Nieznośna lekkość bytu

Za nami kolejna, szósta sesja Rady Miasta Włocławek. Naiwni ci, którzy myśleli, że będą na niej podjęte istotne problemy miasta. Ostatnie zebranie rządzących, mogłoby być aplikowane jako lek na bezsenność. I można byłoby przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie przemożne wrażenie, że nasi lokalni politycy coraz bardziej „odklejają się”, od otaczającej nas rzeczywistości.

Czy włocławscy radni zajęli się wreszcie stanem lokalnej infrastruktury? Czy spędzają im sen z powiek dziury na drugim chodniku w moście (niedługo piesi będą przeprawiać się na drugą stronę Wisły za pomocą promu w Nieszawie), albo katastrofalny stan mostu na tamie? Albo czy kogoś obchodzą przedsiębiorcy uciekający do stref gospodarczych w Brześciu czy Lubieniu Kujawskim?

Nie, tematem dnia poruszonym zarówno na sesji, jak i przez wszystkie lokalne media, był sprzeciw radnych SLD i PO w sprawie usunięcia pomnika PPS-Lewicy im. T.Rechniewskiego i Pierwszej Konferencji KPP we Włocławku.

Pozwolę sobie na chwilę dygresji – choć miałem to szczęście, że na okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej załapałem się kiedy ta już była na ostatniej prostej, to doskonale pamiętam lata ’90, w których królował wszechobecny bałagan i bieda. Dlatego, tak jak wszyscy trzeźwo myślący ludzie, nie tęsknie za poprzednim ustrojem, który był synonimem zacofania, brudu i nepotyzmu w jego najbardziej obrzydliwej formie.

Natomiast lokalni działacze lewicy mogą zawsze pocieszyć się faktem, że na Bulwarach znajduje się jeszcze pomnik „Ludziom pracy”, pod który mogą składać kwiaty, w razie gdyby zlikwidowano obelisk przy ul. Kilińskiego.

Zastanawiam się tylko, jak długo jeszcze Włocławianom będą serwowane tematy zastępcze. Ile jeszcze będziemy musieli przysłuchiwać się jałowym dyskusjom na temat dworca PKP, którego remont leży przecież tylko i wyłącznie w gestii spółki kolejowej (a nawet jeżeli jakiś urzędnik w siedzibie PKP usłyszy gardłowanie lokalnych polityków, to co najwyżej wzruszy ramionami); ile czeka nas jeszcze kolejnych konsultacji dotyczących rewitalizacji starówki (gdzie nikt nie przedstawił jeszcze realnych propozycji, jak zrekonstruować albo wyremontować znajdujące się tam budynki, a tylko na okrągło obracany jest temat „rewitalizacji mieszkańców”); i ile jeszcze krajowej polityki zostanie „przemycone” na nasze lokalne podwórko?

Być może się mylę – ale czy prezydent miasta nie powinien być przede wszystkim menadżerem, który zapewniłby mieszkańcom nie tylko „ciepłą wodę w kranie”, ale też skutecznie rozwinął miasto, zamiast politykiem, który całą swoją energię poświęca na aktywność na Facebooku, uśmiechy do obiektywu i perorowanie o „mowie nienawiści”?

To samo tyczy się zresztą naszych radnych. Jeśli któryś z nich nie ma chęci, żeby podjąć się trudnych tematów, albo boi się swoich pryncypałów, to chyba lepiej by było, gdyby Radę Miasta zastąpił kilkuosobowy zarząd. Co prawda, tak samo jak obecna Rada, każda odgórna decyzja byłaby przyklepana bez głębszej refleksji, ale przynajmniej wyszłoby to nam w ogólnym rozrachunku o wiele taniej.

Nie mam wątpliwości, że lokalni politycy całkowicie oderwali się od rzeczywistości i nie są w stanie postawić się na miejscu przeciętnego mieszkańca Włocławka. Ale nie ma się co dziwić – w końcu niezależnie jakie poglądy głoszą, czy z jakiej są partii, dziwnym trafem potrafią odnaleźć się w każdej politycznej konfiguracji.

Chciałbym móc powiedzieć, że w którymś momencie takie postępowanie zemści się na politykach i wyborcy dadzą im w końcu lekcję prawdziwej demokracji. Nie mam jednak do tego stwierdzenia szczególnego przekonania – bo przecież Rada Miasta gnije już w ten sam sposób od niemal trzydziestu lat, a jedyne zmiany jakie widać, to stare twarze zastępowane nowymi, które szybko przejmują zachowania swoich patronów.

Trzeba jednak zachować wiarę w to, że w końcu przyjdzie opamiętanie i znajdzie się ktoś, kto zajmie się wreszcie najpilniejszymi potrzebami miasta.

Tylko, czy wtedy nie będzie już za późno?

Michał Walczewski

1 KOMENTARZ