REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Znany z eskapizmu i podnoszenia napięcia aż do granic możliwości, jeden z najzdolniejszych reżyserów i scenarzystów w historii kKina, bez wątpienia guru filmowego postmodernizmu i twórca nowej filmowej drogi kina akcji, którą podążyli za nim liczni naśladowcy. Na początku swojej kariery Quentin zapowiedział, że zakończy swoją przygodę z kinem po dziesiątym filmie, a zgodnie z filmowymi statystykami nakręcił ich już właśnie 9! Tak… Wszystko wskazuje na to, że za co najmniej dwa lata możemy się spodziewać bilboardów reklamujących „Ostatni film Quentina Tarantino!”

Z szacunku do mistrza gatunku proponuję przyjrzeć się teraz jego dotychczasowej pracy, bo może nie wszyscy zdają sobie sprawę, które filmy są właściwie Quentina, a które Rodrigueza – jego przyjaciela i operatora, który jest często mylony z Tarantino. Nie można symbolicznie nie wspomnieć o pierwszych próbach reżyserskich i filmie „Urodziny mojego najlepszego przyjaciela”, który nie zachował się do naszych czasów, bowiem spłonął w pożarze. Dlatego oficjalnie numer 1. „Wściekłe psy” to początek filmowej drogi reżysera. Dramat kryminalny z 1992r. został zaprezentowany rok wcześniej na Festiwalu Sundance, gdzie odniósł sukces jako dzieło niezależne, a jego budżet wynosił zaledwie 1,2 mln USD!

Kolejny film w dorobku Quentina jest już kultowy i przyniósł mu największą sławę i uznanie, stając się punktem zwrotnym w historii Kina. 2. „Pulp Fiction” przeszło do legendy jako film o budżecie około 10 mln USD, który w ponad połowie przeznaczono na symboliczne honoraria dla aktorów: Johna Travolty, Umy Thurman, Samuela L. Jacksona, Brucea Willisa, Tima Rotha i Vinga Rhamesa, którzy zgodzili się zagrać u Tarantino „za pół darmo” żeby dać upust czystemu talentowi, sztuce, ponieść się fantazji kina niezależnego i wizji genialnego reżysera, który nie krępował im rąk i głów na planie. Jak widać zabawa opłaciła się i eksperyment spłodził nowy filmowy nurt pełen akcji, przemocy, ganialnych dialogów, humory, dystansu i porządku opowieści. Film, którego autorem zdjęć tak, jak i poprzedniego obrazu Tarantino jest Polak (!) Andrzej Sekuła, doczekał się w 1994r. Złotej Palmy w Cannes, gdzie wygrał min. z Krzysztofem Kieślowskim; a rok póżniej nagród BAFTA, Złotego Globu i Oscara (7 nominacji) za scenariusz. Na fali rosnącej popularności Tarantino wyreżyserował jeden z epizodów hotelowych projektu „Cztery pokoje”, a także w świetnym stylu wystąpił u boku Antonio Banderasa w kultowym „Desperado” Roberta Rodrigueza, a wiele osób do dziś błędnie sądzi, że jest to film Quentina. 🙂

Kolejne miejsce na liście dokonań reżyserskich zajmuje pod nr 3. „Jackie Brown” nakręcony na podstawie powieści Elmore’a Leonarda „Rum Punch”, film jest chyba najmniej znanym dziełem reżysera, a jednocześnie wyczuwa się inną rękę w scenariuszu. Pomimo plejady gwiazd, historia o stewardesie grającej w dwa ognie z gangsterami i policją o forsę i przeżycie nie zapadła w pamięć szerszej widowni. Film co prawda doczekał się nominacji do Oscara i Złotego Globu, ale jest moim zdaniem najsłabszy w dorobku Tarantino. Być może to sprawiło, że po sześciu latach przerwy Quentin powrócił triumfalnie z zupełnie nowym pomysłem. 4. „Kill Bill” napisany wspólnie z Umą Thurman stał się kasowym przebojem, a jego fabuła rozciągnęła się tak bardzo, że postanowiono podzielić go na dwa filmy. Pomimo krytyki, która zarzucała reżyserowi nadmierną przemoc (jak zawsze w jego filmach), to historia Panny Młodej mszczącej się na swoich byłych koleżankach z gangu zabójczyń, ścigającej byłego narzeczonego i byłego szefa, szukającej siły i natchnienia we wschodnich sztukach walki samurajskim mieczem miejscami chwyta nawet za serce! Zemsta, zemsta, zemsta… to najważniejsze przesłanie filmu. Oczywiście, że produkcja jest Hołdem dla całego azjatyckiego kina i kultury, które to bardzo inspirowały reżysera we wczesnych latach twórczości. Tutaj również zapada w pamięć genialna ścieżka dziękowa spokojnie stając się kolejnym po „Pulp Fiction” obrazem, gdzie dżwięk współistnieje równie mocno z obrazem i uzupełnia go perfekcyjnie.

W 2005r. Quentin wziął udział w ekranizacji komiksu Franka Millera „Sin City: Miasto Grzechu”, który wyreżyserował wraz z Millerem i Rodriguezem. Kolejnym w pełni samodzielnym projektem był natomiast 5. „Grindhouse: Death Proof” będący z kolei Hołdem złożonym amerykańskim filmom klasy B oraz horrorom motoryzacyjnym. Co ciekawe Tarantino był tu współproducentem, reżyserem, scenarzystą i operatorem, co poza epizodami aktorskimi doskonale pokazuje pełnię jego talentu i wszechstronności filmowej. Quentin uwielbia Hołdy i zabawy gatunkami, przerabianie ich i wyciąganie tego co w nich najlepsze w swoim stylu i swoim okiem. W 2009r. postanowł rozprawić się z filmem wojennym realizując 6. „Bękarty wojny” na podstawie własnego scenariusza. Opowiedział w nich historie zamachów na Hitlera, życia w okupowanej Europie, losy oddziału bękartów, francuski ruch oporu, a wszystko w stylu czarnej komedii, która przyniosła mu wiele nagród i nominacji. Mówi się, że tym filmem wzniósł się na wyżyny swoich możliwości poruszając najpoważniejszy w historii temat. Do współpracy zaprosił tutaj Brada Pitta, Diane Kruger i Christopha Waltza, który otrzymał za swoją drugoplanową rolę Oscara, zaś cały film doczekał się aż ośmiu nominacji oraz wielu innych nagród.

Quentin poszedł za ciosem i skoro współpraca z Waltzem się udała to postanowił ją kontynuować realizując kolejny swój pomysł-hołd western z 2012r. 7. „Django”, za rolę w którym (od razu powiem) Christoph Waltz również otrzymał Oscara! Takiego nosa ma właśnie Tarantino! Te dwa filmy udowadniają też, że Quentin przestał być reżyserem kina niezależnego i kina akcji, a stał się rozchwytywany i ceniony w branży, która kupiła jego styl i wizję z całym bagażem. Nadal dzielił filmy na „chaptery”, nadal posługiwał się czarnym humorem i nadal szedł bezkompromisowo do przodu. Jego kariera udowadnia też zjawisko kryzysu amerykańskiego kina, które szuka nowej drogi, inspiracji i powiewu świeżości. Historią czarnoskórego Django i jego niemieckiego towarzysza próbującego uwolnić z niewolniczej plantacji ukochaną (a właścicielem plantacji jest Leo DiCaprio) powala autentycznością i bliskością. W zupełności kunszt westernowy Quentina widać w kolejnym filmie z 2015r. 8. „Nienawistna ósemka”, którego siłą są przede wszystkim scenariusz samego reżysera (po raz kolejny) i cudowne zdjęcia połączone z muzyką. Przez dwie godziny siedzimy niczym widzowie w teatrze oglądając i słuchając dialogów, które doprowadzić mają ostatecznie do wyjścia z patowej dla bohaterów sytuacji, tak napiętej jak struna od gitary! Kolejny raz piękne zdjęcia Roberta Richardsona i hipnotyzująca muzyka Ennio Moricone, za którą otrzymał Oscara, otwierają film, a my możemy cieszyć się jedną z najpiękniejszych scen otwierających we współczesnym Kinie!

Tak dobrnęliśmy do 9. „Pewnego razu… w Hollywood” filmu Tarantino z 2019r., który tym razem jest Hołdem dla kogo? Czego? Kina! Hollywood! Reżyser realizuje swoją wizję do samego końca. Pokazuje świat widziany oczami aktorów, dublerów, kaskaderów. Taki, jakim on jest naprawdę i w scenerii najbliższej autorowi, czyli w latach 60-tych, 70-tych, bo taka właśnie go ukształtowała jako twórcę. Rozprawia się również z największą traumą Hollywood tamtych czasów, czyli morderstwami sekty Mansona, co widzimy przy okazji wątku Romana Polańskiego (świetna rola Rafała Zawieruchy!). Scenariusz napisał Quentin, zdjęcia zrealizował Richardson, scenografię przygotowały Barbara Ling i Nancy Haigh, główne role zagrali: Leo DiCaprio, Brad Pitt, Margot Robbie, Al Pacino, Kurt Russell i Dakota Fanning. Film otrzymał aż dziesięć nominacji do Oscara, a statuetki otrzymali Brad Pitt oraz autorki scenografii, a także opsypany został wieloma innymi nagrodami i nominacjami.

O tym filmie warto mówić i warto go znać. Być może jest najważniejszym i najbardziej nagrodzonym obrazem Quentina Tarantino. Warto również podkreślić, że jednak przegrał wszystkie ważne światowe nagrody z „Parasite” Joon-ho Bonga, który jest uczniem i fanem jego stylu. Jego właśnie Quentin namaścił na swojego następcę. Uczeń przerósł mistrza, ale ten mistrz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! Całą twórczość Quentina jest jedną wielką kreacja artystyczna i nie wiemy jak oficjalnie się zakończy ta przygoda. Czekamy na zapowiadany dziesiąty lub jedenasty ostatni film! Na pewno będzie świetny, z całą pewnością pojawi się w okolicach 2022 roku, ale czy będzie Ostatnim!? Mam powody i nadzieję w to wątpić… 🙂