Na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego, telewizje i stacje radiowe mówią nam podobne rzeczy, a przy tym umyka im kilka ważnych kwestii ich dotyczących. Obywatel często nie wie dlaczego ma iść na te wybory. Trzeba więc rzucić na nie trochę światła.

O co ta walka? 

Na wstępie, muszę nie zgodzić się częstymi opiniami, iż Parlament Europejski nie ma władzy i rządzi bliżej niesprecyzowana „góra”. PE właśnie ustala kto jest na tej górze. Ta góra, to czołowi politycy swoich krajów, którzy mają siłę sprawczą co do tworzenia prawa. Prawo w UE jest ustalane na mocy porozumień między Komisją Europejską, Radą Europejską i Parlamentem Europejskim. Członkowie RE to prezydenci, premierzy, czy kanclerze, a KE to przedstawiciele rządów, których jednak uprzednio musi zaakceptować Parlament Europejski. To PE zadecyduje kto zostanie dopuszczony do najważniejszego ciała Unii. W błędzie jest ten, kto myśli że jest to jedynie pewien ceremoniał, czy akt bez znaczenia. Otóż w drodze rozmów 5 lat temu było wiadomo, że pierwsze wybory premiera Orbana na stanowisko komisarza nie przejdą przez PE. Skąd? Gdyż wiadomo kto rządzi Parlamentem Europejskim: najsilniejsze frakcje. To one były stroną do negocjacji dla premiera Węgier w tej sprawie. Dziś jedyną stabilną większość posiada porozumienie EPP i S&D, czyli odpowiednio: chadeków i socjalistów. Centroprawica i centrolewica są skazane na współpracę, podział stanowisk, kierowanie główną myślą jaka przyświeca Unii, jednak ograniczone o postulaty drugiej strony. W ten sposób powstał balans między polityką konserwatywną finansowo i centrową światopoglądowo, a tą socjaldemokratyczną w obu tych wymiarach. To te wybory zadecydują o tym, czy szefem Komisji Europejskiej będzie kandydat socjalistów Frans Timmermans, czy chadeków – Manfred Weber. W Holandii wybory już się odbyły i według sondaży exit polls, wygrała je partia Timmermansa co uwiarygadnia jego szanse w tym starciu. Holenderski polityk zabiega o wstąpienie w szeregi socjalistów greckiej Syrizy, która przeszła przez ostatnie lata na bardziej centrowe pozycje. To są dwie różne wizje Unii, to są dwa różne podejścia. Obywatele Unii często nie doceniają tego jak ważne są te kwestie, ale wystarczy zobaczyć jak głośnym echem podczas tej kadencji odbiła się kwestia porozumienia handlowego z Kanadą, czy Japonią. To PE je zatwierdza, to PE wybierze kolejną Komisję, która będzie odpowiadać za negocjacje z kolejnymi krajami. Negocjacje mają to do siebie, że obie strony muszą ustąpić z różnych punktów, a tym samym to kto negocjuje i jakie ma na nie zapatrywania,powoduje wybór punktów z których będzie rezygnował. 

Kto walczy

W Parlamencie Europejskim istnieją frakcje partyjne, które składają się z partii danych krajów. Od największej:

EPP – chadecy, umiarkowana prawica, prounijna, najbardziej znani politycy to m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel, szef KE Jean Claude Juncker, przewodniczący RE Donald Tusk, czy kanclerz Austrii Sebastian Kurz, polskie partie: PO, PSL. 

S&D – socjaldemokraci, umiarkowana lewica, prounijna, wiceszef KE Franz Timmermans, premier Hiszpanii Pedro Sanchez, premier Portugalii Antonio Costa, polskie partie: SLD i prawdopodobnie Wiosna

ECR – konserwatyści, prawica, umiarkowanie eurosceptyczna, odchodząca premier Wielkiej Brytanii Teresa May, prawdopodobnie niedługo Thierry Baudet walczący o prym sondażach w Holandii z partii FvD, polskie partie: PiS

ALDE – liberałowie, centrum, prounijna, premier Holandii Marc Rutte, premier Belgii Charles Michel, premier Czech Andrej Babis, a prawdopodobnie wkrótce także prezydent Francji Emmanuel Macron, polskie partie: Nowoczesna

Greens-EFA – zieloni, lewica, prounijna, prezydent Austrii Alexander Van der Belen, przewodniczący niemieckiej partii Zielonych Annalena Baerbock i Robert Habeck, polskie partie: Partia Zieloni

GUE/NGL – socjaliści i komuniści, skrajna lewica, umiarkowanie antyunijna, premier Grecji Alexis Tsipras, były kandydat na prezydenta Francji Jean-Luc Melenchon, polskie partie: prawdopodobnie Razem

EFDD – partia protestu, sojusz skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, od umiarkowanego po skrajny eurosceptycyzm,przewodniczący lewicowego Ruchu 5 Gwiazdwspółrządzącego Włochami Luigi Di Maio, przewodniczący prawicowej Partii Brexit Nigel Farage, polskie partie: Kukiz’15

ENF – nacjonaliści, skrajna prawica, skrajnie antyunijna, przewodniczący skrajnie prawicowej Legi współrządzącejWłochami Matteo Salvini, była kadydatka na prezydenta Francji Marine Le Pen, przewodniczący holenderskiej PVV Geert Wilders, polskie partie: KNP

Socjaliści z uwagi na możliwe dołączenie Syrizy i Wiosny nie są bez szans w starciu z chadecją, szczególnie że tym razem wg sondaży, S&D i EPP same nie osiągną wystarczającego wyniku by móc rządzić. W praktyce dobiorą najprawdopodobniej ALDE z którą już silnie współpracują, jednak wśród opcji pozostają też coraz silniejsi w Niemczech Zieloni. Te grupy mogą być bliższe kandydatowi socjalistów, niż chadeków. Wbrew głosom podnoszonym przez polityków PiS, ECR nie jest realnie brany pod uwagę. 

Jaka jest w tym rola polskiej partii rządzącej

Mariaż EPP i S&D z ECR jest prawie niemożliwy, a głosy z PiS mówiące o czymś przeciwnym są jedynie przysłowiową kiełbasą wyborczą, gdzie politycy partii rządzącej Polską,próbują stworzyć wrażenie przed Polakami iż mogą się liczyćw walce o najwyższą stawkę. Dlaczego jest małoprawdopodobny? Z szeregu powodów. 

Po pierwsze, ECR jest frakcją eurosceptyczną i należą do nich także partie nacjonalistyczne jak kontynuatorka postfaszystowskiego ugrupowania Ludzie Wolności, czyli Bracia Włosi. To jest dla wielu polityków, szczególnie lewicy, nie do przyjęcia. 

Po drugie, ta frakcja ulega rozpadowi. Finowie i Duńczycy odchodzą do frakcji tworzonej przez Salviniego, która ma połączyć wszystkie partie antyunijne w jedną frakcję. Brytyjska Partia Konserwatywna, która stanowiła prawie 1/4 siły ECR najprawdopodobniej już sromotnie przegrała te wybory, gdyż w Wielkiej Brytanii odbyły się one w czwartek. Torysi widząc prawdopodobne rozmiary porażki pogłębili wewnętrzne spory, czego efektem jest dymisja premier May ogłoszona podczas bardzo emocjonalnej konferencji prasowej. 

Po trzecie, jeśli część działaczy EPP dopnie swego i Fidesz Orbana opuści frakcję, to zapewne dołączy właśnie do ECR, co będzie powodować dodatkowe tarcia między frakcjami. Jednocześnie Orban jest jedyną nadzieją PiS na przetrwanie ECR w obecnej formie, gdyż cały obóz stoi w rozkroku i nie ma jasnej wizji dla Unii Europejskiej. Salvini w sposób jednoznaczny opowiada się przeciw Unii, jest przyjacielem Moskwy (podczas wizyty w Rosji ubrał nawet koszulkę z wizerunkiem Władimira Putina) i widzi przyszłość w głębszej współpracy wielkich krajów UE z potęgami światowymi pomijając Wspólnotę. Macron, Merkel, czy Timmermans w sposób jasny dążą do pogłębiania integracji, by wykorzystać znacznie silniejszą pozycję całej UE w rozmowach z partnerami. Mogą też podeprzeć się przykładem Wielkiej Brytanii, która widzi jak gorsze warunki są jej przedstawiane przez Japonię, czy jak mniej liczy się dla Donalda Trumpa, który widzi konkurentów w postaci Chin, Rosji i UE, co znając prezydenta USA jest de facto pokazaniem z kim on się naprawdę liczy. Wielkiej Brytanii w tym gronie nie było. Pomiędzy tymi wizjami jest PiS/ECR, który mówi o… Europie narodów. Jest to pomysł doprawdy osobliwy, gdy spojrzeć na niego dokładniej, ale o tym zaraz.

Po czwarte, PiS będący zdecydowanie najsilniejsza partią grupy, jest jednocześnie osamotniony na spotkaniach RE. Właśnie ten powód jest jednym z tych, który stawia się mówiąc o dołączeniu Syrizy do socjalistów: PiS nie ma z kim zawierać szerokich sojuszy blokujących KE w Radzie. By prawo unijne zostało zatwierdzone, muszą je zaakceptować wszystkie trzy główne podmioty unijnej polityki, więc nie tylko Komisja Europejska, ale też Parlament Europejski, a także Rada Europejska. Zablokowanie w Radzie jakiejś inicjatywy, wymaga zajęcia takiego stanowiska przez przynajmniej cztery kraje, które stanowią ponad 35% ludności Unii. W praktyce PiS może co najwyżej dogadać się z Węgrami gdzie razem oba kraje nie mają więcej niż 50 mln ludzi na 510 mln obecnie i ok 450 mln po potencjalnym wyjściu Wielkiej Brytanii. Syriza wchodząc w skład S&D, byłaby zapraszana na spotkania tej grupy. To oznacza wiedzę o planach polityków, możliwość negocjowania różnych kwestii na jej spotkaniach, zwiększanie siły dyplomatycznej, itd. Ta na początku artykułu wspominana „góra” to właśnie czołowi politycy największych dwóch frakcji w Europie. Muszą oni przedyskutować sprawę między sobą uzyskując poparcie na wielu płaszczyznach i to też wymusza koalicję z ALDE. Jeśli frakcja jest zgodna, to znaczy że można liczyć tak na posłów w PE, jak i jej przedstawicieli w RE, którzy są przecież politykami rządzącymi swoimi krajami. To pozwala na zajęcie spójnego stanowiska, a spośród 28 członków RE do EPP, S&D lub ALDE nie należą tylko premierzy Polski i Włoch, odchodząca prezydent Litwy, wchodzący do ALDE prezydent Macron, wychodzący z Unii przyszły premier WB i zbliżająca się do S&D Syriza. Ponad to w Grecji zbliżają się wybory, które duże szanse wygrać ma kolejny przedstawiciel chadecji. Realnie poza tą współpracą pozostaje premier Włoch Giuseppe Conte. Tym samym najsilniejsze frakcje nie muszą się liczyć ze zdaniem ani parlamentarzystów ECR, ani ich głosu w Radzie Europejskiej, za to muszą z ALDE. 

Po piąte, PiS jest na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Spór z odchodzącą Komisją wg głosów polityków EPP i S&D wcale się nie zakończy podczas tej kadencji. To oznacza otwarty spór na linii nowe porozumienie, a ECR.

Wszystkie te punkty oznaczają, że ECR musiałby się zgodzić popierać praktycznie wszystko co zaproponuje S&D i EPP, żeby tylko udawać że ma na coś wpływ.

Czym jest „Europa Narodów”

„Europa Narodów” którą promuje PiS, różni się od podobnych postulatów Salviniego i Le Pen. Oni również chcą pozostawić więcej władzy w państwach, jednak to wprost ma służyć zbliżeniu do Rosji, nie patrzeniu na sankcje nakładane przez Unię, a także reformę Strefy Euro tak, by ta silniej dokładała się do pomocy krajom, które popadną w tarapaty finansowe. Ta wizja jest efektem problemów z zadłużeniem właśnie Włoch, ale także Francji. To oczywiście nie w smak nacjonalistom z Niemiec, Szwecji, Finlandii i Danii, którzy zdecydowanie oponują przeciw podobnym rozwiązaniom i dla nich taka Europa jest ograniczeniem finansowania tych państw. W praktyce powoduje to, że partie eurosceptyczne najczęściej głosują niezależnie od woli teoretycznego stanowiska swojej frakcji. Wizja PiS różni się od nich przede wszystkim niechęcią wobec Moskwy, co powoduje brak realnego sensu w chęci osłabiania siły sankcji jak i ogólnego stanowiska UE wobec Rosji. Tym samym, PiS chcąc Europy Narodów, wspomaga siły które są tym sankcjom i wspólnej polityce UE wobec Kremla jak najbardziej przeciwne. Co więcej, wszystkie partie antyunijne działają wbrew logice, uznając że argumenty wyborcze mogą zastąpić nawet zwykły racjonalizm. Dzieje się tak, gdyż Europa Narodów pozostawiająca więcej głosu szefom państw, to de facto marginalizacja PE i KE, a wzmocnienie RE, a to służy…Niemcom. Do momentu wyjścia Brytyjczyków, ci wraz z Polską mieli ok 100 mln obywateli. Wielka Brytania i Polska są najbardziej proamerykańskimi krajami w Unii, więc ich koalicja mogłaby być realizacją interesów USA w Europie. Trzecim takim krajem jest Rumunia, mająca 20 mln obywateli. Z takim potencjałem, Stany i ich europejscy partnerzy mogli szukać koalicji zdolnej stanąć do negocjacji z Niemcami i Francją strasząc potencjalnym blokowaniem decyzji KE. To byłoby trudne, ale w oparciu o USA prawdopodobne do realizacji. Natomiast po Brexicie, granica blokująca obniża się z prawie 180 mln obywateli do prawie 160 mln obywateli, a Polska PiS traci głównego sojusznika. Zmienia to naturę sporu w Europie z tego gdzie po jednej stronie stoi Bruksela i Berlin wobec Londynu, na scenę z Brukselą i Berlinem stojącymi po przeciwnych stronach. Komisja Europejska i Parlament Europejski jak każda władza chcą rozszerzać swoje prerogatywy. W sytuacji braku przeciwnika i silnej współpracy z Paryżem, Niemcy mają znacznie większą zdolność wpływania na kierunek w którym podąża Unia. W obecnej sytuacji, muszą liczyć się ze zdaniem Parlamentu i Komisji, a tym samym za korzystne dla siebie propozycje coś dawać innym krajom. To „ile” im dadzą zależy właśnie od ich zdolności wpływania na politykę Unii, a w przypadku zwiększenia roli RE, więcej decyzji zapadałoby w oparciu o to jak rozłoży się poparcie dla danej propozycji i czy jedna ze stron sporu jest w stanie utworzyć koalicję blokującą. Tyle tylko, że to nie Polska rządzona przez członka frakcji ECR jest zdolna ją zbudować, ale właśnie Niemcy i Francja, gdyż te dwa kraje razem mają prawie 150 mln mieszkańców i wystarczy im poparcie dwóch kilkumilionowych państw aby zablokować decyzje Komisji Europejskiej a przy silniejszej RE, samemu decydować o tym jakie prawo będzie obowiązywać w Unii. To Komisja i Parlament są w stanie wywalczyć coś dla ogółu małych państw, a nie Rada która jest emanacją siły tych największych, którym łatwo jest budować koalicje blokujące. Oddanie RE większych uprawnień i np. pozbawienie KE możliwości wpływania na dane aspekty prawa unijnego, wywołałoby sytuację gdzie potęgi mogą wręcz narzucić małym krajom co będą chciały. Stąd też, wizja Europy Narodów, to wizja wzmacniająca pozycję Berlina i Paryża, a nie uniezależniająca Warszawę od prawa unijnego. Co najwyżej PiS może tym wywalczyć niezależność w obchodzeniu sankcji na Rosję. Jeśli taki dzień nadejdzie, na Kremlu wystrzelą szampany.

Salon materacy Włocławek