REKLAMA

Półfinały Ligi Mistrzów nie przyniosły nam niespodzianek oraz tylu emocji, ile mieliśmy w meczach ćwierćfinałowych. Zgodnie z przewidywaniami o triumf zagrają faworyci: Paris Saint Germain oraz Bayern Monachium. Wiemy już też na pewno, że w gronie zwycięzców będzie Polak.

Półfinały bez niespodzianek

Wielu zapowiadało, że taktyczny geniusz Julian Nagelsmann może zadziwić po raz kolejny cały piłkarski świat i wyeliminować z Ligi Mistrzów faworyzowane PSG. Tym razem nic takiego nie miało miejsca. Wysoki pressing stosowany przez zawodników oraz szybkość graczy Thomasa Tuchela były decydującymi czynnikami o zwycięstwie mistrzów Francji. Paryżanie, poza krótkimi momentami, przejechali się po zawodnikach z Lipska, pokazując im przy okazji, że sama rzetelność i dzielność nie wystarczy na finał.

Po demolce jakiej dokonał Bayern w ćwierćfinale z Barceloną to Robert Lewandowski i spółka byli zdecydowanymi faworytami środowego starcia. Z innego założenia wyszedł zespół Olympique’u Lyon, który miał własny plan na ten mecz. By go wykonać zabrakło jedynie…skuteczności. Bowiem po 25 minutach rywalizacji to Francuzi mogli prowadzić 3:1 i spokojnie czekać na dalszy rozwój wypadków. Swoje sytuacje zmarnowali jednak Memphis Depay oraz Karl Ekambi. Jak strzelać pokazał za to w 18. minucie Serge Gnabry. Po pierwszej bramce dla Bayernu stało się prawie jasne, kto awansuje do finału. Ostatecznie Bawarczycy zwyciężyli 3:0 (w takim samym stosunku PSG wygrało z Lipskiem), a ostatniego gola dla zespołu z Niemiec strzelił niezawodny w tym sezonie Robert Lewandowski.

Francuska piłka w odwrocie? Zdecydowanie nie!

Przez wiele lat śmiano się oraz szykanowano z Paris Saint Germain. Krytycy zarzucali Paryżanom ( a w zasadzie zarządzającym klubem szejkom), że sukcesu nie da się kupić, bowiem na boisku decydują umiejętności, a nie pieniądze. Trudno się z tym faktem nie zgodzić, chociaż z drugiej strony… Właściciele PSG wydali na budowę zespołu przez tyle lat prawie miliard euro, co nawet w piłce jest kwotą olbrzymią. Jednak doczekali się sukcesu w postaci awansu do finału Ligi Mistrzów, chociaż to z pewnością im nie wystarczy. Paryżanie celują w końcowy triumf, choć czeka ich koszmarnie trudne zadanie – starcie z rozpędzonym Bayernem. Znalezienie się Olympique Lyon i PSG w najlepszej czwórce klubów nie jest przypadkiem, choć z drugiej strony niewiele było osób, które takiego zestawu drużyn się spodziewały. Od wielu lat lidze francuskiej przypięta jest łatka najgorszych rozgrywek z tzw. „wielkiej piątki”. Przepaść pomiędzy La Ligą, Premier League, Bundesligą, Serie A, a Ligue 1 staje się coraz większa, lecz pandemia koronawirusa może pomóc wrócić tej ostatniej na szczyt. Nie od dziś wiadomo, że Francuzi słyną ze świetnego szkolenia, tym samym „produkując” i sprzedając najlepszych zawodników do pozostałych rozgrywek. Awans dwóch francuskich drużyn do półfinałów LM może sprawić, że największe stacje telewizyjne na nowo pochylą się nad prawami do transmisji Ligue 1. Czekamy na to również w Polsce, gdyż po tym jak Eleven Sports nie zdecydował się na przedłużenie możliwości pokazywania ligi francuskiej, nie mamy sposobności oglądania jej w naszym kraju.

Polak z trofeum

Abstrahując od tego, czy trofeum Ligi Mistrzów zdobędzie Paris Saint Germain czy Bayern Monachium, wiemy na pewno, że wzniesie je polski piłkarz. Trzecim bramkarzem francuskiej drużyny jest bowiem Marcin Bułka. Młody golkiper, co prawda nie zaliczył żadnego występu w Champions League, ale znajduje się w szerokiej kadrze na te rozgrywki i mecz z Lipskiem przesiedział na ławce rezerwowych. O Robercie Lewandowskim z Bayernu rzecz jasna nie musimy wspominać. Przypomnimy tylko, że jeżeli „RL9” zdobędzie w finale dwie bramki to pobije rekord strzelonych goli w jednych rozgrywkach Champions League, który należy do Cristiano Ronaldo. Portugalczyk strzelił 16 bramek w jednym sezonie.