu w jego głębszy sens. Dokonał się właśnie w Oleśnie na w pełni atestowanej trasie, nie w
Dębnie, ani nie na Orlenie w Warszawie. Cudem i faktem stała się całkowita zmiana warty pokoleniowej,
która nie wiadomo czy się utrzyma na kolejne lata.
Miłość i wierność… Morsowanie czy Maraton? Kąpiel w zimnej wodzie poprawia krążenie i wzmacnia
odporność. Bieganie długodystansowe poprawia krążenie, wzmacnia odporność, wydłuża życie o każdy
przebiegnięty kilometr i każdą spędzoną na treningu godzinę. 🙂 Obie dyscypliny według ich miłośników
czynią cuda. Pozostane jednak wierny swojej odwiecznej miłości do biegania, do fascynacji maratonem,

do ruchu i sportu wytrzymałościowego. Rozumiem prozdrowotne skutki kąpieli w lodowatej wodzie, ale
wybieram sercem, wybieram Maraton. W maratonie co jakiś czas mamy do czynienia z małym bądż
większym cudem, a w morsowaniu poza cudem samego wejścia do wody fajerwerków nie widzę, choć
wyczyn oczywiście doceniam Być może zimnymi kąpielami nie da się zawojować Zanzibaru, ale ponad
wszelką wątpliwość da się tam pobiegać, nadrobić treningowe zaległości i marzyć o występie na
przyszłorocznych mistrzostwach Polski. Żeby tylko jeszcze ten Zanzibar był nieco wyżej położony nad
poziomem morza, to byłoby idealnie, ale niestety nie można mieć wszystkiego! 🙂