REKLAMA

Tylko Piotr Żyła z siedmiu biało – czerwonych występujących w drugiej serii konkursu skoków narciarskich w Wiśle-Malince uplasował się w czołowej „10” zawodów. Zajął 5. miejsce. Zwyciężył po dwóch świetnych próbach Markus Eisenbichler. Zawiódł zwłaszcza Kamil Stoch.

Po sobotnim konkursie drużynowym przyszedł czas na zmagania ndywidualne. Niestety o równej rywalizacji nie mogło być mowy głównie przez wiatr. Na starcie mieliśmy 11 biało – czerwonych i życzyliśmy sobie, by chociaż połowa z nich awansowała do serii finałowej.

Na początku konkursu oglądaliśmy zawodników z tzw. grupy krajowej, którzy w zeszłym sezonie nie zdobyli punktu. Najlepiej z trójki Polaków zaprezentował się Andrzej Stękała. Wylądował on na 124,5 m przy silnym wietrze pod narty i mogliśmy mieć nadzieję, że awansuje do drugiej serii. W przypadku skaczących później Tomasza Pilcha (119 m) i Pawła Wąska (102,5 m) takich oczekiwań musieliśmy się raczej wyzbyć. Po Polakach zaprezentował się Sander Vossan Eriksen. Norweg odleciał na 129 m i objął prowadzenie. Zmienił go dopiero Klemens Murańka, który wylądował 1,5 m bliżej, ale przy słabszym wietrze pod narty. W międzyczasie próba Bora Pavlovicia pozwoliła mu zrównać się punktami z Eriksenem. Murankę wyprzedził dopiero Halvor Egner Granerud po skoku na 131,5 m.

Występy kolejnych reprezentantów Polski nie powaliły na kolana. Aleksander Zniszczoł uzyskał 115 m, a Maciej Kot 117 m. W przypadku tego drugiego pozwoliło mu to w ostateczności na awans do finałowej serii na 22. miejscu. Sztuka ta nie udała się również Jakubowi Wolnemu. Były mistrz świata juniorów wylądował na 114,5 m i pożegnał się z rywalizacją. Kolejne próby skoczków nie zachwycały, aż tę złą passę przerwał wybitnym skokiem Markus Eisenbichler. Niemiec uzyskał 137,5 m i został nowym liderem. Nie nacieszył się nim jednak na długo, gdyż zmienił go na tej pozycji Daniel Huber (138,5 m). Dość nieoczekiwanie wszystkich pogodził Anże Lanisek. Drugi zawodnik zeszłorocznego konkursu w Wiśle skoczył w świetnym stylu 136 m i to pozwoliło objąć mu prowadzenie. Nie zachwycili nasi pozostali reprzentanci/ Piotr Żyła uzyskał 125,5 m, Kamil Stoch 121,5 m, a Dawid Kubacki 124,5 m. Ostatecznie dało to Polakom kolejno 6., 9. i 11. miejsce. W drugiej serii mogliśmy także oglądać Murańkę (8. pozycja), Kota (22. miejsce), Stękałę (26. miejsce) oraz Hulę (29. lokata). Z konkursu odpadli już po pierwszej serii m.in. Robert Johansson. Jewgiennij Klimov, Stefan Kraft czy Constantin Schmid.

W drugiej serii oczekiwaliśmy awansów, a przede wszystkim zachowania dotychczasowych pozycji. W przypadku Stefana Huli to się udało. Najbardziej doświadczony skoczek w naszym obozie uzyskał 111,5 m, ale pozwoliło mu to skończyć zawody na przedostatniej pozycji. Znacznie bardziej zadowolony może być Andrzej Stękała, który wylądował na 126 metrze i w ostateczności awansował na 19. miejsce. Sztuka poprawienia pozycji udala się również Maciejowi Kotowi. Zakopiańczyk skoczył 117 m i dało mu to 20. lokatę. Niestety nie popisali się nasi zawodnicy będący w pierwszej „10” lub tak jak Kamil Stoch, plasujący się tuż za nią. Mistrz olimpijski z Pjongczang popełnił błąd techniczny przy wyjściu z progu i przy niskim odbiciu poleciał jedynie na 104 m. Przez to spadł na 28. miejsce. O trzy metry dalej wylądował Murańka, co w jego przypadku pozwoliło mu to na 22. pozycję. Poniżej oczekiwań zaprezentował się również Kubacki. Mistrz świata z Seefeld uzyskał 116 m i wystarczyło mu to na zajęcie 11. lokaty. Najlepiej z biało – czerwonych spisał się Piotr Żyła, który po drugim równym skoku na 128 m, objął w tamtym momencie pozycję wicelidera, a ostatecznie zajął 5. miejsce.

Zwyciężył bezapealcyjnie Markus Eisenbichler, który uzyskał w drugiej serii 134 m i wyprzedził w klasyfikacji generalnej zawodów rodaka Karla Geigera i Daniela Hubera z Austrii.