REKLAMA

Ostatnie dwa tygodnie były pełne ważnych wydarzeń, jednak część z nich wyglądała jak rozstawienie szachów. Stąd też cotygodniowe wydanie, jest tym razem trzyczęściowe, podzielone tematycznie i obejmuje dwa ostatnie tygodnie. W tym nastąpi omówienie ostatnich relacji między USA, a Chinami i pozycją Iranu na światowej szachownicy.

FED na celowniku Trumpa

30-ego kwietnia prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump używając twittera silnie skrytykował FED (odpowiednik naszego NBP) używając przy tym porównania do Chin, gdzie chwalił system działający w tym azjatyckim państwie. W ostatnich tygodniach jego kolejni kandydaci na nowego szefa FED wycofywali się, gdyż wiadomym było, że nie otrzymają poparcia senatu, mimo iż większość w nim mają Republikanie. Cała sytuacja to policzek dla prezydenta, który według większości przewidywań zamierza ubiegać się o reelekcję. Polityka wewnętrzna definiuje postawę Trumpa w każdym jego działaniu. Jego strategia jest podobna w większości sytuacji: trzeba umniejszyć znaczenie instytucji, której nie można przejąć, jednocześnie obwiniając ją o coś na tyle ważnego co w oczach amerykańskiego społeczeństwa ma spowodować wrażenie ograniczenia władzy prezydenta, który bardzo by chciał coś zmienić, ale ma związane ręce. W ten sposób marginalizuje znaczenie swojej porażki i zwiększa niechęć do sprzeciwiających mu się podmiotów jak m.in. inni politycy, kraje czy organizacje.

Komuniści zagubieni w demokracji

Zamieszanie wokół banku centralnego i takie porównanie, zostało odebrane w Państwie Środka jako oznaka słabości USA, a właśnie teraz zakończyć się miały negocjacje obu krajów w sprawie amerykańskich ceł na chińskie produkty, które miały być nałożone wraz z początkiem tego roku. Chiny zareagowały na to przysyłając propozycję serii poprawek do uzgadnianej umowy, uznając że amerykańska gospodarka musi mieć problem i tym samym nie jest gotowa na wojnę celną. Amerykanie nie dali się zaszantażować, gdyż problem był tylko PRowy, a Trump zapowiedział szybkie wdrożenie ceł odrzucając chińskie propozycje. Błędem jaki popełnili politycy partii komunistycznej, było uznanie że bitwa między FED, a Trumpem jest w motywowana realnymi przeszkodami, podczas gdy jest to jedynie rozgrywka prezydenta USA obliczona na uzyskanie wyższych słupków poparcia. Powoduje to chaos w polityce międzynarodowej, gdyż wieloletni biznesmenn albo nie wie że jego wypowiedzi są bacznie obserwowane na całym świecie albo też zwyczajnie nie jest to w obszarze jego zainteresowania i nawet drobne wewnętrzne przepychanki są dla niego ważniejsze niż światowa wojna celna. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić iż w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, czy Australii miejscowi politycy szukają w sposób naturalny drugiego dna takich pojedynków. Dla Chin takie ryzyko musiało wydać się na tyle nie do pomyślenia, że uznali że to nie tylko teoretyczna, ale całkowicie realna słabość gospodarki USA wywołała konflikt. Ta pomyłka już kosztowała ich giełdy kilka procent wartości od czasu oficjalnego, a nie tylko twitterowego ogłoszenia przez Trumpa nałożenia ceł.

Siła sankcji

Te wydarzenia zbiegły się z nieco wcześniejszą zapowiedzią USA, o zdjęciu pozwolenia na sprzedaż irańskiej ropy na świecie dla ośmiu krajów, które tę ropę wciąż kupować mogły. Wśród nich są między innymi Chiny, czy Turcja. Tu trzeba zdecydowanie wyjaśnić, iż Amerykanie nie mogą narzucić ONZ wdrożenia takich sankcji, a stwierdzenie o ich nałożeniu pojawiające się w mediach to mylący skrót myślowy. USA nie są w stanie żadnemu krajowi zakazać takiego handlu, jednak są w stanie wprowadzić przepisy (sankcje), które nie pozwolą ich firmom na podejmowanie współpracy z firmami obracającymi tą ropą, a nawet z firmami które z tymi ostatnimi współpracują. USA to wciąż największa gospodarka świata, większość transakcji jest przeprowadzana ich walutą, a w głównych międzynarodowych organizacjach finansowych ich głos jest najsilniejszy (tu można wskazać przytaczane na naszych łamach wybory na szefa Banku Światowego). Te wszystkie kwestie powodują, że większość gospodarek światowych jest jakoś połączona z tą amerykańską i nie ma wobec niej realnej alternatywy. W praktyce, większość firm na świecie nie jest gotowa na takie ryzyko i lepiej dla nich jest kupować ropę od wielu innych dostawców. W ten sposób, kiedy takie sankcje nakładają USA, realnie odstraszają tym większość podmiotów gospodoarczych na świecie. Stąd też USA, Chiny i Rosja grają na rozpad Unii Europejskiej, gdyż 28-ka, PKB ma na prawie tym samym poziomie co Stany, a do tego posiada własną, dużą i silną walutę przez jest dla nich niebezpiecznym konkurentem. To czego UE nie ma, to własna armia, która byłaby zdolna chronić przepływ ich towarów na międzynarodowych wodach.

Arcyksiążęca cieśnina Ormuz

O tym ostatnim wie Iran i próbuje szachować świat zamknięciem cieśniny Ormuz, czym zagrozili bezpośrednio po ostatnich amerykańskich decyzjach. Przez tę cieśninę transportowany jest gaz i ropa z m.in. Kataru, Kuwejtu, czy Iraku i oczywiście samego Iranu, ale też część ropy saudyjskiej. Załamanie dostaw oznaczałoby znaczący skok cen tego surowca na świecie i jego deficyt u wielu państw świata. W swoich najwęższych punktach, cieśnina ma zaledwie kilkadziesiąt kilometrów i jest bardzo łatwa do zaminowania i blokowania. Ze wszystkich krajów świata, które nie mają na Bliskim Wschodzie swojej armii, tylko USA jest zdolne do takiej projekcji siły, która może zagrozić Iranowi. Kraje europejskie posiadają wprawdzie lotniskowce, ale jedynie kilka i nie są one cały czas blisko Zatoki Perskiej by być gotowymi do natychmiastowej odpowiedzi. Jednocześnie nie ma możliwości, aby Iran bezkarnie mógł podjąć takie działania. Z wieloletnich wypowiedzi polityków Zachodu i Bliskiego Wschodu, wynika iż blokada cieśniny będzie uznana za wypowiedzenie wojny. Biorąc pod uwagę wszelkie koszta, które światowi importerzy ropy i sąsiadujące z Iranem kraje eksportujące ropę i gaz mogłyby ponieść, należy z dużą uwagą obserwować te wydarzenia. Sytuacja układa się podobnie do tej sprzed pierwszej wojny światowej, gdzie morderstwo austriackiego arcyksięcia Ferdynanda, poprzez sieć sojuszy i paktów doprowadziło do konfliktu nazywanego wtedy Wielką Wojną. Tutaj podobne powiązania są aż nadto widoczne. Iran grozi Izraelowi kompletną anihilacją, Izrael w odpowiedzi prowadzi politykę antyirańską, co stawia USA przeciw Teheranowi. Z uwagi na pojawienie się silnego przeciwnika dla Stanów, na przeciwną stronę postawiła Rosja, a także Chiny. Z uwagi na relacje między Ankarą i Jerozolimą, Erdogan jest dziś bliższy ajatollahom. Do tego łączy ich podejście do swobód demokratycznych i obawa przed niepodległym państwem kurdyjskim. Iran jednak jest państwem szyickim, a to oznacza spór ideologiczny z sunnitami z Arabii Saudyjskiej i jej sojusznikami. Ten spór doprowadził do konfliktu w Jemenie, gdzie Iran sponsoruje buntowników Houthi, podczas gdy Saudowie przez długi czas finansowali przeciwników sojusznika Iranu – Assada. Arabia Saudyjska w ostatnich latach zdecydowanie zbliżyła się do Egiptu, gdzie władzę sprawuje wojsko, które kilka lat wcześniej obaliło Bractwo Muzułmańskie. Bractwo jest bardzo silnie wspierane przez Katar i w pewnej części przez Turcję. Z uwagi na to relacje egipsko-katarskie uległy drastycznemu pogorszeniu, a Arabia Saudyjska uznając się za kraj, który powinien wieść prym wśród sunnickich organizacji i tym jakie siły polityczne one wspierają, stanęła obok Egiptu przeciw Katarowi. Neutralność wydają się zachowywać Kuwejt i Oman, podczas gdy w Jemenie toczy się wojna domowa. Iran ma również sojuszników w Libanie, gdzie znaczącą siłą są sponsorowani przez Teheran szyici z Hezbollahu. Inną organizacją wspieraną przez sukcesora Persji, jest palestyński Hamas. Sieć tych powiązań, sojuszy i koligacji przy dość neutralnej postawie Kurdów i obserwującej to Unii Europejskiej, a także zmianach w podzielonej Libii i w trakcie zmian w Sudanie, powoduje iż w potencjalny konflikt mogłyby się włączyć wszystkie wymienione państwa i organizacje Bliskiego Wschodu. Najpewniej oficjalną neutralność zachowałaby Turcja i Katar, jednak ich działanie mogłoby być bliższe Iranowi niż Izraelowi. W tym kontekście trzeba nadmienić, że do rejonu zmierza amerykański lotniskowiec USS Abraham Lincoln wraz z grupą uderzeniową. Ten lotniskowiec brał już udział w wojnie w Zatoce Perskiej, co uznaje się za symboliczny gest amerykańskiej armii.

Iran jest krajem branym pod uwagę przez Chiny jako część ich Sznura Pereł, czyli jednego z portów mających łączyć chińskie towary z całym światem. Biorąc pod uwagę poparcie Iranu i Rosji dla Assada, a także stosunki Kremla ze światem zachodnim, potencjalna wojna w tym regionie niesie ze sobą ryzyko chęci pomocy którejś ze stron przez kraje wielkiej trójki. Udział USA od początku operacji mógłby być odstraszający dla ich oponentów, szczególnie że wojna pochłonęłaby ogromne koszty. Te koszty Amerykanie będą chcieli zrzucić na swoich miejscowych sojuszników, gdyż tarcia i przepychanki o wpływy z Rosją i Chinami trwają także w innych miejscach świata, m.in. w omawianej na naszych łamach Wenezueli.

P.S.W kolejnym materiale dotyczącym tych dwóch tygodni poinformujemy o wydarzeniach niebędących bezpośrednio związanymi z wielkim sporem między trzema krajami z najpotężniejszymi armiami świata. Natomiast w przyszłym tygodniu ukaże się materiał aktualizujący informacje przedstawiane w ŚNŚ z Wenezueli, Libii, Białorusi i Ukrainy. Tym samym nacisk zostanie przeniesiony mocniej na spór między USA, a Rosją.