REKLAMA

Autor: Andrzej Szaradowski

Zbliża się Dzień Dziecka 2020. Z tej okazji chciałem przypomnieć o grze wideo, w którą namiętnie grywało pokolenie dzisiejszych 30-latków. Pegasus, to niewątpliwie jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa. Gra trafiła do Polski z Tajwanu na początku lat 90-tych i z miejsca stała się prawdziwym hitem. Zatem przenieśmy się na chwilę do przeszłości i powspominajmy stare dobre czasy…

Polska, okolice 1990 roku, w kraju młodzi przedsiębiorcy masowo rzucają się w handel towarami importowymi. Wśród tysięcy powstających firm kiełkuje – jedna, która zmieni tory historii dla milionów polskich graczy. Wszystko zaczęło się od Pana Marka Jutkiewicza, dziś jednego z najbogatszych Polaków (majątek na około ponad 300 milionów złotych), wówczas skromnego importera odzieży z dalekiego wschodu. To właśnie podczas jednej ze swoich wypraw do Tajwanu w poszukiwaniu zamówień natrafił on na „magiczne urządzenie” – tanią azjatycką podróbkę japońskiej konsoli Famicom. W Polsce nikt nie miał nawet pojęcia o tym „czarodziejskim pudełku” , które podłączone do telewizora pozwalało użytkownikowi przenieść się natychmiastowo do wirtualnego świata gier. Na drodze do sukcesu stanął tylko jeden problem – pieniądze. Ale wtedy z pomocą przyszedł Pan Dariusz Wojdyga, który dawniej sam jako hurtownik sprzedawał Panu Markowi towar i bez dłuższego namysłu zaoferował współpracę i pomoc w rozkręceniu kosztownej operacji. To on również podobno wymyślił nazwę – Pegasus. Pozostało jedynie sformalizować spółkę i podpięto również trzeciego duńskiego właściciela. Tak powstały BobMark zamówił pierwsze pudełka i marzenia o grze telewizyjnej stały się faktem.

W Polsce o rodzinnej konsoli telewizyjnej Pegasus, było można usłyszeć dosłownie wszędzie. Inwestycja opłaciła się i nawet właściciele firmy nie spodziewali się takiej skali sprzedaży. Pegasusy sprzedawały się jak „świeże bułeczki”, można wręcz powiedzieć, że był to ewenement w naszym kraju. Szacuje się, że oficjalnych pudełek BobMark-u rozeszło się ponad milion egzemplarzy. Również jeśli chodzi o wyposażenie… – to na brak gier nie musieli narzekać posiadacze konsol, bo w zestawie znajdował się hit jakim była składanka – 168 in 1. Na składance nie zabrakło takich gier jak: Contra, Super Mario Bros, Tank 1990 czy Bomber Man. Oczywiście, to nie była jedyna składanka oferowana przez BobMark, niedługo w sprzedaży pojawiły się dwa kultowe kartridże  – złota czwórka i złota piątka, bo o nich tu mowa, to niczym towar luksusowy, ponieważ charakteryzowały się wysoką jakością grafiki i lepszym wykonaniem z plastiku. Za taki luksus trzeba było jednak słono zapłacić. Lata leciały, a Pegasus obok rowerów górskich, jako ulubiony prezent komunijny coraz głębiej penetrował rynek polski. Gra była skazana na sukces i tak też było, ale do czasu…

Z czasem napływające masowo podróbki podróbek Pegasusa i jego gier były wszędzie. BobMark zarabiał coraz mniej, nawet wydanie nowego mniejszego modelu oficjalnego Pegasusa nie polepszyło sytuacji firmy. Odstraszeni obrotem sytuacji właściciele postanowili zwinąć interes póki było ich na to jeszcze stać i postanowili otworzyć nową firmę. Ich nowe „dziecko” , firma – Hoop, naśladująca Coca-Colę i operująca z resztą do dziś, była odpowiedzią w całym tym zagrożeniu interesów. Legenda jednak wciąż pozostaje żywa, a wspaniałe gry do dziś istnieją w świadomości graczy. Tak popularnej konsoli nie było w Polsce nigdy przedtem i prawdopodobnie nie będzie już nigdy. Teraz czas na Was i wasze historie, Drodzy WLC’owicze. Chciałbym byście w komentarzach pod tym artykułem opisali swoje własne wspomnienia dotyczące poczciwego „Pegaza”  i Waszych ulubionych gier na niego. Niech legenda trwa dalej…          

   zdjęcie pochodzi ze strony eurogamer.pl