ŚNŚ – Atak USA na irańskiego generała

0
136

Autor: Michał Waliszewski

W nocy z drugiego na trzeciego stycznia, siły amerykańskie przeprowadziły akcję zabicia m.in. irańskiego generała Kasema Sulejmaniego zwanego „Generałem Cieniem” i dowódcy organizacji paramilitarnej Kata’ib Hezbollah Abu Mahdiego al-Muhandisa. Sulejmani był uważany za twarz walki Iranu z Daesh (ISIS). Irański generał był orędownikiem siłowych rozwiązań wobec protestujących, m.in. podczas protestu studentów w 1999 r. Jeszcze silniejsze protesty w tym państwie odbywają się od listopada 2019 r. w których zginęło około półtora tysiąca ludzi.

Wymiana ciosów

W ciągu ostatniego tygodnia miała miejsce seria wzajemnych uderzeń między Iranem, a USA. Tę fazę konfliktu rozpoczęły ataki na amerykańskie bazy w Iraku w których zginął jeden z kontraktorów Stanów Zjednoczonych. Waszyngton odpowiedział na to uderzeniem wobec ugrupowania Kata’ib Hezbollah, które w przeszłości dokonywało wielu zamachów w Iraku przeciw siłom USA, a wywiad amerykański uznał ich za sprawców tego zdarzenia. Choć media podkreślają głównie kwestię zabicia Sulejmaniego, to nie można pomijać samego faktu spotkania z przywódcą Kata’ib Hezbollahu i jednoczesnym jednym z liderów całej formacji Sił Mobilizacji Ludowej (PMU), ponieważ to ta formacja odpowiada za wtargnięcie do amerykańskiej ambasady w Bagdadzie sprzed kilku dni. 

Bunt na Bliskim Wschodzie

Od wielu tygodni ulice w Iraku, Libanie i Iranie są świadkami masowych protestów. W Iraku celem stał się Iran, a w Iranie promilitarna polityka rządu, która powoduje pogorszenie się poziomu życia ludności. Ostatnia fala niezadowolenia w Iranie rozpoczęła się wraz z podwyżką cen benzyny, która i tak miała pozostać na niezwykle niskich – jak na nasze standardy – poziomach 50 groszy za litr. Dla biednego społeczeństwa jest to zupełnie inna skala (50 do 200% podwyżek), gdzie widzą tylko przerzucanie ciężaru agresywnej polityki panującego reżimu na siebie. Ludność cywilna odbiera to jako kolejny ruch w celu wzmocnienia obecności Iranu na jego frontach wojskowych i politycznych w Jemenie, Libanie, Syrii i Iraku kosztem zwykłych ludzi. W samym Libanie, protesty odbywają się przeciw większości klasy politycznej, ale w praktyce oznacza to oponowanie wobec szyickiej organizacji terrorystycznej Hezbollah, która jednocześnie jest częścią libańskiego rządu i swoistym państwem w państwie mającym własne siły zbrojne i ogromne finansowanie ze strony ajatollahów. 

Ratowanie władzy

Kolejne karty wypadają z irańskiej talii, a silnego odwrócenia trendu nie widać. Walki na ulicach w których miało zginąć nawet 1 500 Irańczyków musiały odbić się w świadomości całego społeczeństwa. Przypomnijmy, że w Polsce podczas całego stanu wojennego z powodów politycznych zginęło zależnie od szacunków od 40 do 80 osób, w ciągu dwóch lat, gdzie górna granica zawierać ma ofiary niewyjaśnionych wydarzeń z udziałem członków opozycji o których wiemy dziś, po prawie 40 latach od tamtego okresu. Tutaj mówimy o protestach, które rozpoczęły się niecałe dwa miesiące temu. Taki akt okrucieństwa, wzbudzi chęć rewanżyzmu na ajatollahach i ich administracji. Już tym razem upadały symbole antyamerykańskie i popierające Chameneiego, a wśród haseł podnoszono m.in. problem finansowania Palestyny zamiast obywateli Iranu. Widać tutaj kalkę z działań Władimira Putina, który wiedząc o nadchodzącym do Rosji kryzysie, postanowił uciec do przodu i zaatakować Krym. Teheran próbuje zaskarbić sobie poparcie ludności kartą geopolityczną, czyli brataniem się z Irakiem i przegnaniem Amerykanów z tego kraju. Powrót tej narracji, pozwoliłby atakować protestujących jako zdrajców, lecz przy zabiciu tak wielkiej liczby własnych obywateli, może odbić się to Chameneiemu czkawką. Ponad 30 lat wcześniej Saddam Hussajn wymordował blisko 100 000 Kurdów, co część krajów uznała za czystki etniczne. Mimo tego jak obecnie USA są odbierane w Europie, Kurdowie lata później podczas obu wojen witali Amerykanów jak wyzwolicieli, dzięki którym dziś mają dobrze prosperującą autonomię na terenach Iraku. Jest to odrębna grupa od tej z Syrii, która nie musi czuć się zdradzona przez USA (jak pobratymcy z Syrian Democratic Forces), a granicząca bezpośrednio z terenami irańskimi. W praktyce oznacza to, że Iran w Iraku musi liczyć się ze starciami swoich milicji nie tylko z samymi Amerykanami, ale potencjalnie także Kurdami. 

Bliska przyszłość

Iran zmuszony jest do reakcji głośnej i zdecydowanej, ale niekoniecznie do otwartej wojny. Ciosy mogą spaść na Saudów, czy Izrael, ale przede wszystkim muszą na USA. Potencjalnie mogą to być ataki na większą liczbę niższych oficerów amerykańskich, uderzenie w transport ropy bez blokowania całej cieśniny Ormuz, czy masowe uderzenia milicji na same bazy. Głośna kontra nie musi oznaczać pełnej wojny, choć ambasador Iranu przy ONZ zgłosił, że Iran rezerwuje sobie prawo do obrony. Te słowa mogą oznaczać chęć Teheranu do przeprowadzenia akcji odwetowej bezpośrednio, a nie przez irackie milicje. USA wydaje się uważać, że to oni odpowiadają na ataki Iranu, ci znowu przedstawiają to dokładnie odwrotnie. W ten sposób populiści po obu stronach oceanu sami nakręcają oczekiwania swoich zwolenników i pchają się ku otwartej wojnie, której najprawdopodobniej nie chce żadna ze stron. 

Materace KOŁO