REKLAMA

Autor: Michał Waliszewski

Jak donoszą miejscowe źródła, w Syrii dziś doszło do dwóch ważnych wydarzeń. 

W ciągu ostatnich godzin, tureckie F-16 miały zestrzelić dwa rosyjskie SU-24. Według tych doniesień, piloci zdołali się katapultować i wylądować na terenach kontrolowanych przez rząd Baszira al Asada. 

Jeśli te wieści się potwierdzą, to wrogość na linii Ankara-Moskwa może się podnieść o kolejny stopień. W tym momencie, nie przewiduje się ataków ze strony Rosjan bezpośrednio na tereny tureckie. Powodem jest strach Kremla przed potencjalną reakcją NATO. O ile bezpośrednia wojna między krajami NATO, a Rosją i jej partnerami wciąż jest poza dyskusją, to ograniczony konflikt na Bliskim Wschodzie z udziałem mocarstw Zachodu zawezwanych przez Turków staje się jedną z możliwych opcji. 

W tej sytuacji Ankara ma wobec Zachodu następujące żądania:

-pomoc gospodarcza

-pełne poparcie dla libijskiego rządu w Trypolisie i ich formacji zbrojnych (GNA)

-uznanie jej zwierzchności politycznej nad Idlibem (region w Syrii)

-przysłanie przez USA systemów rakietowych Patriot

-zamknięcie dla Rosjan i innych sojuszników Asada przestrzeni powietrznej w Syrii

Erdogan jasno żąda od Rosji wycofania się wojsk syryjskich na tereny sprzed ofensywy rozpoczętej w grudniu. Jego kolejne działania wskazują, iż tym razem nie są to tylko puste groźby. Zniszczenia jakich dokonały tureckie drony w SAA (skrót od Syrian Arab Army – siły rzadowe al Asada) są wciąż szacowane, ale w skrócie można je określić jako „ogromne” i „miażdzące”. Mowa o setkach zabitych żołnierzy, stratach w sprzęcie i infrastrukturze, a także co ważne – upadku morale. 

Druga informacja z tego rejonu, jest łamiąca właśnie dla morale żołnierzy Asada. W południowej Syrii, w regionie Daraa, będącym od miesięcy pod kontrolą SAA, podniósł się bunt miejscowej ludności. Przypomnijmy, iż ten region przez dłuższy czas był pod kontrolą rebeliantów. W trakcie kolejnych ofensyw Asada, rebelianci związani z miejscowymi klanami, zgodzili się złożyć broń. Ostatnie problemy gospodarcze zwiększały miejscowe niezadowolenie. Teraz, kiedy armia syryjska wydaje się być w rozsypce, a prezydenta Syrii nie chroni w pełni rosyjski parasol bezpieczeństwa, klany postanowiły przypomnieć o swoim niezadowoleniu. Kolejne miejscowości wypowiadają posłuszeństwo Damaszkowi i określają się jako tereny kontrolowane przez rebeliantów. O największych skupiskach buntu mowa przede wszystkim w kontekście miast Muzayrib i As Sanamayn. Syryjski rząd ma już nie panować nad jedną z ważnych dróg, do miast Tafas i Da’il. Wybuchy słychać także na obrzeżach Damaszku. W ostatnich tygodniach Asad zdobył wielkie połacie terenu w prowincji Idlib. Teraz co kilka godzin otrzymujemy informacje o kontrofensywie i odbijaniu ich przez rebeliantów. 

Do tego momentu nie potwierdziły się informacje o planach oficjalnego wypowiedzenia wojny Syrii przez Turcję. Bierność Rosjan, którzy wczoraj nie strzelali do tureckich dronów, należy rozumieć jak rodzaj próby oddania Erdoganowi prawa do odwetu za śmierć 33 żołnierzy tureckich po ostrzale na ich posterunek w Syrii. Turcja posiada te posterunki na mocy porozumień z Rosją w sprawie zawieszenia broni. Ankara uznaje że grudniowa ofensywa Asada, jest złamaniem tych porozumień. Rosja twierdzi, że Turcja nie miała prawa mieć swoich żołnierzy akurat w tym miejscu. Jednocześnie uznaje się, że Rosjanie wiedziali kogo atakują (oni lub Syryjczycy, nie ma zgodności co do wersji wydarzeń z tego ostrzału).

Rosjanie mogą się obawiać kilku efektów wzrostu napięcia z Turcją:

-wypowiedzenie wojny Syrii przez Turcję, oznaczać może zamknięcie cieśniny Bosfor, między Morzem Czarnym i Śródziemnym także dla statków rosyjskich

-Turcja jest w stanie zamknąć gazociąg Potok, który dostarcza rosyjski gaz na Bałkany

-zbliżające się wybory w Rosji, mogłyby dać przyczynek do protestów opozycji, gdyby Rosjanie zaczęli masowo ginąć w Syrii

-Rosja jest w ogromnych tarapatach finansowych. Turcja liczy, iż Zachód jej pomoże jeśli weźmie na cel wrogów USA i Ukrainy, czyli Rosję, a potencjalnie także odnogi sił irańskich reprezentowanych przede wszystkim przez libański Hezbollah. Rosja nie ma takiego partnera gospodarczego. Do takiego statusu najbliżej jest Chinom, którym z racji koronawirusa grozi czasowa zapaść gospodarcza. 

Nie jest jasne co jest granicą działania dla Erdogana i Putina. Nie jest też pewne, czy spełnienie oficjalnych postulatów zakończyłoby obecną fazę konfliktu. 

Trzeba pamiętać, iż konflikt turecko-syryjski, w którym Rosja udziela poparcia Damaszkowi, jest pełen fake newsów, które służą jako część wojny propagandowej między Turcją i Rosją. Z dość dużym przekonaniem można mówić jako o fakcie o zdarzeniach z ostatnich dni, ale trzeba mieć dużą rezerwę do wiadomości z ostatnich godzin. Nie jest w pełni wiadomym, czy np. rebelianci przejęli miasta w regionie Daraa. Dość pewnym jest, że podnieśli bunt, ale ich własne oświadczenia mogą mieć na celu wywołanie podobnych rebelii w innych częściach kraju.