Upadek rządu w Austrii, głównie z uwagi na swoje przyczyny i zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego zdecydowanie wysuwa się na czoło wydarzeń na świecie kończącego się tygodnia. Coraz gorętszy jest spór między Iranem, a krajami arabskimi. Należy też odnotować wzrost poparcia dla partii Nigela Farage’a i tworzenie się rządu w Hiszpanii.

Skrajna prawica w Europie w objęciach rosyjskich oligarchów

Kanclerz Austrii, Sebastian Kurz po wybuchu afery wokół jego koalicjanta ogłosił konieczność rozpisania przedterminowych wyborów i koniec koalicji ze skrajnie prawicową partią FPO. Austriacką sceną polityczną wstrząsnęło nagranie szefa FPO Heinza Christiana Strache, będącego jednocześnie wicekanclerzem oraz ministrem służby cywilnej i sportu, którego partia jednocześnie kontroluje m.in. ministerstwo spraw zagranicznych. Na nagraniu z 2017 roku, polityk negocjuje z domniemaną przez siebie przedstawicielką rosyjskiej oligarchii, możliwość wejścia jej mocodawców na austriacki rynek medialny. W zamian za to, firmy z nią powiązane miałyby otrzymać wielomilionowe kontrakty od miejscowego rządu. Strache chciał przejęcia największego tabloidu przez firmy powiązane z Rosjanami, by te zaczęły popierać jego partię jeszcze przed ostatnimi wyborami (2017 r). W przeszłości wyrażał pogląd, iż media publiczne powinny popierać stanowisko rządu, a za wzór pokazywał tutaj Węgry. Negocjował też sposoby ominięcia przepisów o finansowaniu partii politycznych, tak by Rosjanie mogli zainwestować w jego ugrupowanie. W Austrii liczą się realnie 3 partie, chadecka OVP, socjaldemokratyczna SPO i nacjonalistyczna FPO, a daleko za nimi znajdują się jeszcze liberalna NEOS i dwie partie nurtu politycznych Zielonych. Obecnie na zdecydowanym prowadzeniu są chadecy Kurza, który dopuszczając nacjonalistów do rządu został jednak poddany silnej krytyce. W przeszłości OVP tworzyła koalicję z SPO, jednak różnice w sprawach imigracji i podatków okazały się zbyt wielkie do pozytywnego zakończenia negocjacji.

Kurz przed wyborem

Co czeka Austrię? Zapewne pewien spadek poparcia dla nacjonalistów i być może przepływ elektoratu do chadeków. Pytaniem jest czy Kurz zdołałby tak silnie wygrać wybory, by móc rozmawiać z liberałami o przyszłym kształcie rządu. Koalicja OVP-FPO posiada 113 mandatów w 183-mandatowym parlamencie. Suma mandatów NEOS i OVP to 72 mandaty, czyli brak 20 głosów. Tak NEOS jak i OVP posiadają jednak wyższe poparcie niż przed poprzednimi wyborami. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że o ile wyborcy FPO mogą zwrócić się ku chadekom, tak ludzie głosujący na tych ostatnich mogą obarczyć Kurza odpowiedzialnością za dopuszczenie skrajnych polityków do rządu i przenieść swoje głosy na opozycyjne SPO. Potencjalnie jest też możliwy rząd mniejszościowy, gdzie Kurz zostałby wybrany głosami OVP, przy sprzeciwie socjaldemokratów, liberałów i zielonych, ale wstrzymujących się nacjonalistach.

Rosja, a sprawa europejska

Cała sprawa ma też wymiar paneuropejski, w kontekście między innymi rosyjskiego finansowaniu francuskiego Frontu Narodowego (obecnie Zjednoczenie Narodowe). Niebezpodstawnie wiązano Rosję również z innymi skrajnie prawicowymi partiami jak włoska Lega, czy holenderska PVV. Od lat wiadomo również, że politycy skrajnej prawicy i skrajnej lewicy chcą zdjęcia z Rosji sankcji, a także zacieśnienia współpracy z Kremlem. Wraz z podobnymi postulatami, prawica podkreśla też swoją wrogość wobec Komisji Europejskiej na wielu polach. Oczywistym jest dla każdego kto interesuje się geopolityką, iż prościej jest rozmawiać z Unią podzieloną, niż zjednoczoną. Chiny, Rosja, a teraz także Stany Zjednoczone wolałyby widzieć 28 krajów Unii w sporze, który można rozgrywać na rzecz własnych interesów. Co więcej, dla Chin i Rosji najkorzystniejsza byłaby transformacja tych krajów z demokracji liberalnych, na kraje bliskie autorytaryzmowi jak Węgry, gdyż wtedy prościej jest przekupować same partie polityczne mające pełną kontrolę nad każdym aspektem życia państwa, co udowadniają tak związki Orbana z Rosją, jak i nagranie antyliberalnego wicekanclerza Austrii w sytuacji korupcyjnej.

Brexit w ŚNŚ odcinek 5

Kontrowersyjny polityk, Nigel Farage kontynuuje wzrosty sondażowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego, głównie kosztem Partii Konserwatywnej. To pokazuje, że niezdecydowani przechodzą na stronę jednoznacznie probrexitową, tudzież coraz silniej zdają sobie sprawę, że większość Torysów nigdy realnie probrexitowa nie była. To kolejne pokłosie decyzji byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, gdyż jego partia ulegając marketingowi politycznemu, pozwoliła przeciwnikom Unii na narzucenie tonu debaty. Wydarzenia w WB powinny być niezwykle pouczające nie tylko w kontekście potencjalnych zwolenników zdobywania popularności na wrogości wobec Brukseli, ale także wobec każdej partii która wbrew większości swoich członków lub najważniejszych polityków, chce promować określone wartości. W praktyce partia, która będzie używać retoryki antyunijnej udając jedynie dystansowanie się wobec jej instytucji albo zacznie się rozchodzić w szwach jak brytyjska prawica, albo w pewnym momencie będzie zmuszona do zaprezentowania jasnego komunikatu: „Chcemy wyjść z Unii Europejskiej”. Innej drogi nie ma i powinni to wiedzieć tacy politycy jak Salvini, Orban, czy Kaczyński.

W warunkach bardziej racjonalnej polityki, obecna sytuacja na wyspach skutkowałaby kolejnym referendum, które doprecyzowałoby czego tak naprawdę chcą obywatele. Brytyjska skrajna prawica odmawia tego, gdyż zdaje sobie sprawę, że z jednej strony w przeciwieństwie do czasu sprzed referendum dziś Brytyjczycy w sondażach częściej deklarują chęć pozostania w UE, a z drugiej duża część tych którzy chcą opuszczenia Wspólnoty, nie zgadza się na „twardy Brexit”. Sondaże do europarlamentu, gdzie jest system proporcjonalny (w WB wybory do izby niższej odbywają się przy użyciu ordynacji jednomandatowej) dają zdecydowane zwycięstwo nowej partii Farage’a. Partia Brexit – 35%, Liberalni Demokraci  – 16%, Laburzyści – 15%, Zieloni – 10%, Torysi – 9%, Change UK – 5% i UKIP – 3%. Zliczając poparcie i uznając Torysów za probrexitowców, a Laburzystów za antybrexitowców, te bloki uzyskałyby odpowiednio 47% i 46% poparcia, jednak bez najbardziej niejednoznacznej Partii Konserwatywnej, brexitowcy mają już jedynie 38% poparcia.

Nowy-stary premier Hiszpanii

Wybory w Hiszpanii nie dały jednoznacznego rozstrzygnięcia, ale lewica umocniła swoją pozycję wygrywając wybory. Obecnie trwają rozmowy pomiędzy koalicyjne, w których teoretycznie biorą udział zwycięzcy z PSOE z chadekami z PP, liberałami z Cs i skrajną lewicą z Podemos. Nie jest jednak spodziewane by prawica poparła obecnego premiera Pedro Sancheza, który do tej pory rządził rządem mniejszościowym. Sam Sanchez chce rządzić w rządzie mniejszościowym, zdobywając poparcie dla każdej ustawy osobno. Podemos się na to nie zgodziło, co w praktyce może kończyć jego szanse na taki manewr gdyż potencjalna koalicja chadeków, liberałów i nacjonalistów ma w sumie 143 mandaty, podczas gdy PSOE 123 mandaty na 350 możliwych. Lewicowa koalicja z Podemos (42) miałaby 165 mandatów, czyli wciąż brakowałoby im 11, do pewnej większości. Taką większość mogliby im zagwarantować nacjonaliści katalońscy (ERC). W Hiszpanii, w kontrze do dawnych centralistycznych rządów dyktatorskich Franco i monarchii, nacjonaliści regionalni profilują się po lewej stronie politycznej osi. Ostatnie ostre wypowiedzi i zachowania na linii PSOE-ERC praktycznie wykluczają taki scenariusz. Spośród pozostałych małych partii najprościej powinno się rozmawiać lewicy z dwiema baskijskimi partiami, więc z dużą dozą pewności można dziś uznać że niezależnie od tego co przywódcy PSOE uznają za lepszy wybór, Sanchez pozostanie na stanowisku premiera, jednak brak Katalończyków w koalicji lewicowej, może oznaczać kolejne spory na polu ich walki o oddzielenie się od Hiszpanii. To jednocześnie ustawi PSOE przeciw nim, podczas gdy przeciwna sytuacja byłaby idealnym celem dla populistów z Vox, którzy swoją kampanię oparli na antyregionalizmie i wezwaniu do zmniejszenia autonomii wszystkich regionów. Należy też zauważyć, że w tym kontekście ważny jest senat, a te wybory do wygrała Partia Ludowa całkowicie przeciwna uleganiu groźbom Katalończyków.

Iran mówi: „Szach”

Zaognia się sytuacja na Bliskim Wschodzie, gdzie dwa tankowce saudyjskie i cztery statki handlowe Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostały poddane atakom sabotażowym. Kolejnym uderzeniem było użycie dronów przeciw saudyjskim rurociągom. ZEA i Saudowie obwiniają o nie Iran, choć przyznali się do niego jemeńscy buntownicy Houthi, którzy jednak są sponsorowani własnie przez Teheran. Irackie władze wzywają obywateli do zachowania neutralności w razie potencjalnego konfliktu który najpewniej na lądzie wybuchłby przede wszystkim w Iraku, gdzie obie strony sporu są silnie obecne politycznie i zbrojnie. Niemcy i Holandia wstrzymały wszelkie antyterrorystyczne działania militarne na terenie Iraku, kolejne kraje radzą swoim obywatelom brak podróży do Iraku i Iranu. Głosy z różnych stron świata, wskazują na Irak jako teren możliwej Proxy War między siłami Iranu i Zachodu, podczas gdy nasilić by się miały działania wojsk Assada, Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu wobec Izraela i baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Siły prosaudyjskie miałyby być zaangażowane w Jemenie, choć finansowanie i uzbrajanie sunnitów w Iraku przeciw silnie obecnym tam irańskim milicjom nie jest wykluczone. W tym kontekście nowego wymiaru nabiera ostatnia ofensywa Assada w prowincji Idlib, by móc oczyścić sobie pole przed potencjalnym osłabieniem swoich sił (Hezbollah i Iran są ważnymi czynnikami jego sił zbrojnych). Sytuację mogłaby chcieć wykorzystać Turcja, która wspiera islamski odłam opozycji syryjskiej. Ta jest jednak zaangażowana w konflikt libijski, co może pozwolić Assadowi na transport sił tak potencjalnie przeciwko Izraelowi na zachodzie, jak i SDF na wschodzie kraju. Ostatnie spotkania szefów CIA z przedstawicielami Białego Domu mają wskazywać na zdecydowanie Iranu do wzmocnienia swoich proxy. W ten sposób chcieliby zacząć obciążać ich kosztami potencjalnej wojny jeszcze zanim ktokolwiek uderzyłby na ich terytorium, a także spowodować niezadowolenie społeczne, które miałoby wymusić na Saudach, Izraelczykach i Amerykanach ustępstwa w przyszłości. Problem dla ajatollahów polega jednak na tym, że kłopoty syryjskie i irackie już dziś nie zajmują tak tych społeczeństw, a Izrael jest bezpośrednio po wyborach i stare metody mają coraz mniejszą szansę przynieść pożądane przez nich skutki.

P.S. Artykuł o stosunkach USA-Rosja z uwagi na m.in. wciąż spływające informacje o spotkaniu Pompeo-Ławrow, ukaże się po wyborach do Parlamentu Europejskiego, a w najbliższym tygodniu pojawi się szersze omówienie europejskich frakcji i ich znaczenia w europejskiej układance.

Michał Waliszewski

Salon materacy Włocławek