REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Pamięć i złożona struktura ludzkiego mózgu są prawdopodobnie najdoskonalszymi naturalnymi tworami na tej planecie i w tej galaktyce. Choć ostatnie badania dowodzą, że w obrębie naszej galaktyki może znajdować się nawet ponad trzydzieści nieznanych nam w formie i stopniu rozwoju form życia, to pozostajemy nadal Wybrańcami gwiazd. Choć jedne matematyczne teorie wskazują konkretne liczby możliwych pozaziemskich światów, a inne pomagają tłumaczyć wszystko i nic jednocześnie złożonym mechanizmem entropii, która dążąc do rozpadu materii dała tej materii przypadkowe w gruncie rzeczy życie, to nadal nie mamy pewności czy rzeczywiście Wybrańcami jesteśmy. W czym przejawia się niezwykłość i geniusz ludzki? W pamięci.

Pamięć jest nośnikiem cywilizacji, jej sukcesów i porażek, pomysłów i największych błędów. Zapisem rozwoju i kartą hańby, dziennikiem podróży i cmentarzem zapomnianych wspomnień, fabryką jutra i śmietnikiem historii. Człowiek ma w swej naturze notoryczne powtarzanie tych samych błędów, bowiem rodząca się istota nie ma pojęcia skąd przyszła, gdzie jest, ani dokąd zmierza dopóki ktoś starszy nie wytłumaczy złożoności i natury ludzkiego życia. Czerpanie z doświadczenia poprzednich pokoleń przez wieki było sensem rozwoju cywilizacji, a im bardziej ona się rozwijała, tym głębiej sięgała ludzka pamięć i utrwalała się bardziej na coraz to doskonalszych nośnikach.

Niezmiennie z pamięcią wiąże się również starość. Następuje ona wtedy, kiedy uświadamiasz sobie, że wszystko co było dla Ciebie cenne i niezwykłe wydarzyło się ponad 20 czy 30 lat temu. Nie mam tu na myśli skoków Adama Małysza, ani zamachów z 11.09.2001r, ale bardziej przyziemne i błache sprawy – na przykład wybory. Moja pamięć, jak i wszystkich ludzi rozwijała się tak, że do pewnego momentu życia nie pamiętam nic, potem strzępy i urywki, póżniej już wszystko, a teraz o wielu chwilach chciałbym zapomnieć mniej lub bardziej i boję się czasów, kiedy ze starości zacznę zapominać to, czego bym nie chciał zapomnieć nigdy. Poza zabawami na podwórku pamiętam jak mój brat rozbił sobie nos o słupek w ogrodzie (Ja miałem wtedy niecałe dwa lata i pamiętać tego nie mam prawa w sensie ścisłym, a On ma do dziś nos krzywy jak bokser 🙂 ). Poza strzelaniem z karabinów zrobionych z patyków w pobliskim lesie pamiętam wydarzenie, które dopiero po latach potrafiłem umiejscowić w czasie (poza Barceloną ’92, tam były plakaty z rocznikiem Olimpiady), a były to właśnie wybory. Pamiętam jak mój tata w imieniu całej rodziny odświętnie ubrany szedł gdzieś, nie wiedziałem gdzie, a mama poprawiając mu krawat powiedziała: „Tylko pamiętaj, żeby głosować na Wałęsę!” To był rok 1995, a z tego co okazało się potem, tata ówczesnemu prezydentowi pomóc nie zdołał. Zapamiętałem to wydarzenie tylko z jednego najważniejszego dla procesu „pamiętania” powodu – bo łączyło się z emocjami. Wiedziałem i rozumiałem emocje, jakie towarzyszyły temu aktowi głosowania, które wtedy miało charakter honorowy, szlachetny i patriotyczny. Prezydent był kimś wyjątkowym i trzeba było okazać mu wsparcie – rozumiałem to, czułem to. Tak zapamiętałem i tak utrwaliła się w mojej głowie potrzeba oddawania głosu wyborczego.

Jacek Dukaj jest obecnie jednym z najbardziej cenionych autorów fantasy na świecie, a to za sprawą popularności jaką zyskał przy okazji serialu „Kierunek Noc” Netflix’a. Został on nakręcony na podstawie książki „Starość aksolotla”, która opisuje zagładę ludzkości za sprawą nadaktywności słońca, a możliwość jej przetrwania widzi w przeszczepieniu ludzkiego umysłu, pamięci i duszy do świadomości cyfrowej. Odkrywając na nowo Dukaja odkryłem również Tomka Bagińskiego, którego twórczość wywarła wielki wpływ na polską kinematografię i animację za sprawą jego nominowanej do Oscara krótkometrażowej „Katedry”. To również ekranizacja fantasy Dukaja. Kolejny przykład ganiuszu mistrza Jacka i techniki Tomka (obaj Panowie współpracują obecnie przy większości produkcji) to minianimacja Europejskiej Agencji Kosmicznej „Ambicja”, w której w rolę mistrza szkolącego uczennicę w kosmosie wciela sią sam Aiden Gillen znany z roli Littlefingera w „Grze o Tron”.

Pamiętam Atlante ’96, bo Barcelona nie zachowała się w mojej pamięci jednak słabo. Atlanta nauczyła mnie miłości do lekkiej atletyki i prawdziwego sportowego patriotyzmu. Od tamtej pory uwierzyłem, że trzeba być dumnym z tego, że jest się Polakiem i uniwersalny patriotyzm stał się nieodłącznym elementem mojego charakteru. Pamiętam, jak czytając kiedyś Wyborczą natrafiłem na artykuł o super nowoczesnych telefonach komórkowych w Japonii. to było w okolicach 2000r. kiedy szczyt popularności zaliczała Nokia 3310, a Ja czytałem o dziwnym sprzęcie, który nie ma nawet przycisków, łączy się z internetem zastępując komputer i odtwarzacz mp3 nawet, bo ma tak dużą pamięć. Nowe telefony w końcu do nas również dotarły, ale Nokia nie wylądowała na śmietniku historii, a w muzeum telekomunikacji.

Aksolotl jest przechodnią formą salamandry meksykańskiej, a jego niezwykłość polega na tym, że w fazie larwy osiąga dojrzałość płciową przez nadmierny rozrost narządów. Efekt uboczny jest taki, że nigdy nie osiąga dojrzałości faktycznej, nie zostaje salamandrą, pozostaje aksolotlem. Jacek Dukaj przywołał w „Starości aksolotla” motym przejścia, przeobrażenia jednego gatunku w drugi z katastroficzną wątpliwością powrotu do formy właściwej – dorosłej i pełnej. Aksolotl u Dukaja jest tworem zastępczym pozwalającym przetrwać apokalipsę i dającym złudne nadzieje na dotrwanie szczęśliwego końca. Po wielu latach od Atlanty dowiedziałem się, że moja mityczna Olimpiada została kupiona przez Coca Colę i była niczym więcej jak największą w historii sportu reklamą firmy, która chciała pochwalić się swoją wielkością i bogactwem organizując igrzyska. Dziękuję Nomi Klein! Po latach dowiedziałem się również, że Prezydent Wałęsa niekoniecznie zasłużył na swoje uwielbienie, a jego rywal okazał się najlepszym Prezydentem RP po ’89 roku.

Pamiętam jeszcze jeden artykuł. Czytałem w nim o pewnym czarnoskórym senatorze z Illinois w USA, który co prawda jest najzdolniejszym absolwentem Harvarda w dziejach, ale nie ma zbyt dużych szans w wyborach prezydenckich, no ale ciekawostką jest fakt, że na swoją kampanię zebrał już ponad 30 mln USD i to w Internecie! Artykuł zakładał, że senator Obama nie ma szans na prezydenturę, a sprawował ten urząd przez dwie kadencje, został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla za swoją działalność społeczną i za to, że jako pierwszy czarnoskóry Amerykanin został Prezydentem USA (jako hołd dla dr Martina Luthera Kinga, czarnoskórego Pokojowego Noblisty zastrzelonego za walkę o równouprawnienie). Pamięć przechowuje obrazy i zdarzenia.

Zaczyna się właśnie lato w Polsce, lato 2020 roku i chciałbym, żeby to lato nie było zapamiętane jako to, które przyszło w trakcie epidemii, gdzie po przekładanych wyborach wygrywa je człowiek walczący z ostrym cieniem nieokreślonej mgły i toczący akademickie spory o to, czy ideologia to ludzie, a ludzie wyznający ideologię nie mają z nią nic wspólnego. Sic! Prezydent Andrzej, nawet rapujący, nie jest i nigdy nie będzie Barackiem Obamą, którego wszyscy kochali i szanowali jak mędrca walczącego o ideologię, w którą wierzył całe życie. Andrzej Prezydent jest bardziej aksolotlem, który przedwcześnie osiągnął dojrzałość polityczną i nie może zrobić nic więcej jak tylko być wykorzystanym do rozmnażania partyjnych przekonań, nie będąc nigdy samodzielnym i dorosłym politycznym organizmem. Andrzej nie jest Aleksandrem, nie jest też Lechem, nie będzie najlepszym prezydentem do tej pory i nie będzie najtragiczniej zmarłym, bo i mgła jest chyba za mało ostra. O ile nie wyląduje na śmietniku historii w tej samej szufladzie z Trumpem, to raczej pomników się nie doczeka. Pamięć wszystko zweryfikuje i pokaże za wiele lat jak wygląda Jego starość aksolotla.