Nocna awantura w Sejmie: „Trzeba anulować, bo my przegramy”

Podczas nocnego posiedzenia, m.in. wybierano sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jednak mimo niezwykle kontrowersyjnych okoliczności i samych nazwisk kandydatur, to kwestia wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa rozbudziła największe emocje.

Powodem było wypowiedziane przez jedną z posłanek PiS zdanie: „Trzeba anulować, bo my przegramy. Za dużo osób, po prostu, naprawdę (…)”. Po tych słowach głosowanie przerwano, nie podano wyników pierwotnego głosowania, a następnie przeprowadzono kolejne, w którym PiS zdobyło wszystkie cztery miejsca w KRS. Lewica zapowiedziała zgłoszenie tej sprawy do prokuratury. Podczas nocnej konferencji prasowej Koalicji Obywatelskiej, poseł Borys Budka stwierdził, że nawet gdyby chciano podjąć wniosek o reasumpcję głosowania, nadal trzeba by podać do wiadomości publicznej wynik tego pierwotnego. Żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła. Stojąca obok Budki, posłanka Gasiuk-Pichowicz stwierdziła m.in.: „Rządy PiS ciągną Polskę na wschód, w stronę białoruskich standardów”. Warto przypomnieć, że istnieją opinie mówiące, że złamano też inną ustawę już w sprawie wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego muszą spełniać te same warunki co kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego. Według obecnej ustawy, sędzia Sądu Najwyższego, który ukończy 65 lat życia, musi odejść w stan spoczynku. Dwoje kandydatów na sędziów TK ma 67 lat. Patronami tej ustawy byli głównie Stanisław Piotrowicz i Krystyna Pawłowicz, czyli właśnie ta dwójka kandydatów. Nawet jeśli uznamy, że sędzia SN od razu odszedłby w stan spoczynku, a sędzia TK nie musi tego czynić i tym samym nie łamią oni prawa, to nadal istnieje odpowiedzialność polityczna za tworzone ustawy. Piotrowicz i Pawłowicz w jednym przypadku widzą konieczność blokowania osobom w wieku emerytalnym możliwości orzekania, ale kiedy chodzi o nich samych i wybór na 9-letnią kadencję, to tego problemu już nie ma.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek