REKLAMA

Autor: Karolina Klimecka

Moi Drodzy Czytelnicy muszę Wam już na samym początku felietonu powiedzieć, że moje ostatnie wrażenia kulinarne po wizycie w Restauracji Warszawska 8 można określić jednym, potocznym zwrotem – „niebo w gębie”. Było smakowo wyjątkowo, pysznie i życzę sobie i Wam takich doznań na języku codziennie. Powiem nawet, że było przepysznie! Kucharzu, który wykonywałeś ten posiłek, jesteś Wielki!

A co tak bardzo mi smakowało? Danie o nazwie Burrito chicken. W sumie ta nazwa mówi niewiele. W skład wchodzi, zgodnie z tym co podaje restauracja: boczniak, papryczki jalapeno, szpinak, frytki i sos. I to też niewiele z informacji, choć już „lekko” rozjaśnia smak potrawy.

Powiem Wam szczerze, że jak spojrzałam na skład, to trochę mnie te boczniaki wystraszyły. Mówię sobie „boczniaki przy burrito? To będzie jakiś niewypał!” Boczniaki okazały się „wodą” na ogień spowodowany papryczkami jalapeno. Nie będę ukrywać, że na standardy smakowe podawane w restauracjach, potrawa jest bardzo pikantna. Nawet osoba u której składałam zamówienie zwracała mi uwagę, że danie zawiera w sobie te ostre papryczki. Nie jest to zatem danie dla każdego. Nie lubicie pikantnego, to nie zamawiajcie, bo zapewne nie będzie Wam smakować.

Skład komponuje się idealnie. Frytki grube czyli takie jak lubię. Restauracja mogłaby dokładać trochę więcej jasnego sosu w pojemniczku, gdyż dla mnie za malutko. Poza tym nie mam zastrzeżeń 😉

No i cena – tylko! 22,00 zł. Bajka!

I na koniec muszę powiedzieć Droga Restauracjo, że macie fajną dziewczynę obsługującą klientów o imieniu Marta. Na następny raz już obiecuję, że na deser dam się namówić 🙂