PGNiG Superliga: status quo na szczycie, zabójcze 15 minut Górnika

Kielczanie się męczyli, płocczanie zwyciężyli pewnie. Choć obie drużyny zdobyły komplet punktów to dokonały tego zupełnie w innych stylach. Ciężką przeprawę mieli za to piłkarze ręczni Górnika Zabrze, którzy przez długi czas toczyli wyrównany bój ze Stalą Mielec.

Do Zabrza przyjechała zamykająca tabelę Stal Mielec i kibice miejscowej drużyny z pewnością mieli nadzieje na łatwe zwycięstwo. Łatwo, szybko i przyjemnie jednak nie było. Warto odnotować, że w wyjściowej siódemce gospodarzy pojawił się Rafał Gliński, który zaczyna regularnie grać po ciężkiej kontuzji. I to on był autorem pierwszej asysty w meczu przy trafieniu Szymona Sićki. Piłkarze ręczni Górnika w początkowych minutach nie potrafili odskoczyć rywalom. Ba! To niespodziewanie goście objęli dwubramkowe prowadzenie i trener Marcin Lijewski był zmuszony wziąć czas (5:7). Duża w tym zasługa bramkarza mielczan Gorana Andelicia. Przerwa na żądanie nie od razu dała zamierzony efekt, ale drużyna miejscowych w końcu dopięła swego wyrównując stan rywalizacji (7:7), a następnie po kilku minutach gry wychodząc na bramkę przewagi (10:9). Goście nadal świetnie grali w obronie, a w dodatku nie popełniali błędów w ofensywie, co miało odzwierciedlenie w wyniku do przerwy – 15:14 dla zabrzan.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy nie przyniósł zmiany, jeśli chodzi o oblicze spotkania. Oglądaliśmy wyrównany pojedynek z obu stron, ale to zabrzanie częściej dochodzili do głosu. Szwankowała jednak po ich stronie skuteczność w wykorzystywaniu kontr i nadal wynik oscylował w granicy remisu. Wszystko odmieniło się w końcowych 15 minutach. Po trafieniach Sićki (2), Buszkowa i Bisa gospodarze uzyskali pięć goli przewagi (24:19) i nie oddali już prowadzenia aż do końca, ostatecznie zwyciężając w całym meczu 30:22.

NMC Górnik Zabrze – Stal Mielec 30:22 (15:14)

NMC Górnik: Galia 1 – Bondzior 4, Daćko 3, Bis 1, Tomczak 3, Sićko 5, Łyżwa 4, Sluijters 2, Czuwara 2, Pawelec, Buszkow 1, Tatarincew, Gliński 1, Kondratiuk 3

Stal: Andelić, Wiśniewski – Wilk 4, Krępa 2, Kornecki 4, Grzegorek 1, Jędrzejewski, Valuntsau 5, Chodara, Olszewski, Wojdak 6, Kozioł, Krupa

Nadspodziewane bardzo duże emocje przeżyli kibice zgromadzeni w Hali Legionów, gdzie VIVE Kielce podejmowało Azoty – Puławy. Goście zaczęli od prowadzenia 3:1 po celnych rzutach Dawida Dawydzika i Antoniego Łangowskiego. Miejscowi szybko wzięli się jednak do roboty, a sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Andreas Wolff, który bronił jak natchniony. Wydawało się, że sytuacja wraca do normy, ale puławianie w żadnym stopniu nie odpuszczali (11:11). Na najwyższe obroty wszedł również Valentyn Koshovy i oglądaliśmy popisy bramkarskie z dwóch stron, ucierpiała za to skuteczność obu drużyn. Kielczanie w końcówce uszczelnili jednak swoją obronę, co pozwoliło im odskoczyć na kilka bramek za sprawą wykorzystywanych kontr przez Angela Fernandeza. Na przerwę oba zespoły schodziły przy prowadzeniu VIVE 18:14.

Na początku drugiej połowy nadal swój koncert grał hiszpański skrzydłowy. Fernandez zdobył 10 bramek i miał 100 % skuteczność, a gospodarze nadal utrzymywali bezpieczną przewagę 5 bramek. Minął kwadrans, a puławianie uwierzyli, że mogą odnieść zwycięstwo. Koshovy popisał się kilkoma udanymi interwencjami. Kielczanie zaczęli się gubić w swoich poczynaniach, a goście skutecznie kończyli swoje akcje i kontry. Na mniej niż 10 minut przed końcem udało im się wyrównać stan rywalizacji (29:29). Podopieczni Dujszebajewa rozegrali jednak bardzo dobrze końcówkę spotkania i dzięki niej zwyciężyli 34:31, umacniając się na drugim miejscu w ligowej tabeli.

PGE VIVE Kielce – KS Azoty-Puławy 34:31 (18:14)

PGE VIVE Kielce: Kornecki, Wolff – Vujović, Karačić, A. Dujshebaev, Pehlivan, Aginagalde, Janc, Lijewski, Jurkiewicz, Kulesh, Fernandez, D. Dujshebaev, Guillo

KS Azoty-Puławy: Bogdanov, Koshovy – Skwierawski, Łangowski, Podsiadło, Przybylski, Mchwrab, Adamczuk, Szyba, Rogulski, Moryń, Kowalczyk, Kasprzak, Dawydzik, Seroka, Jarosiewicz

Na zakończenie 12. kolejki PGNiG Superligi doszło do derbów Pomorza, czyli spotkania Torusa Wybrzeża Gdańsk z MMTS Kwidzyn. Jak to w derbach regionu nie brakowało ostrych starć, twardej obrony i nieustępliwości do ostatniej kropli potu. Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy po 11. minutach prowadzili 6:2 i byli na dobrej drodze, by w pełni kontrolować ten pojedynek. Kwidzynianie w miarę trwania starcia zaczynali dochodzić jednak do głosu i w końcu udało im się doprowadzić do wyrównania. Na nieco ponad 10 minut przed końcem przy stanie 8:7 na remis trafił Kacper Adamski. Końcówka pierwszej połowy to z kolei gra „bramka za bramkę” i na przerwę oba zespoły schodziły przy rezultacie 11:11.

Druga część spotkania miała podobny przebieg do ostatnich minut pierwszej i działa się analogicznie. Bardzo długo żadna z ekip nie potrafiła odskoczyć rywalom. Aż do 47. minuty. Wtedy gdańszczanie, dzięki dobrej postawie w bramce Przemysława Witkowskiego i skuteczności Patryka Pieczonki i Wojciecha Prymlewicza zdołali wyjść na kilka goli przewagi. Na nic zdały się gościom celne rzuty Michała Pereta, bowiem było już zdecydowanie za późno na odrobienie strat i to Torus Wybrzeże wygrało to spotkanie 26:22.

Torus Wybrzeże Gdańsk – MMTS Kwidzyn 26:22 (11:11)

Torus Wybrzeże Gdańsk: Chmieliński, Witkowski – Pieczonka 6, Wróbel 5, Oliveira 4, Prymlewicz 4, Komarzewski 3, Papaj 2, Janikowski 1, Sulej 1, Adamczyk, Bednarek, Gajek, Powarzyński, Salacz

MMTS Kwidzyn: Dudek, Matlęga, Szczecina – Potoczny 7, Peret 4, Adamski 3, Orzechowski 3, Kryński 2, Przytuła 2, Landzwojczak 1,  Biegaj, Grzenkowicz, Krieger, Netz

Pozostałe wyniki 12. kolejki:

Azoty Tarnów – Pogoń Szczecin 22:28 (11:16)

MKS Kalisz – Chrobry Głogów 31:26 (19:8)

Gwardia Opole – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 29:26 (17:15)

Orlen Wisła Płock – Zagłębie Lubin 28:22 (16:10)

Salon materacy Włocławek