REKLAMA

Przyzwyczailiśmy się do tego, że polskie zespoły odpadają w bardzo wczesnych fazach europejskich pucharów. Na razie sytuacja ta nie prezentuje się najgorzej, ale wiemy, że na pewno w tym sezonie nie zobaczymy naszej drużyny w Champions League.

Koniec marzeń o Lidze Mistrzów

Legia walczyła, lecz nie miała pomysłu. Cypryjczycy, a w zasadzie zawodnicy z cypryjskiego klubu, dowodzeni przez byłego szkoleniowca „Wojskowych” Henninga Berga odrobili swoją pracę domową i pozbawili warszawian wszelkich atutów. Norweg doskonale wiedział jak zagrają gospodarze. Wysoki pressing na piłkarzach Legii wymuszał błędy podopiecznych Aleksandara Vukovicia, którzy oddawali piłkę raz za razem rywalom. Do momentu czerwonej kartki Igora Lewczuka warszawianie prezentowali się solidnie w obronie, a następnie swoją klasę musiał pokazać Artur Boruc. Nie pomogła dzielność „Wojskowych”, ani wprowadzeni na murawę piłkarze w osobach Jose Kante czy Bartosza Kapustki. Widać, że mistrzowie Polski nie są jeszcze w optymalnej dyspozycji, bowiem ta ma przyjść dopiero na jesieni. Oby do tego czasu tylko podopieczni Vukovicia nie pożegnali się z eliminacjami do europejskich pucharów. Na razie marzenia o Champions League muszą przełożyć o rok.

Pozytywne zaskoczenie Piasta

W lidze zaliczyli falstart, ale w meczu z Dinamem Mińsk pokazali, że był to przypadek przy pracy. Najpierw klasę z rzutu wolnego pokazał Patryk Lipski, a następnie swój potencjał strzelecki pokazał Jakub Świerczok. Sprowadzony z Łudogorca napastnik mógł mieć większy dorobek zdobytych bramek w tym spotkaniu, ale zmarnował dwie świetne szanse. Widać, że nowe nabytki nie potrzebowały dużo czasu, by dać coś extra zespołowi i się zaaklimatyzować, jak to często się mówi w przypadku polskiej piłki. Podopieczni Waldemara Fornalika wcale nie byli upatrywani w roli pewnych faworytów do awansu do drugiej rundy. Tym bardziej, że Dinamo było w połowie swojego sezonu ligowego. Piast jednak pewnie pokonał zawodników z Mińska, a w „nagrodę” może zagrać m.in. z Tottenhamem Hotspur, którego szkoleniowcem jest słynny Jose Mourinho.

Cracovia nie sprawiła „cudu”

Już po losowaniu było wiadome, że w pierwszej rundzie Ligi Europy najtrudniejsze zadanie czeka na popularne „Pasy”. Cracovia musiała się zmierzyć z utytułowanym zespołem Malmö. Jeżeli Michał Probierz miał jakiś plan taktyczny na mecz ze Szwedami to legł on w gruzach po 23 sekundach w momencie strzelenia bramki przez gospodarzy. Krakowianie byli bliscy wyrównania, lecz sędzia nie uznał bramki strzelonej przez Jablonsky’ego, gdyż wcześniej obrońca „Pasów” faulował. Drugi gol zdobyty przez Malmö rozstrzygnął sprawę awansu. Niemniej podopieczni Michała Probierza zostawili po sobie najlepsze wrażenie ze wszystkich polskich zespołów, mimo że mierzyli się z najtrudniejszym rywalem.

Plan wykonany

Na papierze najłatwiejsze zadanie mieli piłkarze Lecha Poznań. „Kolejorz” mierzył się z totalnym nowicjuszem na arenie międzynarodowej – łotewską Valmierą. Poznańscy gracze męczyli się niemiłosiernie ze słabszym rywalem, ale sprawę awansu zapewnili im napastnicy – Mikael Ishak i Filip Szymczak. Widać, że „lokomotywa” Lecha się dopiero rozpędza, a to co najlepsze ma dopiero nadejść. Pytanie jednak czy w stolicy Wielkopolski będą jeszcze Kamil Jóźwiak, Jakub Moder i Filip Marchwiński, bowiem zakulisowe rozmowy z potencjalnymi kupcami już trwają. Podopieczni Dariusza Żurawia będą w drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy rozstawieni, więc teoretycznie trafią na łatwiejszego rywala.