REKLAMA

Pożar katedry Notre Dame przyćmił w tym tygodniu inne wydarzenia na świecie, jednak to nie on będzie miał największy wpływ na nasze życie w najbliższych latach.

Szok w Paryżu

Ogromnym zniszczeniom uległ jeden z najbardziej znanych europejskich zabytków, jakim jest katedra Notre Dame. Pożar wybuchł podczas prac remontowych w poniedziałek przed godziną 19. Z budynku udało się uratować większość relikwii i innych cennych przedmiotów, zawaliła się jednak iglica katedry. Prezydent Fracnji Emmanuel Macron zapowiada odbudowanie katedry w ciągu najbliższych 5 lat. Wpłaty na odbudowanie zabytku wysłało wielu najbogatszych Francuzów, a także wielkich światowych korporacji. W ciągu pierwszych dwóch dni zebrana suma przekraczała już 1 mld euro. Nieznane są jeszcze dokładne przyczyny pożaru, lecz najbardziej prawdopodobną wersją jest zwarcie w instalacji elektrycznej.

Afryka wciąż niespokojna

Ostatni tydzień przyniósł niepokojące wieści z Egiptu, gdzie prezydent Abder Fatah al-Sisi zwiększa swoje kompetencje i możliwość piastowania stanowiska aż do 2034 r. Zmiany w konstytucji Egiptu poparł egipski parlament zdominowany przez zwolenników al-Sisiego. Przypomnijmy, iż w ostatnich wyborach Sisi otrzymał 97% poparcia, a jego jedyny przeciwnik Moussa Moustafa Moussa niespełna 3%. Nie jest tajemnicą, że kandydat startujący przeciw al-Sisiemu był jedynie figurantem. Prezydent Egiptu z jednej strony nie chciał pozwolić by ktokolwiek o realnej sile politycznej wystartował przeciw niemu, a z drugiej by były to wybory na „tak” lub „nie” dla niego samego. Moussa nawet podczas kampanii popierał działania swojego „kontrkandydata”.

W Libii siły generała Haftara zdobywają kolejne tereny w rejonie Trypolisu. Haftar umacnia się również sferze dyplomatycznej, gdyż spotkał się z prezydentem Egiptu, jednak najsilniejsze i najbardziej niespodziewane wsparcie otrzymał z Waszyngtonu. Prezydent USA Donald Trump wyraził poparcie dla Haftara w walce z terroryzmem. Siły w Trypolisie wciąż popierają Wielka Brytania, Francja i Włochy, jednak tylko realne zaangażowanie wojsk tych państw mogłoby dziś uratować uznawany przez ONZ rząd.

Tydzień temu informowaliśmy o zmianach w Sudanie. Po przejęciu władzy przez wojsko, protesty nie ustają. Protestujący domagają się oddania władzy w ręce cywilów i nie zgadzają się na okres 2 lat rządów armii. Obecne wydarzenia w graniczącym z Sudanem, Egipcie z pewnością wzmacniają zdecydowanie opozycji, która widzi jak wojsko jest w stanie w kilka lat wymienić jednego dyktatora na innego, pozostając główną siłą kontrolującą politykę państwa.

Wybory na świecie

Wybory w Finlandii wydają się być najważniejszymi z punktu widzenia polskich obywateli, spośród wszystkich które odbyły się podczas ostatnich 7 dni, jednak świat patrzy przede wszystkim na Indie i Indonezję. W Indiach wybory toczyć się będą aż do 19 maja. Prawicowy blok Nardowy Sojusz Demokratyczny (NDA), którego liderem jest obecny premier Narendra Modhi staje naprzeciw lewicowego Zjednoczonego Sojuszu Progresywnego (UPA) z Rahulem Ghandim na czele (zbieżność nazwisk z nieprzypadkowa, Rahul jest członkiem klanu Ghandich, z którego wywodził się również Mahatma Ghandi). Faworytem wyborów jest NDA. (Szerzej o wyborach w Indiach i innych krajach azjatyskich już wkrótce)

W Indonezji miały miejsce wybory prezydenckie i parlamentarne. Przy braku oficjalnych wyników, wstępnie uznaje się zwycięstwo będącego u władzy prezydenta Joko Widodo, który w tych wyborach startuje wraz z przedstawicielem partii islamskich Ma’rufem Aminem jako kandydatem na wiceprezydenta. Widodo wywodzi się z lewicowego ugrupowania, jednak ostatnie ruchy dotyczące np. dostępności słuchania zagranicznej muzyki były ukłonami wobec skrajnych tradycjonalistów, tak jak wybranie Aminema na kandydata na wiceprezydenta. Prawdopodobnym przegranym jest Parabowo Subianto, zwolennik dawnych rządów dyktatorskich na Indonezji i noszenia przez kobiety hidżabów. Parabowo z uwagi na swoje wystąpienia krytykujące elity, a także silniejszy tradycjonalizm niż u Widodo, porównywany był do Donalda Trumpa. Wbrew panującej opinii, jest to kolejny kandydat tego typu który przegrywa wyścig o prezydenturę po m.in. Le Pen, czy Hoferze w wyborach europejskich. Pokazuje to, że na każdą kampanię wyborczą trzeba patrzeć oddzielnie, a proste przekładanie jednych wyników na inne kraje nie musi być trafne. Pewne trendy, przede wszystkim anty-elitarne i izolacjonistyczne są faktem, jednak nie muszą sprawdzać się w stu procentach.

Kolejnym przykładem na taki rozwój wypadków jest Finlandia gdzie Partia Finów (lub też Partia Prawdziwych Finów) przegrała z socjaldemokratami Andiego Rinde. Obie partie uzyskały ponad 17% głosów. Scena polityczna w Finlandii charakteryzuje się dużą możliwością koalicyjną partii z różnych stron politycznej osi. Pierwsze sygnały mówią o szerokiej koalicji chadeków (którzy uzyskali niewiele niższy wynik, również przekraczając 17% poparcia) i socjaldemokratów, tak by tym razem nie dopuścić skrajnej prawicy do władzy. W związku z wynikami, liberałowie utracą stanowisko premiera, a ALDE jednego przedstawiciela w Radzie Europejskiej. Trzeba zaznaczyć, że Partia Finów uzyskała podobny wynik co 4 lata wcześniej, a jej notowania wróciły do tego poziomu z niecałych 10% w styczniu.

Wieści z Brukseli

Informacją, która najbardziej wpłynie na codzienne życie Polaków, jest przyjęta przez Parlament Europejski dyrektywa dotycząca jakości produktów sprzedawanych na terenie UE. Po wejściu jej w życie, produkt o takiej samej nazwie będzie musiał mieć taki sam skład na terenie całej Wspólnoty. Z Brukseli płyną jednak głosy, iż sama dyrektywa nie jest wystarczająco precyzyjna i pewne różnice wciąż mogą występować. Sprawa nie jest zamknięta i ten temat ma powrócić w kolejnej kadencji Parlamentu. Powodem przyjęcia kompromisowej wersji jest kończąca się kadencja PE. Jej brak w tej formie, oznaczałby by brak jakiejkolwiek dyrektywy, podczas gdy obecny stan powinien uprościć i przyspieszyć pracę nad nią po wyborach.

Michał Waliszewski