Świat nie śpi – najważniejsze wydarzenia z zagranicy ostatnich 7 dni.

Kolejny odcinek serialu pod tytułem „Brexit”, wybory w Izraelu, a także zmiany w krajach afrykańskich były na ustach światowych dziennikarzy zajmujących się polityką międzynarodową w ostatnim tygodniu.

Niepokój w Afryce

Po zeszłotygodniowych wieściach o odejściu Abd al-Aziza Butefliki ze stanowiska prezydenta Algierii, główną rolę na czas przemian przejęło wojsko. Generalicja cały czas była jedną z dominujących sił w państwie i wielu obywatelom nie odpowiada ich próba odżegnywania się od lat rządów środowiska prezydenta. Armia twierdzi iż wymusiła na partii rządzącej przemiany i teraz już tylko ludzie inspirowani z zewnątrz mogą wciąż stać po stronie protestów. Eksperci uznają to za zapowiedź użycia siły wobec protestujących.

Tymczasem w Sudanie, miejscowy prezydent Omar al-Bashir został aresztowany przez wojsko po protestach ludności. Sytuacja wydaje się być bliźniaczo podobna do tej w Algierii w wielu względach, jednak tutaj jest ona znacznie bardziej napięta. Buteflika od lat był niesprawny, a władza jego środowiska choć autorytarna, to nie jest ścigana przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie przeciwko ludzkości jak al-Bashir. Ponad to wojsko chce utrzymać władzę w Sudanie przez 2 kolejne lata, co jak wiemy w innych krajach najczęściej się przedłużało. Sudan jest krajem o bardzo silnym i stosunkowo skrajnym islamskim profilu, podczas gdy w Algierii panuje bardziej liberalna wersja islamu. Wewnętrzny konflikt religijny doprowadził do powstania w 2011 r. oddzielnego państwa: Sudanu Południowego.

Z punktu widzenia Europy, Algieria jest znacznie ważniejszym partnerem zaopatrującym w gaz i ropę kraje UE, a ponad to mogłaby stać się źródłem kolejnego problemu uchodźczego. Sudan to z drugiej strony o wiele większe zagrożenie humanitarne w razie wybuchu niepokojów w tym państwie. Jednak w obu przypadkach możemy mówić o lepszych wizjach przyszłości dla społeczeństw tych krajów jak i większej współpracy z Zachodem, podczas gdy niepokoje w trzecim kraju oznaczają jedynie nawarstwienie się problemów.

Tym trzecim krajem jest Libia, gdzie generał Chalifa Haftar rozpoczął oblężenie Trypolisu. W ostatnim tygodniu spełnił wcześniejsze zapowiedzi rozpoczęcia akcji zbrojnej mającej na celu obalić uznawany przez Zachód rząd w Libii. Ten sprawował władzę nad największymi miastami w północno-zachodniej części państwa. Haftar ma poparcie Rosji, ale uznaje się że to inne kraje arabskie dały mu zielone światło do działania. Powodem mogą być tarcia na szczytach władzy w Arabii Saudyjskiej, jak i protesty w wyżej omawianych krajach, których zwycięstwo może obalić obecne przyjazne Saudom władze.

Wybory na świecie

Ponad inne rozstrzygnięcia wyborcze ostatniego tygodnia, to te w Izraelu miały zdecydowanie największą wagę dla światowej polityki. Jednak trzeba też wspomnieć o zmianie władzy na Malediwach, gdzie twarde rządy Progresywnej Partii Malediwów, której zarzucano wiele przestępstw nie otrzymały poparcia społeczeństwa. Zwyciężyła centro-prawicowa Malediwska Partia Demokratyczna, która zapowiada powrót do demokratycznych rządów państwem, a także przede wszystkim sprawdzenie kontraktów z Chinami, którym poprzednicy byli bardzo przychylni. Jest to też główny powód znaczenia tych wyborów dla świata, gdyż jest to kolejny kraj po Malezji i częściowo Sri Lance, który był w chińskich planach Nowego Jedwabnego Szlaku, jako część jego alternatywnej trasy zwanej Sznurem Pereł, a w którym zarzuty o korupcję doprowadzają do zmiany rządów odsuwając opcję prochińską od władzy.

W Izraelu zwyciężyła konserwatywna partia Benjamina Netanjahu, Likud. Zdobyła ona o jeden więcej mandat niż koalicja wyborcza Niebiesko-Biali. Netanjahu zapewne utrzyma stanowisko premiera, gdyż prawicowo-skrajnie prawicowa koalicja posiada obecnie przewagę nad lewicowym blokiem 65 do 55 w 120 mandatowym Knesecie. Szerzej o izraelskiej scenie politycznej w najbliższym tygodniu.

Brexit w ŚNŚ odcinek 3

Wielka Brytania otrzymała przesunięcie terminu co do ostatecznego wyjścia z Unii Europejskiej. Jest nim 31.10.2019 r. Oznacza to, że jeśli Brytyjczycy nie dogadają się w najbliższych dniach, to wybory do Parlamentu Europejskiego na wyspach będą musiały się odbyć. Dla wydarzeń w naszym kraju, znacznie ważniejsze od kolejnych przepychanek w brytyjskim parlamencie, który dopiero wydaje się reagować na zaistniałą sytuację będą efekty własnie w PE. Znaczącą zmianą jest kwestia układu sił w tej instytucji, którą potencjalna obecność Brytyjczyków zdecydowanie zmienia. Mniejsze znaczenie wbrew temu o czym mówi się w mediach ma tu obecność eurosceptyków z ECR, czy EFDD, a większe brytyjskiej Partii Pracy. Powodem jest fakt uczestniczenia Laburzystów we frakcji Socjalistów i Demokratów (S&D) w PE, którzy najprawdopodobniej będą rządzić wraz z Europejską Partią Ludową (EPP) po nadchodzących wyborach. Do tej pory EPP mogła liczyć, iż w negocjacjach z socjalistami, będzie miała szansę szachować ich potencjalną koalicją z liberałami (ALDE), zielonymi (Greens-EFA) i jeszcze nie w pełni zdecydowanymi En Marche prezydenta Francji Emanuela Macrona. Pozostanie Brytyjczyków oznacza zwiększenie liczby mandatów i tym samym wyższy próg większości, a Liberalni Demokraci (ALDE) i Szkocka Partia Narodowa (EFA) najprawdopodobniej nie zdobędą tylu mandatów by nadrobić straty.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek