Pamiętam swojego nauczyciela historii z szóstej klasy szkoły postawowej, pana Wojtka. Dobrze zbudowany, wysoki mężczyzna, lekko łysiejący, z okularami na nosie, które co jakiś czas poprawiał. Stał przed nami i patrzył w dal, nie wiem czemu zawsze wydawało mi się, że jak na historyka przystało nie patrzył w dal tylko …w przeszłość, jakby jego wzrok wycelowany gdzieś w przestrzeń między ścianą, a sufitem miał przywołać minione obrazy. Stał i mówił, opowiadał, budował historie na naszych oczach, my słuchaliśmy czekając kiedy zacznie się właściwa lekcja. Po trzydziestu minutach zazwyczaj prosił o zanotowanie kilku ważnych dat łączących jego opowieść i jej bohaterów z właściwą lekcją i najczęściej wtedy przypominaliśmy sobie, że to lekcja historii, a nie recenzja książki o przygodach Mieszka I, pod tytułem Chrzest Polski. 🙂 Pamiętam też lekcję, na której pan Wojtek poprosił żebyśmy otworzyli ćwiczenia i zaczęli wypełniać zadania. Kiedy dobrnąłem do zszywek w połowie zeszytu ćwiczeń zapytałem do której strony mamy wypełniać to ćwiczenie, bo juz połowę zrobiłem i nie wiem czy wystarczy mi czasu na cały? Pan Wojtek spojrzał na mnie jak na kosmitę i z niedowierzaniem przekartkował moje dzieło, po czym spokojnie oddał mi zeszyt i powiedział cicho, że mieliśmy zrobić góra dwie kartki z jednej lekcji. Zaczerwieniłem się i zrozumiałem, że odrabianie lekcji razem ze starszym o dwa lata bratem może i daje przewagę nad rówieśnikami, ale powoduje kłopot narastającej nudy na zajęciach, którą musiałem wypełnić bieganiem po kredę, rozkładaniem map, podlewaniem kwiatów i wycieraniem tablicy. A mogłem sie nie ujawniać!

  Mieszko, Mieszko… Ciekawe kim byłby nasz pierwszy Książę, gdyby przyszło mu żyć w naszych czasach? Politykiem – był pierwszym władcą i umocnił kraj; biznesmanem – umiał świetnie zarządzać i rozwijać swoje przedsiębiorstwo; księdzem – bo przypisuje mu się wprowadzenie chrześcijaństwa; czy gangsterem? Gangsterem!? Niemożliwe! Otóż możliwe – nasz mityczny margrabia Mesko (bo tak go opisują niemieckie kroniki z tamtego okresu) przede wszystkim zajął się najbardziej dochodowym biznesem swoich czasów czyli handlem niewolnikami! Ot mądre głowy wiedziały kogo umieścić na 10-cio złotówce, za jego zmysł i smykałkę do interesu, gdyby On jeszcze tylko wiedział, że najbardziej dochodowym biznesem współczesności i też powiązanym z funkcjonowaniem niektórych państw jest handel narkotykami, to najpewniej zająłby sie tym już tysiąc lat temu. Nie stworzył jednak pre-Kolumbii czy pre-Meksyku i nie zastąpi w rankingach kryminalnych Escobara czy ElChapo, no bo przecież narkotykowym baronem nie był i miał do dyspozycji  nie plantacje koki, a tysiące hektarów pól, łąk, jezior, puszczy. Jego największym kapitałem byli …ludzie! Z nieskrywanym uśmiechem na ustach i satysfakcją czytałem książki prof. Przemysława Urbańczyka Mieszko Pierwszy Tajemniczy oraz Zanim Polska została Polską, bo zawsze czułem, że z tym Mieszkiem nie do końca wszystko gra i historię o powstaniu czegoś z niczego są lekko naciągane. Tak oto według bardziej odważnych i otwartych profesorów początki naszej państwowości łączą się najpewniej z ucieczką na północ wygnanych książąt morawskich w IXw., którzy już ochrzczeni, ale pokłóceni z rodziną musieli szukać nowego domu w wielkopolskich puszczach. To by tłumaczyło rodowód poprzedników i następców Mieszka (ich imiona występowały wtedy tylko u władców na Morawach), to, że Mieszko był traktowany jak margrabia na dworze niemieckiego cesarza, na którym stale bawił ze swoją świtą (czyli najpewniej zapewnił mu to ojciec!), a także to, że w trakcie ostatnich badań archeologicznych w Poznaniu odkryto kaplicę pałacową zbudowaną prawdopodobnie przez ojca Mieszka, czyli Siemomysła, sugerującą, że rodzina Mieszka była już ochrzczona na długo przed przybyciem Dobrawy, a i oczywiste jest też to, że żadnego masowego Chrztu Polski nie było, a jego data jest oszacowana i puszczona w obieg przez powojennych historyków jak dobra kampania reklamowa.

Dobrą kampanię reklamową najlepiej widać na miejskich autobusach, jak podobiznę Carrie Bradshaw (niesamowita Sarah Jessica Parker), czyli bohaterki serialu Seks w wielkim mieście emitowanym na HBO w latach 1998-2004, na podstawie książki Candace Bushnell pod tym samym tytułem. Carrie, jako przedstawicielka romantycznej ale wyzwolonej kobiety świadomej swoich praw, idealnie punktowała w swoich artykułach męskie i kobiece charaktery, szczególnie przez pryzmat związków i romansów mieszkańców Nowego Jorku i bez problemu poradziłaby sobie też i z Mieszkiem jeśli przyszłoby jej być skrybą na jego dworze. Przecież, jak na silnego średniowiecznego władcę przystało, jego związki i romanse byłyby świetnym materiałem na publikację w rubryce towarzyskiej, a zapewnienie ciągłości rodu i kontraktowe podejście do małżeństwa z tym związane (jako posunięcia biznesowe) było głównym zadaniem książąt i księżniczek, a także ich dworzan. Skoro nawet księżniczki były de facto sprzedawane swoim mężom przez swoich rodziców, w ramach czystości błękitnej krwi, czy może zatem dziwić fakt popularności niewolnictwa i czerpania z niego zysków, gdzie w coraz to bardziej rosnącej populacji średniowiecznych wiosek kobieta była tyle warta ile za nią oferowano? Czy w ramach niewolniczej antycznej i wczesnośredniowiecznej logiki nie lepiej było biedne mieszkanki drewnianych miasteczek i wsi sprzedać kupcom? Przecież kupiec oferował monety albo kruszce, a kobieta i tak musiałaby znależć męża, rodzić dzieci i pracować, więc większego znaczenia nie ma miejsce wykonywania tych obowiązków? Mężczyzn również nie ominął los niewolników, ale niezaprzeczalnie problem przez stulecia najbardziej dotykał kobiety. Dopiero kiedy uświadomiono sobie jak „cennego” towaru sie pozbywano i kiedy można było czerpać większe zyski z handlu towarami, a nie ludżmi, to proceder ustał, a rola kobiet wzrastała z każdym następnym wiekiem.

Problem nie zniknął jednak do końca i w wielu rejonach świata niewolnictwo trwało aż do końca XIXw. oficjalnie, a do naszych czasów funkcjonują jego formy ukryte. Nie skończył się jednak problem postrzegania kobiet i ich roli w społeczeństwie od XI do XXIw. Patriarchalny model świata wdrukowany wiernym przez Kościół Katolicki od IVw. tylko się umacniał i trwa do dzisiaj, a na przestrzeni tych wszystkich wieków kobiety musiały stawić czoła niewolnictwu, polowaniu na czarownice, walce o dostęp do edukacji, wolności osobistej, aranżowanym małżeństwom, a ostatecznie walce o prawa wyborcze.

Dan Brown w Kodzie Leonarda da Vinci wprost roozprawia się z dyskryminującą kobiety polityką Kościoła na przestrzeni wieków. Gdyby Indeks Ksiąg Zakazanych jeszcze istniał, to z pewnością Brown by na niego trafił, a oskarżenia chierarchów o tuszowanie prawdziwej roli Marii Magdaleny (które są fikcją oczywiście) i wywiedzenie od rzekomych potomków jej i Jezusa Chrystusa całej dynastii francuskich monarchów najpewniej uznanoby za blużnierstwo zagrożone karą  śmierci. Dało to jednak podwaliny pod prawdziwą dyskusję na temat postrzegania kobiecości przez całe prawicowe i konserwatywne środowisko.

Wiele postaci literackich stworzono na przestrzeni kilku ostatnich stuleci, ktore były płci rzeńskiej, ale co najmniej połowa z nich, to stereotypowe słabe kobietki sportretowane na tle swojej epoki. Niezwykłą i wyłamującą się z tych ram jest postać Lisbeth Salander storzona przez Stiega Larssona w serii Millennium, w której znamienny jest już tytuł pierwszej odsłony opowieści, czyli Mężczyżni, którzy nienawidzą kobiet. Larsson jako dziennikarz zajmował się problemem dyskryminacji, wykorzystywania i przestępstw popełnianych na kobietach w Szwecji i właśnie te tematy są w powieści obecne. Lisbeth wraz ze swoim przyjacielem Mikaelem Blomkvistem rozwiązują kolejne problemy i pokonują kolejnych złych ludzi na swojej drodze, w dużej mierze przez spryt, inteligencję i hakerskie umiejętności nieugiętej, silnej, ekscetntrycznej i biegłej w sztukach walki Salander. W surowym i bezwzględnym świecie mężczyzn właśnie taka musi być współczesna kobieta, bo niestety ten świat nadal należy do mężczyzn i nie zmienią tego żadne parytety czy próby walki z dyskryminacją.

Skąd się wziął w takim razie ruch #MeToo? Z bólu i niesprawiedliwości, z kłamstw i wykorzystywania kobiet, z bezsilności i zemsty, i wreszcie z próby poradzenia sobie z własnym skrywanym cierpiniem, bo krzywda zostaje. Wiele milionów kobiet solidaryzuje się z ruchem ujawniającym przypadki nadużyć seksualnych, szczególnie w środowisku showbiznesu, gzdie karierę załatwia się przez łóżko i idzie po trupach do celu. Tak jest i tak jeszcze długo będzie! Ale czy nie ma innego sposobu na zatrzymanie patologii? Jest! Tym sposobem jest bilet do kina, którego możemy po prostu nie kupić i spowodować klapę producenta filmu, który go stworzył. W erze globalnej medialnej wioski nie ma miejsca na kłamstwa i przestępstwa seksualne. Harvey Weinstein jest biznesowym trupem (po ujawnieniu dziesiątek przypadków wykorzystywania seksualnego artystek przez ostatnie kilkadziesiąt lat) i pewnie nie zrobi już jako producent żadnego filmu na tej planecie; Kevin Spacey jako pierwszy aktor w historii kina został wycięty ze wszystkich scen już nakręconego filmu (!), jego miejsce w kręconych od zera wszystkich scenach Wszystkich pięniędzy świata zajął Christopher Plummer (a Spaceya pogrążył mężczyzna żeby było ciekawiej!); Roman Polański od lat siedemdziesiątych ścigany jest listem gończym w USA, a ostatnio został pozbawiony członkostwa w Amerykańskiej Akademii Filmowej, a także francuskim stowarzyszeniu filmowców ARP z powodu kolejnego oskarżenia o gwałt pod jego adresem. środowisko filmowe pokazuje, że chce zmiany, że nie ma akceptacji dla wykorzystywaniu kobiet – aktorek, modelek, wokalistek.

Tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci, nad którymi za pomocą uzbrojonych po zęby wojowników, przejął kontrolę Książę pre-Polski stały sie jego własnością – a własność tą najlepiej było spieniężyć wysyłając „towar” do Italii (po upadającym cesarstwie rzymskim) albo do Arabii. Cała reszta mieszkańców wiosek, które opanował Mieszko miała obiecaną „ochronę” w zamian za haracz płacony regularnie nowemu panu tych ziem. Nie zagłębiając się juz bardziej w genezę powstania danin i podatków w Polsce, można stwierdzić, że handel ludżmi tysiąc lat temu był o wiele bardziej opłacalnym biznesem niż handel skórami, bursztynem, kruszcem, czy płodami rolnymi, ale była to tendencja w całej Europie spowodowana nagłym przyrostem populacji kontynentu w Xw. Skala problemu była tak poważna, że nawet biskupi Kościoła zajmowali się tym biznesem, z zastrzeżeniem, że sprzdawać można było tylko pogan-niewolników. Ciekawostką jest to, że jednym z pierwszych dostojników, którzy sprzeciwiali sie handlowi ludżmi na ziemiach chrześcijańskich był biskup Pragi, czyli nasz …św. Wojciech! W publikacji prof. Urbańczyka znajdziemy wiele przykładów kronikarzy arabskich czy włoskich z IX-Xw., którzy opisują życie, funkcjonowanie i nawet kariery Słowian, którzy przybyli na ich ziemie sprzedani w zamian za monety ze srebra, za które nasi wojowie kupowali z kolei broń.

Dopiero sto lat temu kobiety zyskały prawa wyborcze, a po kolejnych stu latach nadal walczą o prawa do prawdy. Nie ma już książąt sprzedających niewolników, nie ma już powszechnego patriarchatu, a władza religijna w większości państw z kręgu dawnego chrześcijaństwa już nie zagraża kobietom stosami, czy aresztem domowym. I choć do miedzynarodowego Dnia Kobiet ufundowanego tej planecie przez ruch socjalistyczny jeszcze kilka miesięcy, to za miesiąc w polskich kinach będzie wyświetlany Oficer i szpieg Romana Polańskiego, który to film już polecałem w tym dziale, a wokół którego toczy sie teraz we Francji narodowa debata społeczna, kóra podzieliła kraj na zwolenników i przeciwników karania artysty za jego przestępstwa z lat 70-tych. Zastanawia mnie opinia mojego historyka Pana Wojtka, czy seksualność w naszej wielkiej światowej wiosce jest już załatwioną bolączką, czy jeszcze długo będzie to temat dzielący społeczeństwa na prawicowe i lewicowe? Czy ostatnie pięćdziesiąt lat wyzwolenia seksualnego spowodowało polepszenie relacji feministek z konserwatystami? Czy jednak jest to temat tylko naszego kręgu cywilizacyjnego, a w innych rejonach globu kobieta nadal jest średniowiecznym trofeum bez prawa do wolności, własnej woli, głosu i sprawiedliwości? Jak to wygląda w innych cywilizacjach? To już temat na kolejną historię…

Salon materacy Włocławek