REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Piętnaście lat temu zetknąłem się z niezwykłą publikacją kanadyjskiej dziennikarki Naomi Klein. Będąc dzieckiem mieszkającym na prowincji w centralnej Polsce nie byłem świadomy zmian zachodzących na świecie, a tym bardziej społecznych ruchów protestu starających się zwracać uwagę opinii publicznej na wiele nieprawidłowości wynikających z funkcjonowania współczesnego globalistycznego świata. No Logo było obszerne, precyzyjne, demaskujące, ostre jak skalpel i odkrywcze. Nauka wyniesiona ze szkoły to jedno, a wiedza i prawda o świecie, której w szkole nie uczono, to drugie – to jak odkrywanie drugiego dna, kolejnego poziomu, magicznej prawdy, ukrytego znaczenia, zakopanego skarbu, zaprogramowanego ukrycie i odnalezienie Easter Egg’a. Odkrywanie własnej tożsamości społecznej, politycznej i związanych z tym poglądów przypomina ponowne narodziny – to moment zmieniający zasady gry.

W tym tygodniu w Southampton pojawiła się nowa praca Banksy’ego.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że została zrealizowana w miejscowym szpitalu, a artysta nie zasłaniał tym razem twarzy i nie dbał o ukrycie swojej tożsamości. Praca przedstawia chłopca bawiącego się nową figurką superbohatera – Batman i Spiderman leżą w koszu, a chłopiec bawi się latającą Pielęgniarką – miejscowi medycy byli wzruszeni. Artysta planuje wystawienie obrazu na aukcję, z której dochód zostanie przeznaczony na wsparcie służby zdrowia walczącej z pandemią. Street Art Banksy’ego jest nadal w cenie – jego dzieła malowane na płótnie sprzedają się za kilkaset tysięcy lub kilka milionów dolarów, a nabywcy sprawdzają dla zasady, czy w ramie obrazu nie jest zainstalowana niszczarka, którą po jednej z aukcji twórca uruchomił pilotem, mieląc cenne płótno na bezwartościowe paski. Ot.. taki performance i poczucie dystansu do własnej twórczości… Przy okazji prztyczek w nos krytyków i kolekcjonerów. Niezmiennie moją ulubioną pracą pozostanie „anarchista rzucający bukietem kwiatów”. Pomijam współczesną nową wymowę zamaskowanej twarzy, która do niedawna kojarzyła się wszystkim z potencjalnym zagrożeniem, a teraz jest powszechnym środkiem ostrożności.

Praca wystawiona w szpitalu w Southampton nosi tytuł Game Changer. Moje zasady gry zmieniły się kiedy uświadomiłem sobie prawdziwe zasady globalizacji, komercjalizację, konsumpcjonizm i wszechobecny branding, który stał się w drugiej połowie XXw. wiodącą strategią producentów wszelkiej treści, wszelkich towarów i wszelkich usług. Naomi Klein dokopała się do żródeł metkowania wszystkiego i wszedzie. Znalazła matecznik akademicki, który wprowadził początkowe pionierskie strategie w życie przy uciesze właścicieli koncernów, którym brakowało już pomysłów na poszerzanie rynków zbytu i dotarcie do kolejnych grup odbiorców. Celem brandingu opisywanego w No Logo jest przede wszystkich stworzenie przez koncerny stałej i wiernej grupy klientów, którzy będą wciąż przynosić firmie zyski, identyfikując się z nią ideologicznie. Na przykładzie Nike czy Maca autorka pokazała prawdziwą twarz zaprogramowanego agresywnego marketingu wchodzącego z butami w życie każdego mieszkańca globu. Czytelnicy i działacze na całym świecie zakochali się w bezkompromisowej wizji Kanadyjki, obwołując ją guru alterglobalizmu, a No Logo biblią tego ruchu.

Alterglobalizm nie odrzuca zjawiska globalizacji i nie próbuje z nią walczyć jak antyglobalizm. W rozproszonym ruchu chodzi jednak o wykorzystanie masowych ogólnoświatowych trendów globalistycznych jednak z uwzględnieniem nowej drogi i wypracowania korzystniejszych alternatywnych pomysłów na jej wykorzystanie dla ludzkości. Należy przełamać kapitalistyczny wyzysk na rzecz tworzenia świadomego społeczeństwa obywatelskiego korzystniejszego dla mieszkańców Ziemi. Naomi Klein w 2008 r. napisała drugą znaną książkę, w której skrytykowała amerykańskie militarne podejście do ekspansji ekonomicznej. W Doktrynie szoku dowodzi, że USA pod pretekstem wojny i wywołanej nią chaosu dąży do ekonomicznej ekspansji jak każde historyczne mocarstwo, posługując się przy tym strachem, kłamstwami i wojenną argumentacją z pozycji siły. Jak pokazały liczne dziennikarskie śledztwa Klein miała rację co do większości zarzytów w stosunku do amerykańskiej administracji.

Oczywiście, że połączenie symboliki street artu i masowych protestów pasuje idealnie do wizji Banksy’ego i Klein. Każdy ruch szuka poparcia w pokrewnych dyscyplinach. To jednak temat na kolejny mini wykład, bo wbrew pozorom tematy Anonymous, #MeToo, Occupy Wall Street, Pomarańczowej Rewolucji, kryzysu uchodżców i Żółtych Kamizelek we Francji, a nawet anarchii w stylu Jokera czy Domu z papieru mają ze soba w sferze symboli więcej wspólnego niż nam się wydaje. Polityczne i społeczne symbole są ważne, zaangażowanie obywatelskie jest również ważne, a najważniejsze jest korzystanie ze swoich praw do wyrażania sprzeciwu wobec rzeczywistości i sytuacji, których nie akceptujemy.

Miesiąc temu przyłączyłem się do symbolicznej akcji  #PrzełoŻyćWybory. Przyłączyłem się pokazując swoje niezadowolenie, jak mieszkańcy Nowego Jorku protestujący najpierw przeciwko kryzysowi wywołanemu przez bankierów, potem przeciwko ksenofobicznemu prezydentowi Trumpowi. Przyłączyłem się bardziej do idei, nie wierząc za bardzo w powodzenie akcji, a bardziej będąc dumnym z samego aktu przyłączania do protestu. Włączyłem się w jawne opowiedzenie się przeciwko arogancji politycznej, tak jak kobiety na całym świecie, które przeciwstawiały się arogancji mężczyzn patriarchalnie wykorzystujących swoją pozycję. Moje przyłączenie miało przypominać anarchistyczne rzucenie bukietem kwiatów w stojącego naprzeciwko nas wroga niczym z muralu Banksy’ego. Przyłączenie, które przez swoją trywialną naiwność było skazane na niepowodzenie. Przyłączenie, które (być może) w społeczeństwie noszącym od połowy marca maski na twarzach dodało temu społeczeństwu patosu i zjednoczenia silniejszego niż mogłoby się wydawać, a zamaskowane twarze (chciałbym w to wierzyć) przypominają analogiczne zamaskowane twarze protestujących na Wall Street, Paryżu i w Hongkongu. Coś, co nie miało prawa się udać, stało się – wyborów nie będzie. Warto protestować – jeden mały kamyczek rzucony w przepaść czasem wywołuje lawinę.