REKLAMA

Ostatni tydzień na świecie po raz kolejny stał pod znakiem Brexitu. Brytyjczycy tym razem proszą UE o opóźnienie daty granicznej do 30 czerwca bieżącego roku. Przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk wyszedł z kontrpropozycją jaką jest kwiecień, ale 2020 r. Wydaje się jasne, że brytyjski parlament najbliżej jest wyjścia z UE, lecz pozostania w unii celnej (tzw. „opcja turecka”). Gdyby to taka umowa miała być negocjowana przez kolejny rok, to Brytyjczycy przeprowadzą wybory do Parlamentu Europejskiego, co potwierdził jeden z ważnych polityków Partii Konserwatywnej David Lidington. Wbrew wzmagającej się panice, tylko prawdziwy kryzys polityczny mógłby dziś pozwolić Brexit bez umowy, gdyż zdecydowanie nie chce tego Wielka Brytania, wydająca się być nawet gotową na brak jakiegokolwiek Brexitu gdyby została postawiona przed takim wyborem. Francuzi i Hiszpanie, są gotowi naciskać na Brytyjczyków w sprawie szybkiego podjęcia decyzji, o czym świadczą informacje o przygotowaniach do twardego Brexitu w tych krajach, co ma być ostrzeżeniem, że nie będą godzić się na kolejne przedłużenia rozmów bez konkretnych propozycji.

W ostatnim tygodniu odbyły się trzy ważne głosowania w krajach europejskich. Na Słowacji i Ukrainie wybierano prezydenta, a w Turcji odbywały się wybory samorządowe. W obu krajach graniczących z Polską wygrali przeciwnicy aktualnej władzy. W drugiej turze Zuzana Caputova pokonała Marosa Sefcovica 58 do 42% głosów. Choć w teorii oboje są przedstawicielami lewicy, gdyż ich partie należą do frakcji socjalistów lub liberałów w Parlamencie Europejskim, tak naprawdę przedstawiają oni dwie różne wizje kraju. Sefcovic przez całą kampanię wyborczą romansował ze skrajną prawicą, a teoretycznie lewicowa partia odrzuciła konwencję stambulską (w Polsce znanej szerzej jako konwencja antyprzemocowa) podczas gdy Caputova popiera tak konwencję jak i większe prawa dla społeczności LGBT. SMER (partia rządząca) chciała przesunąć oś sporu na kwestie światopoglądowe, licząc na tradycjonalizm Słowaków. Ten okazał się znacznie słabszy niż przewidywano, gdyż nie przeciągnął na stronę partii Roberta Fico społeczeństwa, którego poparcie dla niego się zachwiało po morderstwie dziennikarza Jana Kuciaka i jego partnerki z rąk mafii. Fico przez ten skandal pożegnał się ze stanowiskiem premiera, a jego partia straciła część poparcia i to ta sprawa najpewniej wpłynęła na preferencje Słowaków. Wybory prezydenckie nie muszą o niczym przesądzić w kontekście przyszłości Słowacji, jednak partia Progresywna Słowacja Caputovej coraz silniej rozpycha się na miejscowej scenie politycznej i wszystko wskazuje, że przy kolejnych wyborach w przyszłym roku może stać się główną siłą opozycyjną. Poza nimi liczą się głównie partie silnie lub wręcz skrajnie prawicowe.

Ukraińcy również nie wyrazili aprobaty dla aktualnej władzy, jednak Petro Poroszenko zdołał wejść do drugiej tury. Wołodymyr Zełenski uzyskał około 30%, Poroszenko 16%, a Julia Tymoszenko 13% głosów. Warto odnotować, że prokremlowski kandydat Jurij Bojko, zajął dopiero 4. miejsce i dostał około 11% głosów. Zełenski wydaje się być zdecydowanym faworytem drugiej tury, gdyż populizm Tymoszenko opierał się przede wszystkim na ataku wobec Poroszenki, a zwolennicy Bojki prawie na pewno w większości nie poprą znienawidzonego przez Rosję obecnego prezydenta Ukrainy. Zełenski jest kojarzony z oligarchą, Igorem Kołomojskim, który miał też wspierać Julię Tymoszenko. Potencjalna prezydentura Zełenskiego będzie wielką niewiadomą, gdyż stara się on unikać jasnych deklaracji politycznych. Istnieją duże obawy, iż z racji braku doświadczenia będzie popierał rozwiązania korzystne dla Moskwy żeby tylko zakończyć konflikt w Donbasie.

W Turcji Recep Tayyip Erdogan musiał przełknąć gorzką pigułkę, gdyż mimo teoretycznego zwycięstwa, gdzie jego AKP uzyskała 44%, a wraz z koalicyjnym MHP prawie 52% głosów to przegrał główne miasta. Główne ugrupowania opozycyjne pod przywództwem socjaldemokratycznego CHP uzyskały blisko 42% poparcia, ale wygrały w 8 z 12 największych miast Turcji, w tym Stambule i Ankarze. Erdogan w przeszłości sam był merem Stambułu, a teraz jego kandydat minimalnie tam przegrał. Zwycięzcy nie zostali oficjalnie ogłoszeni i może to oznaczać manipulacje partii rządzącej, jednak eksperci uważają, że tym razem przywódca zwany „sułtanem” się do tego nie posunie. Turcja jeszcze do 2017 roku miała zdecydowany wzrost gospodarczy, nawet 7,6%, jednak teraz koniunktura dla tego kraju się odwróciła, a głównym powodem jest upadająca lira. Turcy w przeszłości bardzo chętnie korzystali z kredytów walutowych, co napędzało gospodarkę, ale jednocześnie spadek wartości ich waluty odebrał większość tego, co prosperity im dała. Jest to efektem polityki Erdogana, który postanowił mieć pełną kontrolę nad wszystkimi instytucjami państwa, w tym nad tureckim bankiem centralnym. Tego typu decyzje powodowały m.in. wzrost nieufności rynków do Turcji i tym samym spadek inwestycji i wyprzedaż waluty. Teraz prezydent spadkobiercy dawnego Imperium Osmańskiego podkreśla stawianie na gospodarkę, jednak przy utrzymaniu obecnego kursu na centralizację władzy, represje wobec opozycji i Kurdów, a także utrzymywanie wojska w gotowości ataku na północną Syrię zarządzaną przez złożony głównie z Kurdów SDF, może to okazać się niemożliwe. Tym trudniejsze, w sytuacji napiętych stosunków z USA, które sprzeciwiają się tureckiemu zakupowi rosyjskich systemów popularnie zwanych S-400. USA ostrzegają przed dalekosiężnymi konsekwencjami, których tylko uwerturą ma być brak sprzedaży myśliwców F-35.

Innymi ważnymi wydarzeniami ze świata były wzmagające się protesty w Algierii, gdzie ustąpienie prezydenta Abdelaziza Boutefliki okazało się niesatysfakcjonujące dla protestujących. Prezydent od dawna jest uważany za niezdolnego do pełnienia tak ważnej funkcji z uwagi na problemy zdrowotne. Stąd też społeczeństwo algierskie domaga się ustąpienia całej formacji politycznej, gdyż to ona kieruje wydarzeniami w państwie używając Boutefliki jedynie jako sztandaru. Tymczasem podniosły się protesty opinii publicznej na świecie, jak i Organizacji Narodów Zjednoczonych wobec działań sułtana Brunei, który wprowadza karę śmierci przez ukamienowanie wobec osób homoseksualnych. Akcję sprzeciwu wobec tego prawa, łamiącego prawa człowieka rozpoczął aktor George Clooney wzywający do bojkotu sieci brunejskich hoteli. Za jego wezwaniem poszły nie tylko inne gwiazdy, ale także Deutche Bank zakazujący swoim pracownikom korzystać z tej sieci sklepów podczas wyjazdów służbowych. Linie lotnicze Virgin Australia zakończyły współpracę z Royal Brunei Airlines, a ich bilety nie będą sprzedawane także przez STA Travel. Wielki biznes był jednak bardziej skupiony na innej informacji, podanej w piątek wieczorem. Kandydat zgłoszony przez prezydenta USA Donalda Trumpa, David Malpass został szefem Banku Światowego. Inny ważny polityk, Juan Guaido uznawany m.in. przez USA i większość krajów Unii Europejskiej za p.o. prezydenta Wenezueli został pozbawiony immunitetu przez Narodowe Zgromadzenie Konstytucyjne Wenezueli. Kraje Zachodu podkreśliły iż tylko Zgromadzenie Narodowe (miejscowy parlament) są władne do podjęcia takich decyzji.

Michał Waliszewski