Smaki Włocławka czyli moja subiektywna podróż po tym co serwują we włocławskich restauracjach – felieton Karoliny Klimeckiej

Restauracja Zebra znajdująca się na ulicy Broniewskiego, to świetna restauracja, która w swojej ofercie ma nie tylko dobre jedzenie, ale też od czasu do czasu organizuje wieczory z artystami czy chociażby takie, w trakcie których można popróbować różnych win. Myślę, że ofertę restauracyjną mają ciekawą (i do tego często zmienianą), stąd od czasu do czasu warto do nich wpaść, na chociażby obiad.

Zajrzałam tam jakiś czas temu i tak jak pisałam we wcześniejszym felietonie, makaron z masłem orzechowym to przednie danie, rozpływające się w ustach i genialnie wykonane. Nauczona dobrym doświadczeniem postanowiłam i tym razem zamówić makaron, wcześniej jednakże zdecydowałam się na zupę.

Pogoda jesienno-zimowa nie rozgrzewa, a pyszna i gorąca zupa jak najbardziej. Zjeść dobrą zupę w naszym mieście, to naprawdę wyczyn i przyznam się szczerze, że to jest powód dla którego rzadko zamawiam, będąc w restauracjach. Nie ma to jak zupa robiona w domu – idealna w smaku, bo niczego się do niej nie żałuje. I zawsze jest nasza, domowa.

Ale tym razem postanowiłam iść na przekór przekonaniom i przyzwyczajeniom i zamówiłam zupę pod postacią włoskiego kremu pomidorowego – wersja do zjedzenia nawet dla vegan, jak się zamówi bez śmietany. Jak podaje menu restauracji to „aromatyczny krem z pomidorów, marchwi, selera, pora, cebuli i bazylii, podawany z kleksem śmietany”. Cena 12 zł. Porcja nie do przejedzenia.

Powiem szczerze, że dawno tak dobrej zupy, we włocławskiej restauracji, nie jadłam. Dobór składników idealny. Zupa była kwaśna, rozgrzewająca i gęsta. Czuć, że składniki podane w menu, rzeczywiście się tam znajdują. Kucharz nie żałował warzyw, a zupa jest gęsta właśnie z tego powodu. Pyszny smak dopełniała śmietana. Szczerze to chciałam, żeby ta zupa nigdy w talerzu się nie kończyła. Była naprawdę rewelacyjna. I chciało się na koniec wylizać talerz.

Jako drugie danie oczywiście makaron. Ostatnio się nie zawiodłam. Jak było tym razem?

Pani z obsługi namówiła mnie na „Pesto Trapanese” (też info, że dla vegan) czyli jak mówi menu restauracyjne „niebanalne spaghetti z pesto na bazie migdałów, pomidorów, czosnku i bazylii dla miłośników niecodziennych smaków”. Cena porcji 22 zł. Też nie do przejedzenia.

Pani obsługująca polecając mówiła, że pikantne. I rzeczywiście było. Tylko pikantne. Nic więcej poza tym, nie było w tym daniu czuć. Jem często dania gdzie ilość ostrych przypraw jest spora. Nie boję się pieprzu czy ostrej papryki, a w domu mam przyprawy pochodzące z Bliskiego Wschodu, gdzie tylko pikantne dania się podaje. Tu jednakże zabrakło tego czegoś więcej. Zabrakło dodatkowego smaku, który mógłby charakteryzować tą potrawę. Straszna nuda smakowa. Smakowo nijakie. Danie, podane jak zawsze pięknie, ale ja już drugi raz się nie skuszę. Zebro, wolę zdecydowanie makaron z masłem orzechowym!

Salon materacy Włocławek