REKLAMA

Wojna między Azerbejdżanem i Armenią wchodzi na kolejny poziom. Dziś, 29.09, ministerstwo obrony Armenii podaje, że turecki F-16 zestrzelił ich samolot myśliwski SU-25, a pilot zginął.

Turcja i Azerbejdżan zaprzeczyły tym informacjom. Turcja i Azerbejdżan są bardzo bliskimi sojusznikami, gdzie Turcja w pełni poparła odbicie Górskiego Karabachu od nieuznawanego państwa o tej samej nazwie.

Górski Karabach jest terenem oficjalnie azerskim, który jest okupowany przez siły etnicznie ormiańskie od 1994 roku i przez Azerbejdżan uznawany za okupowany przez Armenię.

Wojna między obiema stronami wybuchła jeszcze w czasie przynależności obu krajów do ZSRR. Ormianie żyjący na tym terenie, rozpoczęli działania przeciw ludności azerskiej, co doprowadziło do masowych wysiedleń. Działania zbrojne nigdy nie zostały całkowicie zakończone, a oba państwa pozostają ze sobą w stanie wojny.

Ludność Azerbejdżanu jest etnicznie bliska Turkom, a samo państwo uznawane za bratnie przez Turków. Jest to jedno z państw, które prezydent Turcji, Recep Erdogan uznaje za swoją strefę wpływów. Erdogan od pewnego czasu jest w stałym sporze z Rosją, która z przeciwnej strony ma taki stosunek do Armenii jak Turcja do Azerbejdżanu.

Przypomnijmy, że oprócz kwestii geopolitycznych i etnicznych, istnieje także spór religijny, gdzie Armenia i Rosja są chrześcijańskie, a Turcja i Azerbejdżan muzułmańskie. Turcja wykorzystuje tę kwestię do ściągania dżihadystów z Syrii o których można też mówić już de facto jako o najemnikach, ponieważ Turcja wysłała ich nie tylko do Azerbejdżanu, ale także do Libii.

Innym ważnym wydarzeniem z dzisiejszych walk, jest raportowany z Armenii atak na miasto Wardenis, które leży już w samej Armenii, a nie w Górskim Karabachu.

Gdyby okazało się ono prawdą, podobnie jak zestrzelenie Su-25 na terenie Armenii, ta miałaby prawo wezwać na pomoc państwa Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, którego głównym podmiotem jest Rosja. Mogłoby to oznaczać bezpośrednie starcie między drugą liczebnie armią NATO i naszym wschodnim sąsiadem. Jest to druga taka groźba w tym roku, po tym jak w lutym tureckie siły ostrzeliwały tereny syryjskie, podczas gdy w tym państwie stacjonowały wojska rosyjskie.

Michał Waliszewski