REKLAMA

Za słaba na Ligę Mistrzów, za mocna na Ligę Europy. Sevilla w piątkowy wieczór zdobyła swoje szóste trofeum „drugiej europejskiej kategorii” w ciągu 15 lat, tym samym stając się specjalistą od tych rozgrywek. W czym tkwi sukces andaluzyjskiej drużyny?

Wiecznie za wielkimi

Sevilla została założona 25 stycznia 1980 roku. Mimo tak długiej historii, tylko raz udało jej się wygrać rozgrywki La Liga. Miało to miejsce tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej w 1946 roku. Jak widać są to zamierzchłe czasy. Większość rozgrywek ligi hiszpańskiej kończyła za wielką dwójką, czyli Barceloną i Realem Madryt, a odkąd w drugim klubie ze stolicy – Atletico, pojawił się Diego Simeone to nawet za wielką trójką. Stąd Sevilla często musiała mierzyć się w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, które nie zawsze kończyły się dla niej sukcesem. Jeśli nawet udawało się Andaluzyjczykom awansować do fazy grupowej tych elitarnych rozgrywek to szczytem osiągnięć było dla nich dojście do ćwierćfinału. Tak stało się w sezonie 2017/2018, kiedy to na drodze do półfinałów stanął im Bayern Monachium w składzie z Robertem Lewandowskim.

Biorąc pod uwagę Puchar Miast Targowych, Puchar UEFA oraz obecną Ligę Europy, piłkarze Sevilli 17-krotnie rywalizowali w tych rozgrywkach, w tym 11-krotnie w XXI wieku. Sześciokrotnie w nich triumfowali. Łatwo więc obliczyć, że w ponad połowie przypadków wygrywali je (dokładnie to 54,5 %). To coś nie prawdopodobnego. W Sevilli stworzono „potwora”, w którego DNA wchodzi zwyciężanie w rozgrywkach drugiej kategorii.

Zasługa Monchiego

Jeśli o DNA mowa to nie ma chyba w Sevilli osoby, która ma je bardziej „ukorzenione” niż obecny dyrektor Sevilli – Monchi. W przeszłości spędził w drużynie Andaluzyjczyków 11 lat, grając na pozycji bramkarza. Po zakończeniu kariery władze klubu zaproponowały mu objęcie pozycję dyrektora sportowego. Monchi zgodził się po dwoma warunkami: postawienia na młodych zawodników akademii i rozszerzenie siatki skautingu w Hiszpanii i poza jej granicami. Na efekty trzeba było poczekać 6 lat. Wtedy to Andaluzyjczycy po raz pierwszy wznieśli Puchar UEFA. W tym czasie w klubu pojawili się Jesus Navas, Diego Capel, Sergio Ramos, Jose Antonio Reyes, Adriano, Dani Alves, Seydou Keita czy Ivan Rakitić.

Sevilla za czasów Monchiego dokonała czegoś, co do tej pory nie zdarzyło się w historii. Trzykrotnie z rzędu triumfowała w rozgrywkach Ligi Europy. Po ostatnim sukcesie dyrektor sportowy postanowił rozstać się z klubem, choć początkowo działacze nie pozwoliły mu na to. Otrzymał zgodę dopiero w kwietniu 2017 roku przeniósł się do AS Roma. Po nie do końca udanej przygodzie z włoskim klubem postanowił wrócić tam, gdzie jest jego dom, czyli do Sevilli. Wrócił, dokonała rewolucji i Andaluzyjczycy są znów na szczycie.

Piłkarze głodni sukcesów

Nie da się ukryć, że Monchi od lat stawia na zawodników, którzy mają słabszy okres w innych klubach i chcą rozpocząć swoją karierę na nowo lub pozyskuje graczy z DNA Sevilli, chcących wykrzesać z siebie wszystko. Przykładem takiego zawodnika jest z pewnością Jesus Navas. Wychowanek Andaluzyjczyków po wielu latach spędzonych w Manchesterze City wrócił do swojej macierzystej drużyny i poprowadził ją waz z Everem Banegą do zwycięstwa nad Interem Mediolan. Gracze z Hiszpanii pokazują w spotkaniach finałowych charakter, którego wydaje się brakować w pozostałych ekipach. To siła Sevilli.