REKLAMA

Autor: Maciej Grudziński

Świat nadal walczy z pandemią. Wiele branż stawia po woli pierwsze kroki w sektorach, które uległy odmrożeniu. Ale są i takie, których globalny zasięg sprawia, że nie da się ich reaktywować z dnia na dzień i tylko w jednym rejonie świata. Takim monolitem jest kinematografia, której spoiwem i kołem zamachowym jest jej popularność i rozpoznawalność na świecie. Z powodu lockoutu większość światowych produkcji, festiwali i premier zostało wstrzymanych. Nie odbył się również zaplanowany na maj 73. Festiwal Filmowy w Cannes, jednak organizatorzy znależli świetne wyjście z sytuacji i postanowili ogłosić oficjalną Selekcję Filmów, które zakwalifikowali do Konkursu Głównego. Takim sposobem spośród ponad 2 tyś. produkcji, które udało się ukończyć przed nadejściem wirusa wyłoniono kilkadziesiąt. Sensacją jest fakt, że w tym gronie znalazł się najnowszy film polsko-szwedzkiego twórcy Magnusa von Horna „Sweat”.

Magnus jest scenarzystą i reżyserem, absolwentem Łódzkiej Szkoły Filmowej, a obecnie także jej wykładowcą. Zadebiutował powstałym w 2015r. pełnometrażowym filmem „Intruz”, który przyniósł mu wiele nagród i wyróżnień na licznych festiwalach: wyróżnienie specjalne w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych na festiwalu OFF CAMERA 2016; Wielki Jantar 2016 w Konkursie Pełnometrażowych Debiutów Fabularnych na festiwalu Młodzi i Film; Nagroda im. Krzysztofa Krauzego przyznana przez Gildię Reżyserów Polskich w 2016; Nominacja do Złotego Lwa i udział w Konkursie Głównym; Nominacja do Orła 2016 w kategorii Reżyseria oraz Odkrycie Roku za Reżyserię. Drugi film czyli „Sweat” von Horna ląduje już w Selekcji Cannes 2020 obok dzieł Wesa Andersona, Ozona, Vinterberga i Steve’a McQueen’a!

Samo dotarcie tak daleko jest gigantycznym wyróżnieniem i zwróceniem uwagi na polskie kino, które cały czas od wielu lat szuka szerokiej publiczności i to z powodzeniem – co jest obecnie kwestią „być albo nie być” dla wielu twórców znad Wisły. Sama dotacja z PISF-u nie wystarczy. Szeroka publiczność szuka natomiast polskiego kina i tego właśnie stylu. O czym właściwie jest „Sweat” i nad czym trzeba się tam nieżle napocić? Film opowiada historię influencerki fitness, która w kilka dni musi zmienić swoje podejście do życia i otaczającej ją rzeczywistości. Świat, w którym żyje jest tak naprawdę nieprzyjazny i pełen fałszywych przyjaciół, a kilkadziesiąt tysięcy lików nie przekłada się na poprawę nastroju i wygranie z samotnością. Obraz pokazuje w charakterystyczny dla von Horna sposób świat znanych, młodych i lubianych z Insta i YouTuba, gdzie rządzą sponsorzy i marketing, a gwiazda jest jedynie produktem.

Cieszmy się, że „Sweat” tak świetnie wpisuje się w obecny nurt promocji polskiego kina na świecie. Ostatnie produkcje Netflixa z polską obsadą dokładają kolejną cegiełkę do tego ogromnego gmachu polskiej kinematografii i obyśmy znowu za kilka lat zbierali z tego słodkie owoce. Polecam „Intruza”, „Sweat”, „Kierunek Noc” i „W głębi lasu” na podstawie bestselleru Harlana Cobena, których widzów liczymy już w milionach!