Poradnik turystyczno-kulinarny: Rzeszów – miasto na końcu świata

0
67

Autor: Karolina Klimecka-Łaptuta

Na samą myśl, że muszę wyjechać do Rzeszowa miałam wahania nastrojów. Sześć godzin jazdy w aucie, przez remontowany odcinek Łódź – Częstochowa, napawał mnie dreszczem. Zdecydowałam się jechać i nie było odwrotu. Trzeba było wsiąść w auto i gnać przed siebie, a nie marudzić pod nosem i się denerwować na samą myśl o długości podróży. W sumie duża ilość kilometrów w moim zawodzie to „pikuś”. No więc wyjechałam do Rzeszowa i do niego dojechałam.

Rzeszów powitał mnie zimniejszym powietrzem, niż te które zostawiłam we Włocławku. Powitał mnie światłami świątecznymi. Można powiedzieć, że władze miasta stawiają tu na elektryczność świąteczną i się im to udaje. Widać pięknie przystrojone ulice, które dają Ci do zrozumienia, że do świąt Bożego Narodzenia dużo czasu nie zostało.

Miasto czyste, zadbane i nie wygląda na takie, które znajdowałoby się na końcu świata. Widać rozwój, nowobudowane, wysokie budynki, pełno samochodów i pełno ludzi. Wszyscy dookoła bardzo mili, uśmiechnięci i chętni do pomocy.

Odwiedziłam Uniwersytet Rzeszowski i powiem Wam szczerze, że zapierają, co niektóre jego budynki, dech w piersiach. Futurystyczna i przyjemna architektura, może się „zdarzyć” nawet na krańcu świata. Uniwersytet Rzeszowski jest tego przykładem.

Jak się dowiedzieć gdzie najlepiej zjeść w danym mieście? Wystarczy znaleźć odpowiednią grupę Facebook’u i odpowiedzi same padają. W odpowiedziach dominowała Restauracja Chilita przy ulicy Rejtana. Traf chciał, że vis a vis Uniwersytetu. Od obiadu i restauracji dzieliła mnie tylko droga dwupasmowa przypominająca naszą Okrzei.

Restauracja sporych rozmiarów, z dużą ilością miejsc, gości i obsługi a była dopiero godzina 17-ta w środę. Widać, że na małą liczbę gości nie narzekają. Wystrój ciekawy, przyjemny dla oka, w tle gra nastrojowa muzyka, właścicielka siedzi na miejscu i dopilnowuje dyskretnie, aby wszystko było na najwyższym poziomie. Stąd pewnie tak wysokie noty u facebook’owych grupowiczów.

Menu rozbudowane. Jak nie wiesz jak wyglądają poszczególne makarony, to tam masz je wyraźnie wyrysowane, abyś po złożeniu zamówienia się nie zdziwił, co tak naprawdę zamówiłeś. Do wyboru do koloru. Można mieć problem z zamawianiem od ilości dań zaoferowanych.

Zdecydowałam się na „Agli spinaci” – krem szpinakowy z grzankami, 300 ml za 14 zł oraz Spagehetti al profumo di basilico – spaghetti z pomidorkami, czosnkiem, bazylią, serem Parmigiano Reggiano 300g za 29 zł. Jak widzicie ceny nie ustępują włocławskim cenom restauracyjnym. Obie porcje nie do przejedzenia, ale jak bierzesz komplet to głodny nie wyjdziesz.

Krem szpinakowy średnio gęsty, kwaśnawo-słonawy, grzanki chrupiące, starty ser żółty bardzo aromatyczny z intensywnym smakiem. Makaron spaghetti – al dente, dobrej jakości, dużo słodko-kwaśnych pomidorków koktajlowych. Wszystko komponuje się w przyjemny smak i jak widać na przykładzie tego dania, czasami im mniej składników tym lepiej.

Jeżeli i Waszą destynacją będzie Rzeszów, to szczerze polecam Wam tą niepozorną z zewnątrz a jednak całkiem dużych rozmiarów restaurację, gdzie można smacznie zjeść, napawając się widokiem tętniącego życiem Rzeszowa.

Materace KOŁO