REKLAMA

Autor: Marek Szubski

Dokładnie rok temu Anwil zdobył 3 mistrzostwo Polski, a drugie z rzędu, ogrywając w finale Polski Cukier Toruń 4-3.

W ostatnim meczu finału było 89-77 dla włocławian. Podobnie jak rok temu, Anwil nie był faworytem play-off. Zajmował 4 miejsce w tabeli. Wielu ekspertów nawet już w ćwierćfinałowej rywalizacji
ze Stalą Ostrów, przewidywało problemy Mistrzów Polski. Tak się jednak nie stało. Anwil wygrał gładko 3-0. 

W półfinale było już 2-0 dla faworyzowanej Arki Gdynia. Rottweilerów jednak to nie załamało. Wygrali dwa mecze w Hali Mistrzów. Doprowadzając tym samym do 5 meczu w Gdyni, w którym również górą byli włocławianie.

Przyszedł czas na finał. Faworytem znów była drużyna przeciwna. Anwil zmęczony heroicznym półfinałem miał nie mieć już sił w finale. Prowadzenie w tej rywalizacji zmieniało się co chwilę. Najpierw było 1-0 dla Torunia. Potem 2-1 dla Anwilu. Następnie w 4 meczu po rzucie Aarona Cela 2-2. Koszykarze Polskiego Cukru Toruń nabrali pewności siebie, szczególnie po 5 meczu w Toruniu wygranym 74-70. Było wtedy 3-2 i już tylko jedna wygrana dzieliła Twarde Pierniki od Mistrzostwa. Jednak nie lekceważy się serca Mistrza. Anwil podobnie jak w półfinale z Arką wyszedł z tych opresji obronną ręką. W połowie 6 meczu we Włocławku zgasło światło. To chyba odebrało prąd torunianom. Anwil w drugiej połowie kontrolował już spotkanie do samego końca wygrywając ostatecznie gładko 103-85. Podobnie było w 7 decydującym meczu w Toruniu. Anwilowi po raz pierwszy w historii udało się obronić Mistrzostwo Polski.

Kibice zgromadzeni pod Halą Mistrzów w liczbie jeszcze większej niż rok temu, chcieli przywitać swoich ulubieńców. Jednak pod Halą Mistrzów nie było zorganizowanej sceny jak w roku ubiegłym. Nie było też służb porządkowych. Napierający tłum bardzo utrudnił przejazd autokaru pod samą hale. Z obawy więc o swoje bezpieczeństwo koszykarze zrezygnowali z fety pod halą. Natomiast tradycyjnie już dzień po mistrzostwie przejechali przez miasto otwartym mistrzowskim autokarem z pucharem oraz złotymi medalami na szyi. 

Zdjęcia dzięki uprzejmości Rafał Sobierański Sportowe Fakty