REKLAMA

W ostatnią niedzielę trafiłam na „niedzielny” obiad do jednej z podwłocławskich restauracji. Byłam już tam parokrotnie zarówno przed jak i po zmianie nazwy z „Bar na Zakręcie” na „Bistro Rondelek”. Zmiana nazwy pociągnęła za sobą zmianę wystroju lokalu i przy okazji menu.

Z karty wynika, że menu jest dość bogate w ilość potraw oferowanych przez restaurację. I wydają się po nazwach być ciekawe. Chciałam skonsumować swój obiad w niedługim czasie i zależało mi na w miarę sprawnym podaniu. Stąd pomyślałam, że spałaszuje jednego z oferowanych burgerów. A oferta wydaje się być zacna. Zamówiłam burgera „Mike” w zestawie w cenie 28,00 zł za zestaw. I już dawno, tak kulinarnie się nie zawiodłam…

Burger zamówiony w zestawie z frytkami i napojem. Najpierw trafił do mnie na stół burger, którego kotlet ociekał dosłownie tłuszczem. Smakowo nie był najgorszy, ale powiem szczerze ilość tłuszczu, która spływała z kawałka kurczaka, nie wyglądała apetycznie i z pewnością nie była zdrowa co dał mi odczuć później mój żołądek. Ser cheddar, który ponoć był w tym burgerze zgodnie z tym co w menu, nie wyglądał mi na ser tego rodzaju. Burger podany był na małej, wyglądającej jak „paleta”, podkładce, która w przypadku burgera nie mogła się sprawdzić. Ze względu na jego wielkość, jedzone kawałki trafiały na stół, a nie na podkładkę, stąd konieczne było poproszenie obsługi o talerz.

No i te frytki, które pomimo tego, że w zestawie to trafiły na mój stół ok 5 minut po tym jak dostałam burgera. Burger tracił w między czasie swoją temperaturę, stąd zaczęłam go jeść gdy frytek nie było widać „na horyzoncie”. Kiedy trafiły na mój stolik okazało się, że jest to olej we frytkach, a nie frytki w oleju. Nie dało się ich zjeść…

Drodzy Kucharze z włocławskich i podwłocławskich restauracji. Nie idźcie tą drogą. To jest droga na krótką metę…

Czy wrócę na kolejny posiłek? Wątpliwe…