Obecna jesień przyniosła rozstrzygnięcia wyborcze nie tylko w Polsce. Do wyborów poszli też obywatele m.in. w Hiszpanii. Emocje podnosiła tam przede wszystkim kwestia Katalonii. Poprzedni parlament utrzymał się jedynie niepełne siedem miesięcy z uwagi na kłótnie na lewicy. Obecny jest jeszcze bardziej podzielony.

Społeczeństwo roztrzęsione Katalonią

Wyrok Sądu Najwyższego w Hiszpanii uznający winnymi rebelii dziewięciu polityków katalońskich stał się powodem silnych protestów w Katalonii. Najostrzejsi spośród separatystów dopuścili się aktów przemocy, co wywołało oburzenie w reszcie kraju. Te wydarzenia wzmocniły silnie prawicową partię VOX, która wraz z centroprawicową Partią Ludową odebrały poparcie centrowej Ciudadanos. Lewica w tym sporze minimalnie straciła, co przed rozpisanymi (na żądanie premiera Sancheza) wyborami okazało się być kluczowe.

Niekończące się wybory

Hiszpanie w ciągu 4 lat po raz czwarty oddawali głos w wyborach parlamentarnych. Ostatnio zrobili to w kwietniu. Wtedy zwycięska Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) chciała utworzyć rząd mniejszościowy i uzyskać poparcie skrajnej lewicy z Podemos i partii regionalnych, bez dołączania ich przedstawicieli do rządu. Po kwietniowych rezultatach, socjaliści wzrastali w sondażach i Pedro Sanchez liczył na wzmocnienie się kosztem mniejszych ugrupowań, a tym samym zmianę ich podejścia do kwestii poparcia rządu. Wyrok dotyczący rebelii separatystów i reakcja katalońskiej ulicy przy jego mało zdecydowanej reakcji, odebrał mu brakujące punkty procentowe. Partia Sancheza wygrała wybory z wynikiem 28% wobec kwietniowych 28,7%. Podemos zajęło czwarte miejsce uzyskując 12,8% (14,3% siedem miesięcy wcześniej). Po stronie centrowej i prawicowej poparcie odzyskała chadecka Partia Ludowa zajmując drugie miejsce i zdobywając 20,8% poparcia (wzrost z 16,7%), trzecie miejsce zajęła antyautonomiczna prawicowa Vox z wynikiem 15,1% (wzrost z 10,3%), a Ciudadanos zdobywając 6,8% (spadek z 15,9%) zajęło piąte miejsce. Wynik Ciudadanos jest tym większą porażką, że w liczbie mandatów wyprzedzili ich separatyści katalońscy, którzy uzyskali jedyne 3,6% poparcia. Liberałom dało to 10 mandatów, a separatystom 13. Lewica utraciła część mandatów z uwagi na ordynację, która działała przeciw podziałom. Od dwóch głównych partii odłączyła się nowa siła zbierająca 2% głosów i zdobywająca 3 mandaty. Suma tych trzech partii lewicowych wraz z jedną z partią z jednym mandatem ma dziś 159 mandatów w izbie niższej. W kwietniu mieli 166, przy bezwzględnej większości na poziomie 176 mandatów. Główne partie regionalne miały odpowiednio 15, 7, 6 i 4 mandaty wobec obecnych 13, 8, 6 i 5. To oznacza, że wtedy poparcie największej lub dwóch mniejszych dawało rządy. Dziś potrzebne jest poparcie trzech najsilniejszych, którego wciąż nie ma.

Prawica nabiera pędu

Sanchez przeszarżował, ale jego PSOE tym razem dogadała się z Podemos. Bardziej niż wzrost Vox, podyktowane zostało to bezalternatywnością premiera, który nie może już liczyć na potencjalne dogadywanie się z Ciudadanos. Właśnie to dogadywanie się, sprawiło że Hiszpanie przeciwni separacji Katalonii, czy lewicowej polityce w ogóle, uznali że liberałowie stracili na wiarygodności. Cała hiszpańska scena jest przesunięta w lewo. Miejscowe nacjonalizmy mają właśnie lewicowe kolory, a skrajna prawica podkreśla siłę w jedności państwa mimo iż nawet główny używany język nie jest jeden w całym kraju. Ten paradoks idzie dalej: ludzie obawiając się separatyzmów, wybierają nie tylko prawicę, ale właśnie także skrajną prawicę jako zabezpieczenie ładu, a nie ruch stricte antysystemowy. Co więcej, Vox nie do końca odpowiada temu co poza Półwyspem Iberyjskim rozumie się pod terminem „skrajna prawica”. Przechył w lewo oddziałuje też na nich. Eksperci uznają ich za sprzyjających chrześcijaństwu, ale bardziej neutralnie niż wprost proreligijnie. Vox jest na pewno antyislamski, ale już nie antyimigrancki w pełnym tego słowa znaczeniu. Ich postulatem jest otworzenie się na ludność hiszpańskojęzyczną obu Ameryk. Nie są też wprost antyeuropejscy jak Le Pen i Salvini, raczej eurosceptyczni przy oddawaniu kolejnych uprawnień do Brukseli. Gdybyśmy wrzucili do hiszpańskiej polityki polskie partie, to bliżej by im było do połączonych z Kukiz’15 PSL, niż PiSowi, nie mówiąc o Konfederacji. Vox jest częścią frakcji ECR do której należy PiS i nie wiadomo jakby się zachowywali będąc u władzy, jednak za ich priorytet na pewno można by uznać zakończenie istnienia autonomii regionalnej w całej Hiszpanii. To na tym haśle najwięcej wygrywają i to ono w razie zwiększenia się temperatury konfliktu przyniesie im kolejne zyski. Ironią jest fakt, że czym mocniej Katalończycy będą protestować, tym silniejsze staną się partie które im mogą tylko odebrać część tej niezwykle szerokiej autonomii, którą mają. I ta wizja staje się coraz bardziej realna z każdym samochodem spalonym przez rebeliantów.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek